czwartek, 15 listopada 2018

Serio

Kochany Pamiętniczku, badania na alzheimera już chciałam robić.
Bo czas mi się plącze, tak że jutro nie poszłabym do pracy, gdyby nie przypadek.
Obudziłam się dziś zadowolona, że piątek i w ogóle, że ojapierdolę, jutro się wyśpię i będę miała na wszystko wyjebane.
W pracy chuj bombki strzelił.
Tulili się do mnie, że pani Starajędzunio i chuj wi co.
Byłam jak skała i uśmiechając się mówiłam, że jestem dziś do 13 wg grafiku i nie ma innej opcji, mogę też przypadkiem wyjść ukradkiem i znienacka.
Ale że wypadło jak wypadło i miałam roboty po kokardę i kucyki, to siedziałam na dupie i pracowałam.
Przed 12 lecę z wydruczkami do tego co wypadło, a z kuchni rechot i ojapierdolę.
Imprezkę sobie zrobili, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby mnie zaprosić. A tańce, hulanki i swawola były, bo Bossa nie ma. Jakoś nikt nie wpadł na to, że nie słyszę wezwania do balangi, no i nie byłam do niej niezbędna, co nie? Tak zawsze bywa, taki lajf, urok i sraczka :D Nie byłam potrzebna na gwałt, więc mimo palącego się u mnie światła nikt się nie zainteresował.
Bywa. Może to i dobrze, bo zrobiłam, co miałam zrobić :)
Później poszłam do takiej budki, gdzie obiady takie sobie, ale cena do przełknięcia, albowiem drugiego śniadania nie miałam.
Zamawiam rybę.
Pani wielkie gały i mówi, że rybę to oni mają w piątek.
A ja grzecznie: ale dziś piątek.
Pani grzecznie: nie, czwartek dziś.
Ojapierdolę, faktycznie, czwartek dziś.
Tak mi się ten tydzień pierdoli, że ojapierdolę.
Cóż było robić.
Wróciłam, zeżarłam obiadek, dokończyłam robotę i szukam tych, co mnie tak pragnęli. A poszli na papieroska.
Trudno, ich strata :)
Słuchawki w uszy i poszłam w siną dal, w siną dal, lewa prawa.
W sumie co mnie to? Czekałam przepisowe 4 godziny na pracę, dostałam tekst na 5 minut, jeszcze mi po tym autor odpisał: Stara Jędzo, jak można tak szybko?
Ano można, jeśli się pracuje, a nie opierdala.
A że w międzyczasie pracowałam nad czymś innym. Wola boska i skrzypce. Mogłam smędzić na fejsbuczku, iść na ćmika, grzebać palcem w dupie, nieprawdaż?
Więc dwie minuty po trzynastej pomaszerowałam w siną dal, w siną dal...
W skrzynce czekało awizo, z dopiskiem gabaryty.
Sikora grzybków wysłała wczoraj (!), a że ostatnio zrobiłam aferę o zmiażdżony naparstek, to kazali mi lecieć na pocztę.
Hahahahaha :)
Ale doszło błyskawicznie, poczta już wie, z kim ma do czynienia.
Bo polecony ekspres air mail szedł kiedyś do Inżyniera miesiącami, skutkiem czego biedny Inżynier dokończył studia w PL
Za co dzięki niebiosom i partii :)
Odsapnęłam, popiłam, bo się odwodniłam i polazłam na piątkowe zakupy, aczkolwiek czwartek był, no ale co zrobić w takim popierdoleniu?
Do Biedronki polazłam.
Napchałam do wózka wiele dobra, albowiem to piątkowe całotygodniowe zakupy były, aczkolwiek dziś czwartek.
No nic...
Przy kasie pani prosi o założenie taśmy, że koniec kolejki i basta.
A ja na to jak na lato :p
Nie ma kolejki, więc zagajam grzecznie, do kiedy te Słodziaki...
Pani, że do 18 naklejki, a do 2 grudnia odbiór. Więc nieśmiało zagajam, kiedy będzie II tom książeczki.
Pani: gotówka czy naklejki.
A ja:naklejki.
I pani pomaszerowała w siną dal, w siną dal, lewa, prawa, nie sprawdzałam jakie ma podwiązki :) W sklepie NIE BYŁO książeczek.
Po chwili wróciła i...
MAM :)

Mam książeczkę urban legend :P Przejdzie do family legend. A wszystko przez Synową miłującą zwierzęta do bólu. Hmmm.... Może jednak dziecko nie do końca się spsuło :P Zobaczymy, życie jest full of zasadzkas and kopas w dupas :)

 I wiem, że już NIGDY w życiu nie będę zbierała naklejek na nic. Wolę, kurde, stówę wydać na pierdołę, niż zbierać pierdyliard monet na jakiś badziew, jak te, które uzbierałam z namowy Synowej. NEVERMIND :) To zryło moją psychikę i zostałam JESZCZE WIĘKSZĄ starą wariatką :P
 Ale pieścichłopy były wyjątkowo seksowne i świeże tym razem, więc nie pożałowałam sobie. Kto bogatemu zabroni?

 I klementynki prima sort.
Ale naklejki zostawiłam pani w kasie, żeby mnie nie kusiło, że a nuż dozbieram do 18 jeszcze na coś :D

Chaupkę ogarnęłam piątkowo, aczkolwiek pamiętałam, że jest czwartek.
Zatem juterko do roboty, ale potem mam trzy dni wolnego, bo tak :P

Bo tak wyszło...
A za dwa tygodnie mnie już nie będzie.
Taki life :P



12 komentarzy:

  1. będziesz !!!
    tyle że w innej szerokości geograficznej
    i tam mają net i będziesz pisała !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurde, jak kategorycznie wydałaś polecenie. Nie obiecuję pisania, przynajmniej nie u Inżynierostwa,nie wiem, jak będzie. Synowa nie wie, że piszę *taka mam nadzieję, że nie wie), a nie mam tam warunków, żeby pisać. Więc co najwyżej zanotuję gdzieś w kąciku, a relacja będzie później. Nie ma innej opcji.

      Usuń
  2. Noooo....i komu przeszkadzałby dziś piątek? :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na pewno nie, ale czasowi realnemu przeszkadzał :)

      Usuń
  3. Skoro ja myślałam,że we wtorek była środa to wczoraj musiał być piatek🤗,no to jest chyba jasne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Od czasu kiedy nie pracuje, bardzo rzadko mi sie zdarza wiedziec jaki jest dzien tygodnia:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedzo, przepraszam za prywate, ja do Star:
      Nie moge otworzyc twojego bloga, jakies przekierowanie trwajace godzine? Cos zmienialas?

      Usuń
    2. No ale ja akurat pracuję, więc wtopa :) Ależ proszę, Basiu, nie ma sprawy, prywatuj się ile chcesz :)

      Usuń
  5. Ja, jako stara emerytka, ciagle gubie czas :(
    Czasem w niedziele wybieram sie na zakupy, bo mysle, ze sobota...
    Ale dzisiaj jest piatek, prawda??? :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to wygląda, że wczoraj był piątek, więc dziś jest sobota. Też jestem starą emerytką i czas mi tak jakoś dziwnie popyla, zygzakiem, nie wyrabia się na zakrętach i cuda wianki wyczynia :P No bo jak to, Mała Wiedźma urodziła się wczoraj, a dziś już szukam na gwałt dubeltówki w necie, bo absztyfikantów trzeba od dziewczyny odganiać na gwałt :)

      Usuń
    2. Nie szczelaj! Wytlumacz zeby poczekalo pare lat :))))

      Usuń