żywa sie dziś obudziłam. Całą noc siedziałam w kościele-niekościele, krojąc, rwąc na strzępy jakieś materiały i w tym całym bajzlu w którymś momencie zamiast ajfoniczka znalazło się w moim ręku tabletopodobne coś i... nie pamiętałam numeru do nikogo (i tak nie pamiętam od dawna już, znam tylko swój)... Obudziłam się zlana zimnym potem i dobrze, że już świtało, bo zabiłabym się, szukając ajfoniczka. Leżał, oczywiście tam, gdzie go świchnęłam :) Szalona dziewczyna staje się szaloną kobietą, a na końcu starą wariatką.
Dosłany materiał przeczytałam w czasie śniadania (zasada: przyjemne z pożytecznym), odesłałam i chwyciwszy kijki w dłoń z pieśnią na ustach pobiegłam do pracy. Tam okazało się, że do pracy było tylko to, co zrobiłam przy śniadaniu i jakieś nędzne kawałki kolejnego ekstrasa, który będziemy robić, a jakże, z numerem :) I dowiedziałam się, że ekstrasy będą od nowego roku częściej. Wpadłam na Bossa i patrząc mu głeboko i z miłością w oczy rzekłam, że niestety, wiem, jak firma ma zamiar wykorzystywać Starą Jędzę, jak chce ją do grobu wpędzić i łopatą zaklepać. A Boss spojrzał na mnie z ukosa i rzecze: żeby wykorzystać pani moce przerobowe, to musielibyśmy jeszcze ze dwa nowe tytuły wydawać co miesiąc. No popacz, jaki kumaty... Ciekawa jestem, czy dostanę podwyżkę, czy będą nadal we mnie orać?
Ma się te moce przerobowe, a co :)
Życzliwi zawsze mówili mi, że mam iść na akord pracować.
Ale to monotonne jest, a ja lubię zawirowania.
Zatem ogarnąwszy kuwetę i spociwszy się w niej (grzali!!!!, ale dobrze, bo muszą ściany wyschnąć, tam wszystko nowe i mokre), chcwyciłam kijki w dłoń i z pieśnią na ustach ruszyłam do domu. Dziś było szybciej, bo nie robiłam żadnych zakupów, ale też mokra jak stara mysz zlądowałam. Obiad był do odgrzania, więc dzień lajtowy, Poszłabym jeszcze gdzieś, ale... nogi torchę bolą, więc spasuję, jutro też jest dzień :D
Inżynier pojechał do Halifaksu, ładny kawał drogi.
Wracając ma wpaść do Barana i ciekawa jestem, co się kroi.
Bo Baran maruda się zrobił ;) Nie jestem w stanie powiedzieć, co będę robić za 3 miesiące, wiele się może jeszcze zmienić, a jak coś w szklarni zamieszkam, żeby kłopotu nie robić ;)
Z nieciepliwością czekam na wieści, od Pinkowej Panienki ani słowa. Normalka :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz