poniedziałek, 10 marca 2014

Poniedziałek już od wtorku

... poszukuje kota w worku...

Wiem, pamiętam, było już :)
Ale tak cudnie dziś wstał dzień, że nawet kawa głośno krzyknęła

z zachwytu.
Podczas remontu nie było takich efektów, bo wszędzie był bajzel i nic nie było na swoim miejscu, a zresztą zależy to od godziny i kąta padania światła i zmienia się z minuty na minutę.
Więc dziś chaupka przywitała mnie świetlną symfonią, grą cieni i światła, wydobywając całą urodę farb i utwierdzając mnie w tym, że dobrze zrobiłam, upierając się na te dziwne kolorki :)
Z całym szacunkiem do KB, jak mówi Inżynier, mężczyzna jest prosty i zna trzy kolory: biały, czarny i resztę :)

To mnie zakoczyło, w pierwszej chwili nie wiedziałam co to, a to po prostu moje magnesy odbijały się tak na ścianie...






Do pracki lecę, z nadzieją na urwanie się w miarę...
Taka praca :)
Cały tydzień ma być piękne słońce, a rok temu o tej porze mdlałam, łkałam i krzyczałam.
Czyż życie nie jest czasami przerażająco cudne??
No, rozmowa z Bossem mnie czeka, auuuuuuććć, ale to później :) Na razie pust' wsiegda budiet solnce... :)

1 komentarz: