sobota, 5 marca 2016

Lecąc

rankiem na Manhattan z przyległościami szłam za parą z sąsiedniego bloku. Głuchoniemi. Ich córka też nie słyszy - ale nosi aparaty, więc resztki słuchu ma. Miga, ale skoro oni nie mówią, to musi migać, nie ma wyjścia. Nie znam migowego, co kiedyś przeszkodziło mi w zrobieniu kariery w bibliotece Polskiego Związku Głuchych. Nie przyjęto mnie na stanowisko kierowniczki, mimo wyższego wykształcenia kierunkowego i znajomości - dobrej - trzech języków obcych - i dwóch biernej, połebkowej. Nie pomogły zaklęcia, że migowego się naumiem. Posadę dostała... kuzynka prezesa, z wykształceniem podstawowym, no ale nie matura, lecz chęć szczera zrobią z ciebie oficera :) Może i dobrze, bo jakbym się migać nauczyła, życie byłoby nie do zniesienia. Już teraz często nie wiem, gdzie wzrok skierować, bo... wiem o czym ludzie rozmawiają na drugim końcu autobusu (o ile mam okulary na nosie), a jakbym jeszcze migających rozumiała - syf, kiła i mogiła. Ale wracamy do naszych baranów, jak mawiają Żabojady - revenir à nos moutons - czyli do parki. Szli i migali. Wyglądało to mniej więcej, jakby za chwilę miała wybuchnąć III wojna światowa. Nie wiem, czy są tak ekspresyjni, czy rzeczywiście się kłócili, on czasami odwracał głowę i było widać, że mówi stanowczo NIE. Ona nie patrzyła na niego, więc ją szturchał, żeby patrzyła. Skończył i myk w bok, więc ona go szturcha i tak da capo al fine... Osobiście zamordowałabym gołymi ręcami i każdy sąd by mnie uniewinnił. Nienawidzę naruszania mojej przestrzeni osobistej. Nieważne, kłótnia czy karesy, nie lubię. Nieliczne osoby pozwolenie mają na głaskanie, a jeszcze mniej osób może mnie głaskać bez wezwania i konsekwencji. Tak więc dobrze, że nie mam takich dylematów, bo z pierdla bym nie wychodziła :P
Para ma psa. I tu mnie dręczy od lat pytanie: jak wołają na psa? Pies też zna migowy? Bo dla mnie naturalne jest wołanie na psa. Karcenie go. Nagradzanie. Nie wiem, może jakaś tresura i pstrykanie palcami, klaskanie, ale nigdy tego nie zauważyłam. Mając w pamięci nieusłuchane znajome egzemplarze - nie mam pojęcia. A może pies też głuchy?
Nie znam migowego, więc nie zapytam, zresztą za takie pytanie w pysk można dostać i każdy sąd uniewinni, co nie?
Dzień Teściowej dziś. I wkurzyła mnie jedna z Czytelniczek tego bloga, pisząca, że tak się robi teściowym, że się im życzeń nie składa.
Nie rozumiem. Moja teściowa w sumie była z piekła rodem, to temat na brazylijską telenowelę. Ale żeby nie ona, nie byłoby Eksa i moich dzieci. Więc byłam spolegliwą synową. Jej zawsze było na wierzchu. Ustawiała nawet meble w moim mieszkaniu i dyrygowała firankami. Do czasu, ale zawsze.
Większość z nas będzie teściowymi, nieważne, czy mają córkę czy syna.
I odczuje na własnej skórze wrogość zięcia czy synowej.
Ja odczułam.
Fakt, że nie ukrywałam mojej niechęci do związku, ale nie robiłam też synowi scen, że albo ja, albo ona. Moje "ale" uzasadnione było aż nadto. I teraz też mam wąty. Co ciekawe, wspólni znajomi często je podzielają. Ale przeszłam niełatwą drogę nauki akceptowania tego, co mi się nie podoba, a podoba się moim dzieciom.
Nie znaczy, że się z tym pogodziłam.
Po prostu nauczyłam się z tym żyć, nauczyłam się, że choć chcę dla dzieci jak najlepiej, one same wiedzą, co jest dla nich lepsze.
I tak z Synową No1 zakopałam toporek. Nawet jakbym ją chciała zabić, a każdy sąd by mnie uniewinnił, jest matką moich wnuków. Które kocham, aczkolwiek z przyjemnością niekiedy bym im  łebki poukręcała i każdy  sąd...
Są w moim życiu, czy mi się to podoba, czy nie, tak jak i ja jestem w ich życiu, co im też nie musi odpowiadać. Ale ostatnie spotkania z Małą Wiedźmą, te realne i netowe, i ten wrzask pełen radości "baaaapcia" - warto było odpuścić. Jest moja i mam nadzieję, że to się już nie zmieni. Ze kiedyś pójdziemy na to piwo, z czego śmieje się Mama Barana, mówiąc, że jestem dziwna mając takie marzenia.  Że dożyję... Wolno mi marzyć. A nawet jeżeli nie, to będę baaaapcia, nie abstrakcja z fotografii. I tylko to się liczy.
To ten ślad i z myślą o Wiedźmince i Papryczku gromadzę okruchy lat.
Okruchy wspomnień.
Są piękne.

Wspominałam niedawno, że zjawiła się na FB moja przyrodnia siostra. Przyrodnia w sensie, że mój Ojciec i jej Mama pobrali się. Dziećmi się nie wymienili, my byłyśmy już pełnoletnie. Przyjaźniłyśmy się od dzieciństwa, od przedszkola. Byłam jedyną osobą, która jej nie wyśmiewała z tego powodu, że nie zna swojego ojca. Dla mnie, chowanej przez mamę-kwokę wersja "tatuś zginął na wojnie" była do przyjęcia bez zmrużenia oka, mimo że obie jesteśmy rocznik 1954 :) Naszą przyjaźń zepsuło małżeństwo naszych rodziców, choć co to za przyjaźń, którą taki drobiazg psuje? Fakt, że ona została na miejscu, poszła do pracy zaraz po maturze, bo "chciała się ubrać i mieć pieniądze, a studia poczekają"... Wcześnie wyszła za mąż, urodziła trójkę dzieci i nie miała jeszcze chyba 30 lat, gdy nagle owdowiała. Ja zaś klepałam biedę na studiach, ale jak wiadomo, bieda bardzo lubi jak się ją klepie... :) Ugrzęzła między pracą, wychowaniem dzieci, a to na pewno było niełatwe, matką, z lekka mówiąc - lepszą terrorystką (do dziś żyje, i do dziś nie powiedziała jej, kto jest jej ojcem, mimo błagań i próśb. Jakby to miało po tylu latach znaczenie. Dla niej ma). Już na zjeździe, gdy spotkałyśmy się po latach, było widać, że nasze drogi się bardzo rozeszły. Ona jest fizycznie bardzo atrakcyjna, szczupła, seksi. Ja placek kartoflany, gruba, łysa i inne takie tam. Ale ona na wszystko reaguje złością. Złośliwością. Widzę to jeszcze wyraźniej teraz, gdy jest na FB. Komentarze są jadowite, Nie, że dowcipne. Jadowite. W realu też. Na zjeździe - pierwszym - każdy wstawał i mówił parę słów o sobie. Ona powiedziała: a co wy myślicie, że jak wdowa to już zabawić się nie może? Jest wdową co najmniej od 30 lat, więc WTF? Dla mnie mój stan cywilny i brak faceta u boku nie jest żadnym problemem. Owszem, czasem brakuje mi męskiej technicznej dłoni, jako że sama jestem w te klocki do dupy, ale facet nigdy nie warunkował mnie jako człowieka.
Jestem wolnym człowiekiem.
Wolnym w sensie do.
Bo nie ma wolności od...
Żal mi jej. Namawiałam na przyjazd do mnie. Na nocne rodaków rozmowy. Nie tylko ją. Parę innych dziewczyn też. Chyba jest we mnie coś odpychającego, bo przez 4 lata żadna nie przyjechała.

I błogosławię w tym momencie moją Mamę, która aczkolwiek nie nauczyła mnie gotowania, prania i innych takich tam, wyrzucała mnie z kuchni, mówiąc: ucz się dziecko, a parę dni przed śmiercią powiedziała mi: Stara Jędzo, ucz się, bo to uczyni cię wolną. I nigdy nie bądź zależna od nikogo, a już zwłaszcza od mężczyzny.
Co też uczyniłam.
Wiem, że życie płata figle i mogę być, nie daj blog, zależna od innych.
Ale jako rzekł mądry inaczej Kierownik Budowy, muszę się z tym pogodzić, bo taka kolej losu.
Zatem marząc, aby do końca być niezależna, spadam na Kroniki Shannary, Kochany Pamiętniczku.
Bo aczkolwiek popłuczyny po Tolkienie, są fajne...
 A na końcu będzie tak :)



8 komentarzy:

  1. widziałam się z teściami dzisiaj na imprezie i oczywiście złożyłam teściowej życzenia, bo jest dobrą teściową. bardzo dobrą nawet(a nawet gdyby była zołzą też bym złożyła, bo szacunek się matce mego męża i babci mojej córki należy ), a M. zadzwonił do mojej mamy o 23ej, bo zapomniał wcześniej - a się uwielbiają i na nic był mój argument, żeby sobie odpuścił, bo może już śpi ;) denerwuje mnie natomiast, że obecnie wiele synowych ( bo bardziej to widzę u dziewczyn ) nie lubi swoich teściowych dla zasady - bo każda teściowa to zło. guzik prawda. nawet sobie nie zadadzą trudu, żeby poznać kobietę... fakt - zdarzają się teściowe wybitnie wredne , ale z tego co widzę to zdecydowana mniejszość :)
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
  2. Mądre słowa, Imbirello :) No właśnie tych młodych nie potrafię zrozumieć! Swoich matek też nie lubią, przynajmniej te, które ja znam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. znam bardzo wiele teściowych i synowych i na prawdę mało jest takich z "kawałów" zazwyczaj się lubią , szanują i generalnie współgrają , oczywiście znam też takie co sobie na złość robią i to w najbliższym otoczeniu , ba znam też córki i matki które tak żyją
    ja swojej teściowej nie znałam , ale babcię która wychowywała Paskuda znałam i szanowałam , często podnosiła mi ciśnienie ale byłam ponad to

    a Ty pójdziesz na to piwo z MW bo teraz młodzież szybko zaczyna je pić :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzen nie składałam,no juz bez przesady,co rusz jakies okazje, wiec z okazji takich pierdół wymyslonych nie wiadomo kiedy nie skladamy sobie zyczeń.Wystarczy,ze urodziny ,imieniny, dnie matki,babci ,wszystko musze odfajkowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię życzyć i dostawać życzenia, Dziś jest np. angielski Dzień Matki, co roku fochy robiłam, że Inżynier nie pamięta, a w tym roku zonk; wywalił mnie z łóżka życzeniami :) A nie pamiętałam, bo Barana wcięło w netowym niebycie i nie winszował w tym roku, a zawsze był pierwszy :) Miło jest, jak ktoś o Tobie pamięta, choćby tylko od święta :p

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Była bardzo mądrą kobietą i bardzo mi jej brakowało zawsze...

      Usuń