do medalu wysuwam. Kto, jak nie ja?
Traktorki i inne żelastwo zamknięte koncertowo w trzy dni, bez żadnych opóźnień. A tak sceny robili, że nie damy rady.
A ja powolutku i warzywkami się zajęłam, i troszkę z gazetki ogarnęłam.
Spoko wodza.
Chyba mam, Kochany Pamiętniczku, ostrogę piętową, tak mniemam. Boli, ale lazłam.
Na starość nie ma leku, wszystko się sypie i śrupie.
Odezwała się Synowa, skruszona, że mnie zaniedbuje i o audiencję w sobotę prosi. Ano, poaudiencjuję, ale tak, jak mi pasuje. Trudno, ciężkie czasy, muszę najpierw chaupkę zaopatrzyć.
Dzieciurki rosną jak na drożdżach, nie do poznania już.
Czas zapieprza jak szalony.
Naumiałam się łapać 49 i w 15 minut dojeżdżam na Górczyn, za to wychodzę pół godziny wcześniej, bo i pół godziny wcześniej jestem w pracy. Sekretarka wciąż pyta: pourquoi, nie dociera do niej, że autobus jedzie raz na godzinę i następny mam po 9.
Tak mi pasuje.
Wykład cały mi zrobiła, bo chwaliła się, że ona ma oszczędności, jej dzieci mają oszczędności, jej rodzina przed wojną na pieniądzach spała, no i pyta, ile ja mam oszczędności.
A ja na to, że ani złotówki, a na dokładkę mam debet jak złoto.
Zaczęła się wytrząsać.
Że tak nie można, że muszę więcej oszczędzać, żeby debet spłacić, że nie można żyć bez oszczędności, że worek pyrów mam kupić i oszczędzać.
Sranie w banie, pierdolenie o Szopenie.
Nie dociera do niej, że mamy inne życie i inne życiowe priorytety.
Moje się tak układało, że zawsze było z łapy do papy i nijak nie można było oszczędzać.
Nikt mi nic nie dał.
Nie dorobiłam się niczego.
Ale cieszę się życiem i kocham je takie, jakie mam.
Dzieci wykształciłam, radzą sobie. A że nic po mnie nie odziedziczą, nawet urody?
Trudno. Nie mam na to wpływu.
Pieniądze nigdy się mnie nie trzymały, ale mam fajne życie.
I jeśli jutro się nie obudzę, nie będę niczego żałowała.
Ona zaś, jeśli się jutro nie obudzi, nie weźmie tej zaoszczędzonej kasy do grobu.
Za tym światem obie jesteśmy tyle samo warte.
Powiedziała, że będzie brała moją emeryturę i oszczędzała.
Zarechotałam.
I przypomniała mi się mama E., która na wieść, że jadę pod namiot do Mikołajek ze swoim chłopakiem powiedziała, że jak wrócę, pójdziemy do ginekologa, żeby sprawdzić, czy jestem jeszcze dziewicą...
Jak to wszyscy się zawsze o mnie pięknie troszczyli, co nie, Kochany Pamiętniczku?
Nic nie boli tak, jak życie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz