Chytry plan uknuli...
Okopią się, wszystko zaminują, drutem kolczastym owiną, gdzieniegdzie podrzucą minę przeciwpancerną, zasieki i takie tam, i polecą do pracy. A Inżynier niczego się niespodziewającą Starą Matkę podwiezie, podrzuci na progu i sruuuu z powrotem. Chytrze zapewniał: wejdź i czuj się jak u siebie w domu, a przecież chodzi o to, li i jedynie, żeby mnie w powietrze wysadzić.
No ale ja szpakami karmiona jestem i rzekłam, że po co Inżynierowi i im kłopot robić w tygodniu, przyjadę w niedzielę.
No i chytry plan Barani spalił na panewce, hahahahahahahahahahahahaha :)
I teraz sobie uświadomiłam, że nie mam hasła do wifi ani do Baranowego kompa, więc nie ze mną takie numery. A jeszcze sąsiedzi wlecą i będą szwargotali po anglikańsku, a ja ani be, ani me, ani kukuryku :)
No dobra, wszystko się jeszcze wyklaruje.
Pogadaliśmy sobie serdecznie, jednocząc się w bólu, bo...
Na Gwiazdkę Dziewczyna Inżyniera chce przywieźć kota!!!
Sierściucha!!!
Jebanego.
Jeszcze nie wiadomo, jakiego będą mieli, ale moim zdaniem to nie jest w porządku.
To, że ktoś ma kota i go kocha nie dowód, że może go na parę dni do kogoś wozić.
Takie jest moje osobiste zdanie. Wiem, narażę się 90% znajomych, ale wcale nie uważam tego za słuszne. I będę się starała to odkręcić, bo poniekąd.... to też kot Inżyniera będzie (skoro już mu tak miłość na mózg padła), a więc to znaczy, że go źle wychowałam. Dreszcze mam, jak o tym pomyślę. Moi gospodarze nie są fanami kotów, jak już, to psów. Nie mają zwierząt, bo są odpowiedzialni. Wyjeżdżają na wakacje i komu wcisnąć sierściucha czy kundla?? A jeszcze jest opcja, że będą już dwa sierściuchy.
Z kolei jestem rozerwana, bo planowaliśmy te święta od dawna, bo tak, bo od lat jesteśmy razem, a mnie się na razie nie da sklonować. Ale nie było opcji futer. Nie chcę zranić Inżyniera, ale Gwiazdka bez Barana to dla mnie... hmm... abstrakcja, bo z kim ja będę w kuchni urzędować??? No nic, dziś jest jakaś impreza sąsiedzka, może uda się kota sprzedać... :)
Zobaczymy, nie będę pisać scenariuszy.
A tak w ogóle to nam się gawędziło, choć Baran na pysk padał, bo wstaje po 4 niebożę.
Ogólne zarysy wiadome, a reszta wyjdzie w praniu...
Dziś doszłam do wniosku, że jednak mam zakaz wstępu do niektórych obiektów. Ale o tym w dalszej części, kochany pamiętniczku.
Obudziłam sie pięknym wczesnym rankiem i postanowiłam działać zgodnie z mądrą zasadą, zakładając, że jestem już old and wise :)
Na moje nieszczęście na Manhattanie nie było żadnych badylków ładnych i niedrogich, tylko chryzantemy złociste (bez kryształowego wazonu), ale one w nocy strasznie śmierdzą, nie lubię ich zapachu, jak się budzę, czuję, jakbym w otwartej trumnie leżała w grobowcu :) Więc skierowałam swe nóżki na pętlę i dojechałam, i doleciałam na giełdę, co widać na wykresie, choć wyłączyłam Endomondo, ale ono dziwne jest :P
A tam, hulaj dusza, piekła nie ma...
Najpierw kupiłam
... mam pomysł, nie wiem czy dobry, okaże się :)
... kapustka taka słodka...
... a papryczki rozkoszne (były jeszcze inne kolory, ale nie miałam jak udźwignąć, a i kasy zabrakło ;) )...
... i Baran mnie opierdolił, że kupiłam, bo mam zamówione, ale oj tam, oj tam.... Żyworódka pierzasta, mi też przydasie, jak poczytałam, a tu piękny egzemplarz :) Coleusy już z domowej kolekcji, posadzone, czekają na eksmisję do pracy :)
I słoneczniki, pewno już ostatnie w tym roku, mniejsze jak poprzednio, ale gość zapewniał, że się rozwiną. Na targu też były, ale już opadające, a te - mam nadzieję - wytrzymają chociaż tydzień.
No i tak sobie zaszalawszy, napoiłam się u wodopoju, jako że gorąc był, a nic nie zabrałam i pod koniec nieźle mną telepało. Na ławeczce, jak czekałam na autobus dosiadły się dwie panie i po krótkiej pogawędce, informując co to za kwiatek i po ile słoneczniki zaczęłam z nimi parle française i dobrze, że autobus nadjechał, bo... dostosowałam się do rytmu i niezła ze mnie była moherówa :) Narzekałyśmy, a jakże, na synowe :D :)
I na służbę zdrowia, w związku z żyworódką, która jak wiadomo, nie pomaga tylko na śmierć. Ale na śmierć to nic nie pomaga :)
Zatem nawodniwszy się, zmieniłam obuw i poleciałam, w siną dal, w siną dal, lewa, prawa, w siną dal...
Na moment zatrzymałam się, bo wciąż gdzieś pędzę i poobserwowałam piękno wrześniowego południa, jeszcze letniego, jeszcze niezszarganego szarością i smętkiem późnej jesieni...
Ludzi, o dziwo, było mało, tylko na brzegu siedzieli ci sami wędkarze, co wczoraj, choć żadnej ryby nie widziałam :) Mają zdrowie.
Więc na koniec trzasnęłam sobie selfie, a co
Wszyscy mają, mam i ja :)
Dzisiejszy urobek wygląda tak :) Nieźle.
Przesunęłam też randkę z Inżynierem, bo o 6 latała nie będę, a polatać chcę.
Teraz gazetka, filmik i tym pięknym sposobem o jeden dzień bliżej do inwazji :)
To się nazywa udany weekend, bez sprzątania, roboty i takich tam.
Tylko jak po obiedzie ucinałam pół godzinki dla słoninki, to F16 latały jak głupie. Ale miałam takiego lenia, że nawet mi się nie chciało sprawdzić na onecie, czy to już.
Niech będzie niewiadome...
Niech latają, skoro ma to pomóc.
Bo jakoś nie widzę naszego noblisty z szabelką, broniącego granic własną piersią. Mocny w gębie i pierdoły gada. A nieciekawie jest, więc cieszę się chwilą...
Update
Facebook wszystko wyjaśni :) Kolega właśnie wrzucił fotki z Krzesin, więc faktycznie, nie przywidziało mi się, że latają, impreza dziś była :)













Super ta Twoja koszulka:) Mariola.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Mam ją od lat :D Sama wybierałam, mam niezłą kolekcję napisów i jestem z tego znana w pracy :)
UsuńTak się zastanawiam, co to znaczy... maksymalna prędkość - 28 km/h?
OdpowiedzUsuńUprawiasz dwubój ? Na rower wsiadłaś po drodze?
Bo że z taką prędkością chodzisz z kijkami nie wierzę :))
Nie ma 28, jest 24,8. Nie wiem, jak program to zlicza, ale jak np. robię zakupy to nie wyłączam go, jak stoję w kolejce, to czas leci, a km stoja :) Może jak z górki zbiegałam, to przez moment tak pędzilam?? Bo chodzę 4 km w mniej więcej 50 minut, nie męcząc się przy tym, ale nie wtedy, jak łażę w celach prozaicznych :) No i światła też zmieniają średnią, na niektórych w mojej wiosce stoi się kilka minut.
OdpowiedzUsuńHmm możliwe, że jak zbiegałaś z górki. Mnie endomondo wykazało średnią prędkość jakieś 5,5 km/h ale ja chodziłam po płaskim.
OdpowiedzUsuńSorry za pomyłkę, ale to wina SKS - wzrok już nie ten :)
Trudno mi rozgryźć Endomondo, ale szachrować tam nie mam jak :) Widocznie tak szybko chodzę, roweru nie mam :) Sama się zastanawiam, skąd skubane wie, że jest częściowo pochmurno, że spociłam się tyle a tyle ;) Głównie chodzi mi o odległość, ale i tu wskazania telefonu i zwykłego pedometru są nieco rozbieżne, więc wszystko jest możliwe :) Kiedyś człowiek po prostu szedł w stronę słońca ;) Udanych wypraw :)
UsuńFajne to z tych muszelek,mam gdzies muszelki w słoiku i nigdy nie wiem jak je wyeksponowac,a tu prosze,taki prosty a efktowny sposób,tylko wywiercić dziurki by m musiala, a to juz troszke problem.
OdpowiedzUsuńDoro tak, to problem :( Może miniwiertłem wiertarki?? To akurat, jak i drugie z muszelek co też mam to małe chińskie rączki robiły :>
UsuńPewnie są takie specjalne malutkie wiertarki do takich precyzyjnych i drobnych robótek.
OdpowiedzUsuń