MIÓD niespodziewanie zakończona sukcesem, Kochany Pamiętniczku :)
Znalazła się dobra dusza, która podjęła się załatwić miód (po drodze też odezwały się dwie dobre dusze z blogowiska - Zmorka i Miśka, dziękuje, dziewczyny). Miałam go dostać we wtorek, a tu dziś wchodzę do pracy i tadam...
Taka piękna niespodziewajka na mnie czekała, a ja z gołą dupą, bo gotówki nie miałam, nastawiona na wtorek. No ale sponsor niespodziewanie wpadł i wypadł, więc muszę na niego polować z kasą :)
Poprosiłam o więcej miodu, zostanie dla mnie, na zachomikowanie, tyle nie zabiorę, ledwo to do domu dowlokłam, takie to ciężkie, bo litr miodu waży ponad 1,30 kg.
To będzie miodek dla mnie, na zapas, bo pochłaniam go regularnie i systematycznie :)
Pracowy grudzień zaś
gotowy do działania, a i domowy dzielnie mu sekunduje :)
No więc idzie mróz i zima. Chyba, bo to na dwoje babka wróżyła :)
A i storczyki, jak na złość, przymierzają się do kwitnienia.
I amarylis lada dzień wybuchnie.
I pieścichłopy mam, ostatnie trzymały się nadzwyczaj długo, bo prawie cały tydzień.
A za mną chodzą... kalafiory. Co najmniej dziwne, bo nie jestem ich zagorzałą fanką, a tu nagle bach... Co drugi mniej więcej dzień, a ostatnio co dzień na obiad wciągam kalafiora. Całego kalafiora i nic więcej. Może to wpływ Kalafiorkówny jest, ale jak?
Tak jak zawsze przeszkadzał mi zapach gotującego się kalafiora, tak teraz nie czuję go wcale, a i same kalafiory, niezależnie od tego, gdzie je kupię, też smakują inaczej.
Nie mam na to wytłumaczenia.
Guz na mózgu :P
A po otwarciu drzwi wejściowych w mieszkaniu unosi się delikatny, naprawdę delikatny zapach paczuli. Niech się chowają wszystkie te chemiczne odświeżacze i inne cuda wianki. Mój olejek z paczuli daje oszałamiający zapach. I tak myślę o Eksie, który był wrogiem tego zapachu. Dostałam od jego siostry kiedyś perfumy paczulowe, w czasach kiedy u nas było tylko Być może i Pani Walewska oraz woda kolońska Przemysławka. Za każdym razem, gdy wsiadałam do auta, a użyłam paczuli, byłam bezceremonialnie wypraszana. Bezapelacyjnie i bez odwołania.
Więc teraz bezkarnie zachwycam się moim ulubionym zapachem.
Nie cierpię, nienawidzę za to olejku różanego.
Działa na mnie jak płachta na byka. O ile naturalny zapach róż lubię, to olejku różanego nie trawię. Tak samo nie lubię konfitury z róży. Kiedyś były takie cukierki z nadzieniem różanym - nie ruszyłam nigdy. Tak samo nie cierpię pączków z konfiturą różaną. Ale herbatę po rosyjski z konfitura różaną, którą podawano w herbaciarni naprzeciwko Biblioteki Uniwersyteckiej, do której wpadaliśmy w przerwach, nazwa wyleciała mi z pamięci, pijałam litrami :) Ot, pomieszanie z poplątaniem :)
Ale awersji Eksa do paczuli nie ogarniałam, tym bardziej, że jako palacz nie miał powonienia jak pies gończy :P
Przerażona jestem tym, co się dzieje w związku z 11 listopada. Jako naród jesteśmy naprawdę nie do ogarnięcia. Jak naród, który tyle wycierpiał od faszyzmu może sam popierać faszyzm? Nie mogę tego pojąć moim ptasim móżdżkiem. Jedyne, co mnie pociesza, to fakt, że moja wioska na tle tego całego bajzlu jawi się jak oaza spokoju.Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będą imieniny ulic, Bieg Niepodległości i żadnych narodowców.
Jednak wybrałam piękne miejsce na Ziemi do życia.
Nigdzie się stąd nie ruszam.



ten miód mniszkowy mi nie smakuje , Kuba wymyślił nalewkę ale nie wiem czy to dobry pomysł , zużyję go do wypieków
OdpowiedzUsuńkiedyś jak jechałam autobusem w Bydg widziałam miód malinowy i mam zamiar wrócić w tamto miejsce i zakup owego
a Poznań fakt świetne miejsce , chciałam przyjechać w tym roku na 11 ale niestety nie ogarnę się , a jednak trochę wysiłku cza włożyć by przybyć
No czekałam cierpliwie na wiadomość od Ciebie.Przykro mi, ale rozumiem. Może next time? Pozostaje nam się trzymać planu, że jednak tego rogala razem wpieprzymy i przekonam Cię o jego cudnym smaku :P Choć okazało się, że już wiem, dlaczego ostatnio mi dupy nie urywały żadne... Ale o tym w następnej notce :P
OdpowiedzUsuńA miód nie ma smakować, ma leczyć :P