poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Uduszę

Dorę. Napisała o tej sałatce z kaszą jaglaną i do mnie dzieciństwo wróciło. O dziwo, jak dzieci nie cierpią kasz, ja kasze zawsze uwielbiałam, nie cierpiałam za to przetworów z ziemniaków, typu plędze czy kopytka (teraz lubię). No i ta kasza za mną łaziła i łaziła, a że PIT zaniosłam do US, to zboczylam do Prosiaczka, który teraz sklepem ekologicznym jest i co ja paczę?? Na ladzie leży kasza jaglana i szczerzy do mnie kły. Co było zrobić, westchnęłam i kupiłam. No a w przepisie jeszcze roszponka była i pieczarki i inne cuda wianki, których w domu nie miałam. No to co? Kijki wzięłam w dłoń i na koniec włóczęgi polazłam do Lidla i dokupiłam brakujące rzeczy. Sałatka wyszła z gatunku tych, co lepiej smakują jak wyglądają, inna niz Dory, bo mięsa w niej nie było, ale dałam rzodkiewki i inne takie tam i... miało być na jutro do pracy. Miało, bo nie ma, a ja siedzę i ledwo zipię i nawet na kijki bym już nie polazła, bo umarłabym.... Zresztą ciemno już :p
W pracy pracy było w sam raz, łażę więc w przerwach po stronach i stwierdziłam, że najwyższa pora przestać wszystko czytać, bo tam jedna pierdoła goni drugą, a każda żywność jest albo cudowna, albo zabójcza, w sumie człowiek musiałby siedzieć i jeść, jeść, żeby żyć wiecznie i nie zachorować. I pękłby, tak jak ja za chwilę pęknę :D
Zatem przestaję czytać blogi, na których autorki wrzucają jedzenie. Jedzeniu mówimy stanowcze nie, jakkolwiek pyszne by ono nie było...
Jedzenie to zuo. I cieszę się, że będę sama na święta, bo będzie zero kiełbas i bigosów, zrobię sobie taką insalatinę z varelianellą i kto mi zabroni. Sikora mnie dziś namawiała z Cyganem na wyjazd do nich na święta, cieszę się, że o mnie pomyśleli, ale nie :) To dla mnie też będzie przygoda takie święta-nieświęta, wszystkiego trzeba w życiu spróbować.
Nawet łamię się, czy iść do święconki, bo na przykład Baran nigdy nie chodził, u nich się nie święciło potraw, a Inżynier, choć satanista pierwsza klasa - poza jednym razem, zresztą bardzo dla nas obu bolesnym - zawsze mnie wyciągał do święconki, nawet wtedy, gdy krople wody święconej parowały na nim z sykiem.
Dla mnie to wciąż powrót do lat dziecinnych.
Do dni, kiedy byłam kochana.
Szczęśliwa.
Pełna nadziei i planów.
I ta pierwsza święconka po ślubie, kiedy z radością szykowałam koszyk, nasz koszyk, a Pierworodny harce w mym brzuchu urządzał. Święconka, po której płakałam, bo wyśmiała ją bezlitośnie moja teściowa, że taka wsiowa, bo wszystko jest, że koszyk wielki, że tu w mieście to "ą, ę, bułkę przez bibułkę"... Zepsuła mi całe szczęście z tego, że nasze, że mam swój dom, że robię tak jak Mama.
Zadra pozostała, choć z biegiem lat nauczyłam się mieć w dupie.
A dupę mam dużą i dużo się w niej zmieści.
Żeby było jasne.
W kościele jestem bardzo rzadkim gościem.
Nie czuję potrzeby, już nawet nie, że chodzenia do kościoła, jakoś we mnie zgasło wszystko. I śmieję się z Inżyniera, że celebruje Gwiazdkę, bo... No właśnie. Że komercha, wiem. Że nawet niewierzący obchodzą, wiem. Ale... A co ja się będę spowiadała.
Nie ma już kraju lat dziecinnych, niewinności i takich tam...

A wszystko przez Dorę i jej kaszę jaglaną :D

Udusić???

Udusić na pewno D. z pracy. Pyta, co robiłam na urlopie. Mówię, że 100 km przelazłam w te dni, bo tak mi Endomondo obliczyło, zatem i tak więcej przelazłam, bo latania po zakupy i inne rzeczy nie liczyłam. A ona: ty tak dużo nie chodź, bo to niezdrowe. Ojapierdolę, a myślałam, że to brak ruchu jest niezdrowy, a tu masz... U niej zawsze wszystko, co robię, jest niezdrowe albo zabronione. Kobieta ma złote serce, ale wkurwiająca jest na maksa.
Tydzień więc ogólnie zaczął się na NIE, zatem napięcie będzie rosło.
I będzie wybuch.

 

1 komentarz:

  1. Nie duś,tylko jedz na zdrowie:)))
    Święta,święta i zaraz po,tylko dwa dni,zleci szybciorem. Moze z koszyczkiem szwagra wyslę,jak w ubiegłym roku i bedzie spokój;)

    OdpowiedzUsuń