będzie jutro, bo Inżynier dziś pracujący. Zameldował się wczoraj na Face Time, wprawiając starą matkę w popłoch, bo wciąż mi się wszystko plącze przy obsłudze tego ustrojstwa. Nie ma letko, trzeba się wciąż uczyć. I nie był szczególnie zachwycony faktem, że wybieram się na cały miesiąc do UK. Tak jakbym do niego jechała. Jak się wkurwię, to nawet go nie odwiedzę, przesiedzę wszystko u Barana. Biedny Baran :) Oddycham w torebkę i staram się nie zaogniać sytuacji. Dlaczego moi chłopcy mają tak głupie dziewuchy?? Dlaczego mam pokutować za to, że one nie mają dobrych stosunków ze swoimi matkami?? Nic od nich nie chcę, już nawet nie ma opcji "zaprzyjaźnię się z dziewczyną mojego syna, będę idealną teściową", wali mnie to, oddaję im chłopaków z dobrodziejstwem inwentarza, ale nie tak miało być. Dlaczego mam się dostosowywać i ustępować, a one nie muszą??? Przecież nawet nie proszę o herbatę, bo wiem, że jej nie lubią robić. Sama sobie też umiem zaparzyć. Sprzątam po sobie, nie krytykuję ich gospodarstwa, nie wymagam asysty, na spacery chodzę sama, potrafię też sama sobą się zająć. Co jeszcze, kurwa, mogę zrobić?? Żeby było śmieszniej, Sikora jest Eks Inżyniera i nie ukrywam, że jest dla mnie Córką. Tak samo dobre stosunki mam z niedoszłą Pierworodnego, choć widziałyśmy się kilka razy w życiu (zamiejscowa była) i odnalazłyśmy na NK. Więc co takiego niehalo jest we mnie?? WTF?? No nic, zobaczymy :P Tak się zastanawiam, dlaczego Baranowi moje towarzystwo nie zawadza, przecież nie jest tak, że we wszystkim się zgadzamy i z dzióbków sobie jemy. Może mniej się teraz kłócimy, jak kiedyś, ale były momenty wojen światowych i jakoś minęło. A z moimi chłopcami jak ze zgniłym jajem, uśmiecham się, mówię że OK, a tu masz, zawsze jakaś cipa wylezie...
Poranny rajd manhattanowo-lidlowy zaliczony i jak zwykle o tej porze roku, ocipieć można. Wszystko wrzeszczy kup mnie, kup mnie, smaczne jestem, zobacz, jak pachnę. Problem tylko w tym, że żeby wszystko zjeść musiałabym kupować jak ten krasnoludek w kawale: kroplę benzyny i kichnięcie w oponkę. Jak proszę o jednego buraka (bo dorodny jest, w sam raz na porcję soku), to patrzą na mnie jak na idiotkę. Jak kupię kilogram, to zanim skonsumuje, zaczyna pleśnieć. I tak z każdą rzeczą jest. A że teraz tydzień już pracujący i jak wracam, nie ma opcji kupna na targu, a w marketach nie cierpię, to szamotanina trwa.
Kto nałożył jakieś embargo na cytryny??
Na targu cytryny już po 11 zł za kg. A jeszcze niedawno oscylowały w granicach 6 zł. Myślę sobie, kupię w Biedronce. Idę do Biedronki, ładuję cytryny do woreczka, na oko, tak jak zawsze, jeszcze woreczki śniadaniowe i pruję do kasy. W rączce dycha. Pani kasuje mnie i rzecze 15,22. Ojapierdole. Zapłaciłam, bo nie lubię dyskusji i patrzę na rachunek i co ja paczę?? Cytryny po 12 zł... No nie, ze złota je robią, czy co?? Nie przypominam sobie, żeby cytryny były kiedyś takie drogie, więc ani chybi jakieś embargo albo inna zaraza cytrynowa jest. Przerzucamy się zatem na kompocik, bo taniej wychodzi ;) Ale cytryn używam też do płukania włosów. Bądź tu mądra.
Oblukałam podkładki pod mysz i chyba się wybiorę do marketu dla idiotów, do pracy sobie kupię taką za niecałą dychę (nie wiem, może mi się uda podkładkę służbową wydębić, powinno wchodzić w zakres), do domu taką lepszą. Muszę zacząć dbac o moje ręce, bo nie odczuwa się ich przydatności, póki nie odpadną. Tak samo z palcami, wydaje się, że kciuk czy inny do niczego nam, a jak odpada to dopiero jest balanga :D
Człowiek jest jednak doskonale zbudowany i każdy kawałek człowieka jest potrzebny.
No, może poza kością ogonową, ale ta z kolei zbita potrafi dać do wiwatu. Wiem, co mówię :D
Idę walczyć z upałem, nie ma tak, że wygra :) Nie ze Starą Jędzą :D
Musze ja sprawdzić te cytryny,ale hcyba za 4 sztuki placilam kilka zł niedawno w jakimś markecie.
OdpowiedzUsuńCo do układów z babami Twoich synów to szkoda,ze jest jak jest,tez się dziwię,bo fajna kobieta z Ciebie i co one takie zaborcze.Szczególnie,że tak bardzo daleko mieszkacie i spotkania są nieczeste.
Zostałam obdarowana przez iotkę cukinią i sliwkami,to robotka mi sie szykuje.
No ale cóz,zycie..
Ale fajna robota, Doro. Czekam na węgierki, będę smażyła powidła. Uwielbiam to. Smażyć, nie jeść ;)
Usuńto cóż życie,to nie wiem chyba ,nie pod zdaniem o sliwkach i cukini miało byc,ha,ha, tak to jest jak pisze a za plecami siedzi J i sie gapi:)))
Usuńhmm ciezkie zycie tesciowych:-) boje sie ze ja bede jedza caly czas do męża mówię zyj jak najdłużej bo będę taka wredna jak Twoja mamusia i wtrącająca się jak moja;-) no nic cięzko jest u nas jedna mamusia chce wszystko wiedzieć wszytsko za nas zaplanować najlepiej jakbysmy zwierzali się z każdego grosza , który wydamy a jeszcze lepiej jakby ona nam mówiła na co powinnismy wydawac i jak życ i ja to w ogóle jak smiałam syna jej zabrac matulu! ;-)(to moja tesciowa) a moja mamusia no moja cóż kilku problemów nam narobiła...ech życie no i no i latwo z nia tez nie jest zawsze wsyztsko wie i wszystko przeciez czuje co kto mysli i większość rzeczy, które robimy robimy źle, a dlaczego? dlatego że nie robimy tak jak one uważaja hmmm notak różnica pokoleń Boże zacznę kupowac kaftany w różnych kolorach bo jak taka będę to mają mnie zamknąc:-) :-)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam Madzik
Madziku, ja nawet nie zapytałam nigdy, ile zarabiają. A już broń blog nie pytam na co wydają i ile co kosztuje, choć dziewczyny mają lekką rękę do wydawania na pierdoły. Ale to ich pieniądze, ze swoich się nie tłumaczę, więc odpuszczam, Nie pytam o plany, o wycieczki, samochody, gadżety. O nic. Każdy ma swoje życie i swoje odchyły. Jest mi po prostu przykro, bo to ta część marzeń, która się nijak nie spełnia. "Będę miała dwóch chlopców..." Tak się bajka zaczynała i do pewnego momentu było z górki. Kaftanu nie chcę, rączki muszę mieć wolne do klikania ;)
Usuń:-) no tak :-) w sumie rączki potrzben:-), nic nie przejmowac się i do przodu mysle że jak co do czego... to pokaża ze kochani synowie są:-)
Usuń