Kochany Pamiętniczku, badania na alzheimera już chciałam robić.
Bo czas mi się plącze, tak że jutro nie poszłabym do pracy, gdyby nie przypadek.
Obudziłam się dziś zadowolona, że piątek i w ogóle, że ojapierdolę, jutro się wyśpię i będę miała na wszystko wyjebane.
W pracy chuj bombki strzelił.
Tulili się do mnie, że pani Starajędzunio i chuj wi co.
Byłam jak skała i uśmiechając się mówiłam, że jestem dziś do 13 wg grafiku i nie ma innej opcji, mogę też przypadkiem wyjść ukradkiem i znienacka.
Ale że wypadło jak wypadło i miałam roboty po kokardę i kucyki, to siedziałam na dupie i pracowałam.
Przed 12 lecę z wydruczkami do tego co wypadło, a z kuchni rechot i ojapierdolę.
Imprezkę sobie zrobili, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby mnie zaprosić. A tańce, hulanki i swawola były, bo Bossa nie ma. Jakoś nikt nie wpadł na to, że nie słyszę wezwania do balangi, no i nie
byłam do niej niezbędna, co nie? Tak zawsze bywa, taki lajf, urok i
sraczka :D Nie byłam potrzebna na gwałt, więc mimo palącego się u mnie światła nikt się nie zainteresował.
Bywa. Może to i dobrze, bo zrobiłam, co miałam zrobić :)
Później poszłam do takiej budki, gdzie obiady takie sobie, ale cena do przełknięcia, albowiem drugiego śniadania nie miałam.
Zamawiam rybę.
Pani wielkie gały i mówi, że rybę to oni mają w piątek.
A ja grzecznie: ale dziś piątek.
Pani grzecznie: nie, czwartek dziś.
Ojapierdolę, faktycznie, czwartek dziś.
Tak mi się ten tydzień pierdoli, że ojapierdolę.
Cóż było robić.
Wróciłam, zeżarłam obiadek, dokończyłam robotę i szukam tych, co mnie tak pragnęli. A poszli na papieroska.
Trudno, ich strata :)
Słuchawki w uszy i poszłam w siną dal, w siną dal, lewa prawa.
W sumie co mnie to? Czekałam przepisowe 4 godziny na pracę, dostałam tekst na 5 minut, jeszcze mi po tym autor odpisał: Stara Jędzo, jak można tak szybko?
Ano można, jeśli się pracuje, a nie opierdala.
A że w międzyczasie pracowałam nad czymś innym. Wola boska i skrzypce. Mogłam smędzić na fejsbuczku, iść na ćmika, grzebać palcem w dupie, nieprawdaż?
Więc dwie minuty po trzynastej pomaszerowałam w siną dal, w siną dal...
W skrzynce czekało awizo, z dopiskiem gabaryty.
Sikora grzybków wysłała wczoraj (!), a że ostatnio zrobiłam aferę o zmiażdżony naparstek, to kazali mi lecieć na pocztę.
Hahahahaha :)
Ale doszło błyskawicznie, poczta już wie, z kim ma do czynienia.
Bo polecony ekspres air mail szedł kiedyś do Inżyniera miesiącami, skutkiem czego biedny Inżynier dokończył studia w PL
Za co dzięki niebiosom i partii :)
Odsapnęłam, popiłam, bo się odwodniłam i polazłam na piątkowe zakupy, aczkolwiek czwartek był, no ale co zrobić w takim popierdoleniu?
Do Biedronki polazłam.
Napchałam do wózka wiele dobra, albowiem to piątkowe całotygodniowe zakupy były, aczkolwiek dziś czwartek.
No nic...
Przy kasie pani prosi o założenie taśmy, że koniec kolejki i basta.
A ja na to jak na lato :p
Nie ma kolejki, więc zagajam grzecznie, do kiedy te Słodziaki...
Pani, że do 18 naklejki, a do 2 grudnia odbiór. Więc nieśmiało zagajam, kiedy będzie II tom książeczki.
Pani: gotówka czy naklejki.
A ja:naklejki.
I pani pomaszerowała w siną dal, w siną dal, lewa, prawa, nie sprawdzałam jakie ma podwiązki :) W sklepie NIE BYŁO książeczek.
Po chwili wróciła i...
MAM :)
Mam książeczkę urban legend :P Przejdzie do family legend. A wszystko przez Synową miłującą zwierzęta do bólu. Hmmm.... Może jednak dziecko nie do końca się spsuło :P Zobaczymy, życie jest full of zasadzkas and kopas w dupas :)
I wiem, że już NIGDY w życiu nie będę zbierała naklejek na nic. Wolę, kurde, stówę wydać na pierdołę, niż zbierać pierdyliard monet na jakiś badziew, jak te, które uzbierałam z namowy Synowej. NEVERMIND :) To zryło moją psychikę i zostałam JESZCZE WIĘKSZĄ starą wariatką :P
Ale pieścichłopy były wyjątkowo seksowne i świeże tym razem, więc nie pożałowałam sobie. Kto bogatemu zabroni?
I klementynki prima sort.
Ale naklejki zostawiłam pani w kasie, żeby mnie nie kusiło, że a nuż dozbieram do 18 jeszcze na coś :D
Chaupkę ogarnęłam piątkowo, aczkolwiek pamiętałam, że jest czwartek.
Zatem juterko do roboty, ale potem mam trzy dni wolnego, bo tak :P
Bo tak wyszło...
A za dwa tygodnie mnie już nie będzie.
Taki life :P



będziesz !!!
OdpowiedzUsuńtyle że w innej szerokości geograficznej
i tam mają net i będziesz pisała !!!
O kurde, jak kategorycznie wydałaś polecenie. Nie obiecuję pisania, przynajmniej nie u Inżynierostwa,nie wiem, jak będzie. Synowa nie wie, że piszę *taka mam nadzieję, że nie wie), a nie mam tam warunków, żeby pisać. Więc co najwyżej zanotuję gdzieś w kąciku, a relacja będzie później. Nie ma innej opcji.
UsuńNoooo....i komu przeszkadzałby dziś piątek? :)))))
OdpowiedzUsuńMnie na pewno nie, ale czasowi realnemu przeszkadzał :)
UsuńSkoro ja myślałam,że we wtorek była środa to wczoraj musiał być piatek🤗,no to jest chyba jasne...
OdpowiedzUsuńJasne, jak plamy na Słońcu :)
UsuńOd czasu kiedy nie pracuje, bardzo rzadko mi sie zdarza wiedziec jaki jest dzien tygodnia:)))
OdpowiedzUsuńJedzo, przepraszam za prywate, ja do Star:
UsuńNie moge otworzyc twojego bloga, jakies przekierowanie trwajace godzine? Cos zmienialas?
No ale ja akurat pracuję, więc wtopa :) Ależ proszę, Basiu, nie ma sprawy, prywatuj się ile chcesz :)
UsuńJa, jako stara emerytka, ciagle gubie czas :(
OdpowiedzUsuńCzasem w niedziele wybieram sie na zakupy, bo mysle, ze sobota...
Ale dzisiaj jest piatek, prawda??? :))))
Na to wygląda, że wczoraj był piątek, więc dziś jest sobota. Też jestem starą emerytką i czas mi tak jakoś dziwnie popyla, zygzakiem, nie wyrabia się na zakrętach i cuda wianki wyczynia :P No bo jak to, Mała Wiedźma urodziła się wczoraj, a dziś już szukam na gwałt dubeltówki w necie, bo absztyfikantów trzeba od dziewczyny odganiać na gwałt :)
UsuńNie szczelaj! Wytlumacz zeby poczekalo pare lat :))))
Usuń