czwartek, 3 marca 2016

Wariatką

jestem, albowiem jestem.
Wstałam bladym świtem i nie bacząc na deszcz poleciałam do pracy. Spokojnie mogłam jechać dopiero w poniedziałek, ale umówiłam się, że przyjadę na wezwanie, bo dodatek. SMS nie doczekałam, więc cała w nerwach jadę. Gość od dodatku mówił, że potrzebuje tydzień. Czekałam dwa, dokładnie i nic, dupa.
W redakcji okazuje się, że nie wzięłam wkładek do aparatów, bo je myłam i zapomniałam założyć. Dupa. Wszyscy się śmieją, życzliwie, mówiąc, że to nie problem. Ale ja czuję się, jakby mi ktoś rękę odciął. Uzależniłam się od ustrojstwa i tragedia :)
Okazało się, że dodatek jest, a jakby go nie ma. Idzie jak po grudzie, więcej gram, jak pracuję, choć inni mi drobiazgi podrzucili.
O 13 spasowałam i choć gość chciał mnie zatrzymać, że już, już, za 5 minut, powiedziałam twardo: jutro i poszłam do domu.
Co kawałek z kimś gada, jak nie tete-a-tete, to przez telefon. Może mnie w pompę pocałować. Miał dwa tygodnie na coś, co ja zrobię z palcem w dupie w jeden dzień (I i II korekta), może mniej niż w 8 godzin.
Nie padało już, więc uradowana poszłam na piechotę, ale coś nietenteges się czułam. Pewno jakiś wirus w autobusie czy tramwaju, te dojazdy mnie wykończą.
No nic.
Zakupy, obiad, przespałam się, herbata z imbirem, będzie dobrze.
Kupiłam kiełki i... usmażyłam, Pierwszy raz w życiu. Fajny obiad.
Szpinak też kupiłam, w pęczkach, młody. Drugi obiad zjadłam.
Apetyt mam, zatem nie jest źle.
I lody wykończyłam, a w tej Biedronce, w której byłam, nie było tych z solą.
Jutro zajrzę do innej :)

I tak mnie zastanawia, dokąd to wszystko zmierza. Z nudów, czekając na pracę, łażę po necie. Czego to już nie przerabialiśmy, żeby żyć wiecznie i oczyścić organizm z toksyn. Czystek, błonnik witalny, jagody goji, pomieszanie z poplątaniem. Jakby to wszystko stosować, trzeba by siedzieć na kiblu i jeść. Jak mawiała moja babcia, brutalnie: jednym końcem pcha, a drugim sra.
No i odkryto kapustę kwaszoną (kiszoną), jeden pies. I zalecenie: pić litr dziennie soku z kapusty kiszonej. Oczami wyobraźni ujrzałam siebie. Hmmm.... Na wodę do spłukiwania bym nie zarobiła, a co dopiero mówić o miejscu w żołądku, no bo przecież inne cuda wianki też trzeba jeść, zażywać, konsumować. Wzdech. Wydech. Ojapierdolę.
I link do soku.
Wchodzę po sznureczku i co ja paczę? Buteleczka soku z kapusty, circa 330 ml złotych polskich 9,90. Bez dostawy, bo oczywiście w stacjonarnych sklepach nie ma takiego soku, ekologicznego, niczym nieskażonego, cud, miód i orzeszki. Razy 3, bo litr wypić trzeba. Dziennie. Ja sama. Czyli prawie 30 zł na sok z kapusty, w sumie więcej, bo dostawa. A gdzie reszta rodziny (zakładając, że takową ma się jeszcze na składzie)? reszta rodziny stoi i paczy, jak mama przechodzi do wieczności napompowana sokiem z kiszonej kapusty, który jej się uszami wylewa i innymi otworami ciała, oczyszczona z toksyn, wolna i swobodna. A oni żują suchą skórkę spleśniałego chleba, bo na nic innego nie starczyło, nawet z tych 500 plus :) A na korytarzu leży kurier, przywalony ciężarem przesyłek z sokiem z kiszonej kapusty, jedynym i niepowtarzalnym, ekologicznym. Z wycieńczenia na posterunku padł.
A kapusta szatkowana była jesienią bodaj po 8 zł za 5 kilo. Inna para kaloszy, że gdzie ja mam beczkę, nawet małą, trzymać? Nawet na szafie się nie zmieści :D

Zawsze człowiekowi raźniej, kiedy nie ma wyobraźni.
Dlatego, Kochany Pamiętniczku, wkurzają mnie kolejne dobre rady, podsyłane mi przez entuzjastów zdrowego żywienia.
Mój sterany wiekiem organizm miewa swoje fantazje i jeżeli mówi mi, że teraz, zaraz, już, mam zjeść kilo śledzi, to jem je bez wahania. Nie pomnę wtedy, że śledzie mają dużo metali ciężkich, że są słone i inne takie tam. Chce śledzie, dostaje śledzie. Jego prawo jeść to, na co ma ochotę. I tak już zostanie na wieki wieków amen.
Jak będzie miał ochotę na pół litra, dostanie pół litra. Konsekwencje poniesie następnego dnia, ale wiedziało ciało, co chciało :) 

10 komentarzy:

  1. Phi,sok z kapusty i ogórków kiszonych pijalam jak byłam dzieciakiem.Zresztą teraz jak mam ofgórki to też .Czniam,wazne żeby nie hclac coli,i innego gowna słodkiego i gazowanego do bólu,nie żrec toami fast-foodów ,czipsów i innego badziewia.Czytac etykiety,zeby było mało chemii,ale bez przesady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam, kiedy kupiłam colę, jakieś 10 lat temu? Dzieci były złe, że tego nie kupuję :) Chipsy ostatnio kupił Inżynier, ale wydałam, bo nie zdążył otworzyć i zjeść, pędzony matczyną kuchnią, a ja nie pamiętam, kiedy tego "dobra" zasmakowałam :)

      Usuń
  2. :)))) ja lubię sok z kapuch i ogórków od zawsze i jak mam to piję, nie wylewam. jak kupię kapustę np. na bigos - to sobie odcisnę i soka ;)i napiję. ale kupować butelkowej nie zamierzam. a z tymi lodami to mi narobiłaś : pojechałam specjalnie do biedry, a tam ZONK - czekoladowe jeno :( a propo's - czekoladowe pomidory kupiłam: prócz koloru - czekolady zero ;)))
    i zgadzam się : trzeba jeść to na co ma się ochotę, bo organizm wie czego potrzebuje ( pomijam chemiczne produkty, co słusznie sugeruje Dora )
    :)
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kupiłam. Pomidory Kumato w Piotrze i Pawle. Latem na straganie "mój" pan sprzedawał jako czekoladowe. O tej porze roku są najsmaczniejsze z dostępnych, ale nie chce mi się znów wlec do marketu :| Są najbardziej pomidorowe z dostępnych.

      Usuń
  3. ja też piję wodę z ogórów i z kapuchy jak wyciskam na surówkę , i z groszku konserwowanego ! ale 3 litry dziennie to serio przesrane życie by było :D
    takoż słucham swojego człowieka i jak chce mu się buraczków to je jem a jak pieczarek to pożeram , właśnie jestem na etapie żrę pieczarki prawie codziennie pól kg - normalne to ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z groszku nigdy nie piłam i mnie nie ciągnęło. Muszę spróbować. Buraczki pieczone bez niczego w folii w piekarniku wymiatają. Nic im nie brakuje!!! Normalne. Skoro człowiek się domaga, dajemy mu i koniec, kropka :)

      Usuń
  4. Sylwia - a żryj na zdrowie :) pieczarki mają dużo wartości odżywczych o czym od lat się nie mówiło i są niskokaloryczne :)
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
  5. zapomniałabym - dobyłam lody ! wzięłam dwie paki i waniliowe jeszcze - pazernota ;)
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smacznego :) I brać, póki są, bo znikną. I jak, smakowały?

      Usuń