poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Słodkie

dni wolności dobiegły końca i wróciłam na pracowe łono.
Ale jest OK, nie ma problemu, na całe 8 godzin z przerwami na Angry Birds pracy było.
Czułam się dziś fatalnie, ale w Piątce pani Ania też narzekała, i jeszcze jedna pani, w moim wieku, więc widać coś w powietrzu wisiało.
Nie jest źle.
I rozszyfrowałam, co to jest to karmienie dzieci, które mnie odrzuca w kosmos.
To BLW.

Baby Led Weaning - samodzielne karmienie niemowląt. Rozmawiałam z Pauliną i rzekła, że to wymysł z internetów i że jej syn karmiony jest jak Matka Natura przykazała. Ano, rozmawiając z Inżynierem zapytałam wprost, czy czuje się sfrustrowany, że nie mógł jedzeniem ozdabiać mieszkania i że od dziecięctwa zmuszany był do jedzenia jak człowiek. Powiedział, że skaz na psychice nie ma, zatem źle nie jest.

A ja sobie wydedukowałam, że miałam do dyspozycji jedną książkę: "Małe dziecko" i szlus. Plus instynkt i porady z Twojego Dziecka i Kobiety i Życia.

A współczesne matki mają całe internety i srajfony z netem.

Rezultaty?

Moja nerwica i frustracja.

A w dupie mam bezstresowe wychowanie moich wnuków. Mój dom, moje zasady, nie ma jedzenia i smarowania otoczenia, a jak chcą, niech z głodu zdychają.

Amen :D 

 

W sumie chciałabym, żeby moje Synowe były jak moje znajome.

Uświadomiłam sobie, że to nierealne, bo one mnie nie cenią. I w sumie - w dupie to mam. Dlaczego ja całe życie mam akceptować wszystko, wybory moich dzieci, ich decyzje, a moich nie akceptuje nikt.

Że one sobie teściowej nie wybierały? Ja ich też nie, same przyszły. Odebrały mi synów w jakiś sposób, z czym walczyła nie będę, ale też nie będę się już o nic starała. Bo nie muszę.

Nic mi nie dały, ja im i owszem, dobrych mężów.

Nic im nie jestem winna.

Nikomu nic nie jestem winna, oprócz banku.

I tego się, Kochany Pamiętniczku, trzymajmy.

Bank spłacam, a jak spłacę, spokojnie umrę.

A po mnie niech wali się świat.

Storczyk sobie dziś kupiłam, kto biednemu zabroni?

A w grupie redaktorskiej na FB wymądrzał się facet, piszący o De Golu. Nie byłabym sobą, gdybym gościa nie poprawiła, bo jak można mówić De Gol o de Gaulle!!! odezwała się Ł, że to ich emerytowany profesor, a ja mu na ty.

No i? Sama już wyguglałam, że to profesor. I co z niego za profesor, odznaczony, nagradzany, z medalami, poeta itede, itepe, jak De Gol pisze?

Kurwa, zawsze myślałam, że tytuły obligują do wiedzy.

Jak widać, nie zawsze.

Nie, nie czuję satysfakcji. Zażenowanie czuję.

Jak po wszystkim, co w życiu czynię.

Kamień na szaniec... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz