Bo mi się zapomniało, jak pisałam notkę, za dużo się dziś działo. Stoję na bezświatłowym przejściu dla pieszych i jak myślicie?? Stoję, stoję, korzenie mi zaczynają kotwiczyć, ale nie, panie i panowie w swoich wielkich i wypasionych maszynach nie widzą takiej mrówki jak ja... Chyba, że niedaleko policja stoi, to się zabijają i hamują nawet jak nie trzeba, bo jak jedzie jeden to niech jedzie, przejdę sobie po nim, korona mi z głowy nie spadnie,,,
Ale dziś, jak mówiłam, korzenie zapuściłam i nic. Z lewej jedzie motocykl, ścigacz dokładnie, pruje tak, że ojapierdolę. I co ja paczę?? Prawie się zarył, ale stanął przed pasami grzecznie. Myślicie, że ci z prawego pasa wyhamowali??? Ale gdzież tam, jeszcze trzech mi przed nosem śmignęło, ale mądrą Starą Jędzą będąc nie egzekwowałam mojego pierwszeństwa na pasach, ale zatrzymałam się przed połową i przeszłam dopiero, jak kolejny samochód stanął. A motocyklista czekał, aż przeszłam. Wiem, bom spojrzała i jeszcze raz wdzięcznie podziękowałam...
A mówią, że na motorach to tylko wariaci jeżdżą. Maybe. Ale czasem z sercem...
Anioły na dwóch kołach,
Kiedyś taki jeden rowerzysta życie mi ocalił :) Przed rozjechaniem przez konie uchronił :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz