wtorek, 8 kwietnia 2014

Dziwaczeję

na maksa i obawiam się, że lepiej już nie będzie. Wkurwiają mnie rzeczy, na które powinnam mieć głęboki zlew. Wkurwia mnie maksymalnie od paru miesięcy koleżanka, pracująca w gazecie codziennej jako dziennikarka. Odchudza się, idzie jej to super, co mnie cieszy, nie wkurwia. Ale... Podnieca się, jakie to dobre jedzenie, jakie masaże i cuda wianki. No ba, doskonale zdaję sobie sprawę, że to reklama. Ale jak reklama, powinno być napisane "reklama", a nie robienie ludziom wody z mózgu. Jeden dzień wyżywienia od tych dietetyków, fakt, że z dostawą do chaty kosztuje 45 złotych :) A teraz zamieściła ich cennik na Wielkanoc i tak z drobiazgów: litr żurku 20 zł (trzeba kupić co najmniej litr), surówka z buraczków i jabłek - 25 zł za kg (trzeba kupić co najmniej kg). Mózgotrzepanie. Kilo jabłek: 3 zł, kilo buraczków 1,80. Wiem, nie muszę kupować, to dla tych których stać, ale achy i ochy, jakie to udogodnienie. Odzywa się druga kumpela, której zawdzieczam bardzo dużo, dzięki niej miałam pracę na 10 lat i wychowałam dzieci. Nie zmienia to faktu, że babka jest wkurwiająca, ustawiała się zawsze jako bluszcz koło mena. Nie, że nie jest pracowita, co to to nie, ale ten typ, taki co to liczy się tylko ona, a reszta niech skacze, jak ona zagra. Znamy się już ponad 20 lat, zawsze uczyła mnie, jak mam dzieci chować, choć swoich nie chowała. Taka kukułka. Ale to jej sprawa. Teraz wyjechała za granicę (wreszcie), pracuje w barze (też bym chciała) i wciąż mędzi do mnie. A to, że powinnam jechać do chłopaków, bo oni mają obowiązek, a to inne takie tam przepisy na moje życie. Dziś włączyła się w to jedzenie i mówi, że to ceny w sam raz i ona by zamówiła. No pewno, za szwajcarską pensję to ją stać. Nie, że jej zazdroszczę, znam realia, przeliczniki i wiem, że to, na co mogą sobie pozwolić ludzie tam, jest nieosiągalne dla nas tu. Taki life. Ale do jasnej cholery tekst: bo to propozycja dla prawdziwych kobiet, a nie dla kur domowych wkurwił mnie maksymalnie. W sumie mam dochód na głowę bardzo przyzwoity, ale nie zapłaciłabym 20 zł za litr żurku!! Czy 25 zł za taką sałatkę. Ale nieważne, wkurwia mnie to. Klapki na oczach i "bo wy tu gnijecie". Tak, z własnej i nieprzymuszonej woli.
Kumpela-reklamiarka ma jedzenie i masaże w ramach reklamy, którą robi firmie. I OK, taki ma fach, takie ma polecenie. Firmie wychodzi taniej niż opłacenie reklamy jako reklamy, wiem co mówię, jestem z branży.
Wkurwia mnie takie zakłamanie.
Druga sprawa wkurwiająca mnie od jakiegoś czasu i instytucja, z którą mam na pieńku to Poczta Polska. Biedna Żaba oberwała przy okazji. No nic, mój wkurw kopnął też innych ludzi, przeprosiłam, czuję się jednak dalej winna.
Kupiłam

 na aukcji takie oto butki. Na fotce wyglądały na maleństwa, Żaba namawia, mówi: pasują do naparstków. Pasują, ale... okazały się siedmiomilowymi butami. Nie o to jednak chodzi. Paczka "szła" od 3 kwietnia. Wczoraj po scenach ode mnie kobieta daje mi ok. godziny 16 namiary, sprawdzam w necie, pisze jak wół, że 7.04 o 06:04 przesyłka ląduje w moim urzędzie. Wczoraj "nic nie wiedzieli, bo nie ma awiza". Dobra. Dziś rano słałam do Zmorki grzybki tybetańskie, jak nie dojdą, to wybuchną, ich wysyłka to osobna bajka. Spisałam nr przesyłki i pani grzecznie mówi, że sprawdzi, czy jest. Była. To pytam, dlaczego wczoraj konieczne było awizo i dlaczego nie dostałam awiza, skoro przesyłka do PZ dotarła już. A pani: bo dotarła po 18. Ja na to: nie, o 6. Pani: to niemożliwe... Mówię, że zapis jest 06:04, a ona mi dziecko w brzuch, że to 18:04. Ojapierdolę. Ale że dostałam przesyłkę, zamilkłam, jako że do pracy leciałam i całe szczęście, że saboty doszły nietknięte, bo zabiłabym. A nad pakowaniem grzybka dla Zmorki namęczyłam się, jako że nienawidzę pakowania paczek, a to trzeba było szczelnie zapakować. Wsadziłam go w pojemnik do moczu, nalałam mleka, zawinęłam w taśmę, wsadziłam w maleńki kartonik pasujący jak ułał, namęczyłam się, żeby zaadresować, okleić, a na poczcie pani twierdzi, że to nie może być wysłane tak, że musi iść w bąbelkowej kopercie, bo będzie taniej. Nie wiem, czy było taniej, wysłałam, jak mówiła, bo gacie mi opadły!!!! Jak nie dojdzie do jutra, grzybek szlag trafi, może rozsadzić kopertę i wylecieć w powietrze. A może będą wołać jednostkę antyterrorystyczną, bo będzie wyciek nieznanej śmierdzącej substancji??? Zemsta jest rozkoszą bogów... :)  Teraz czekam na butki do kijków, ciekawe, co poczta tym razem wysmaży??
Srajdy. Jestem ciekawa, jak u Zmorki rozwiązała się historia. A u mnie co dzień, jak robię śniadanie za oknem leci deszcz chleba. Ojapierdolę. A trawniki w odremontowanej alejce (pieknie) w mojej wiosce wyglądają tak

I nikt mi nie powie, że to nie jest grzech, choć Dziewczyna Inżyniera twierdzi, że woli dać chleb ptakom jak wyrzucać. Ja też. Ale nie wyrzucam chleba. Moja babcia gromadziła stary chleb, suszyła, zalewała potem wodą, soliła, dodawała łyżeczkę masła i zajadała. Mnie uczono całowania kromki chleba, która upadła.
Ten pozbruk, co na fotce widać, świeżo kładziony, miejscami pokryty jest warstwą śliskiego gówna. Myślałam, że na drzewach są gniazda, ale nie, gniazd nie ma. To srajdy sobie sralnię zrobiły. A Dziewczyna Inżyniera żali się, że w UK nie wolno jej ptakom rzucać chleba. Bo to cywilizowany kraj jest, gdzie srajdy nie rządzą.
Narażam się miłośniczkom zwierząt, ale wszystko w przyrodzie ma swoje miejsce. Kociary sprzatają po swoich kotach i cześć im i chwała za to. Z psiarami różnie bywa, moje miasto zasrane jest do bólu i mi to przeszkadza!!! Nie mam psa, bo nie mam ochoty sprzątać po nim gówien, a przyzwoitość nakazywałaby mi sprzątać. I zwykła kultura.
Jak ktoś hoduje gołębie, ma gołębnik i sprząta. Dzikie srajdy to plaga. Nie zmienię zdania i nie obchodzi mnie łkał, płakał, gryzł kłodę i kochał przyrodę. Też ją kocham, ale moje badyle nie srają :0
Po południu co ja paczę?? Wszystkie badyle na korytarzu odsunięte. Okna myli. Wtem wychodzi sąsiadka i mówi: jak trzeba, pomożemy pani kwiaty przestawić. A ja na to słodko, pokazując grafik sprzątania: myślę, że powinien sprzątnąć ten, kto jest w grafiku. A ona: niech pani sprawdzi, kto jest. Było jej mieszkanie. Sprzątną. I OK. Kiedyś już pisałam, że w sumie sprzątam tylko ja. Jak nie sprzątną, bedzie stało, aż się ociepli i zabiorę badyle na balkon. W dupie to mam. A dziś było 21 stopni, czuję się paskudnie, w tramwajach syf i zaduch, a okna na głucho zabite... Burza była i się ochłodziło i zapowiadają na Wielkanoc...  nawet śnieg. Więc co ja będę badyle i drabinkę nosiła...
Kupowałam baterie do aparatów, karta nie chciała za Chiny Ludowe i Kubę przejść, więc poleciałam do SB do bankomatu, bo baterie muszę mieć, bo będę w pracy głucha :D A tam


Wiem, że pełno ich i w parku są, ale muszę się tam wybrać z aparatem :D
Innych wkurwów też mam od cholery i od metra, ale mi się już pisać nie chce. Może innym razem.
Diagnoza jednak się nie zmienia: dziwaczeję.
I sama siebie mam dość :D 

16 komentarzy:

  1. Mnie tez by to wkurzalo
    Moze zrobie sobieliste i tezkiedys "walne" takiego posta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób, może Ci ulzy. Mi nie ulżyło. Ale ja dziwaczeję :P

      Usuń
  2. Ja też dziwaczeję,ale to co mnie wkurwia staram się bagatelizować.Strachy odsuwam na bok,ale jak to męczy,wkurwiająco męczy!

    A jeszcze dzisiaj J.do mnie,ze przydałabym mu sie do pracy juz w maju.
    No fajnie.Tylko dlaczego ja tak panicznie nei chcę tam jechac? Po za tym on sie wcale nie przejmuje ,ze tu zostawiamy matkę samą,co to rózne głupoty jej w głowie coraz bardziej.Ze nawet problemem beda dla niej kwiaty do podlewania itp.
    No jak bede musiala to pojadę,rozsadek podpowiada,ze powinnam, bo przeciez zarobię pieniądze,ale czy warta skórka za wyprawkę?

    No i spierdzielił mi nastrój ,bo juz czuję ten scisk w zoładku .

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję Ci, rozumiem, masz taką pokręconą sytuację, że to nieporozumienie. A nie można teściowej na ten czas do jakiegoś sanatorium wysłać czy gdzieś?? Oprócz szwagra żadnych krewnych??

    OdpowiedzUsuń
  4. Teściowa nie rzecz, ani osoba , która poddaje się sugestiom. Sama o sobie stanowi, jest przecież na chodzie i ogólnie to niby wszystko ok,sprawna i samodzielna, wiec nie ma mowy, żeby ruszyła się z domu.
    Szwagier najwyżej będzie przyjeżdżał w każdy weekend. Oprócz szwagra żadnych krewnych, ona jest napływowa ,wiec cała rodzina daleko . Same pociotki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma znajomych,nikt jej nie odwiedza ani ona nikogo.jest bardzo samotna,wszystkich do siebie zraziła,nikt jej nie lubi po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakbym o sobie czytała, Doro :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja Ciebie lubie i pewnie pare innych osob tez, ale fakt ze daleko mamy do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarumieniłam się, ale... w sumie nikt z Was mnie nie zna tak naprawdę... :)

      Usuń
  8. No wiesz,przestań, jesteś zupełnie inną osobą, nawet tego nie porównuj:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, tylko Wam się wydaje :D Teściową jestem przeokropną :)

      Usuń
  9. grzybki doszły ale jutro zrobię aferę na poczcie !

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla zasady ;-)
    A obiecywalas ze bedziesz kochajaca tesciowa czy jakas inna?
    Po prostu jestes soba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie być moją teściową. Siedzę na dupie i milczę, ale i tak jestem najgorsza, bo przecież MŁODYM SIĘ NALEŻY...

      Usuń
  11. Nic nie obiecywałam, gwoli ścisłości. Nie wtrącam się, nie komentuję, serce mi po cichu krwawi. Tyle, że widzę, że źle wychowałam syna. Tzn, dobrze dla Niej, bo jest pod pantoflem do wyrzygania, inna para kaloszy, że on jest jaki jest. Ale... Oj, to powieść na osobny blog :) Jestem okropna i tego nic nie zmieni :)

    OdpowiedzUsuń