środa, 28 listopada 2018

Brzydkie

słowo bym znów rzekła, Kochany Pamiętniczku.
Miałam wczoraj wolne i dobrze, że miałam.
I tak gówno zrobili.
A dziś miało być do 14 i fajrant, ale gdzie tam, nie ma opcji.
Natrzepał mi na pocztę wszystko, co mu w rękę wpadło, nie wiem, chyba dlatego, że uważa, że za dużo mi płaci. Ten typ tak ma, że nawet jak w umowie mam dwukrotną korektę, to znajdzie pierdyliard powodów, żeby mi dać wszystko do nauczenia się na pamięć.
Dlatego zaśpiewałam tyle, ile zaśpiewałam i po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że to i tak za mało za moje zszargane nerwy.
Nienawidzę ludzi, którzy nie szanują cudzego czasu. A ja znów pół z tego straconego dnia spędziłam na czekaniu na pracę i na głupich gadkach, że jutro, w grudniu, po południu.
Łamacz oznajmił, że 16.30 wychodzi, bo musi, a ja dowiedziałam się, że może i jutro będę potrzebna, i może w piątek.
Postawiłam się. Jak ja mówię, że muszę, to wszyscy tracą słuch, albo są oburzeni, że śmiem mieć życie pozapracowe.
Jutro owszem, poczekam w domu do 13, później wychodzę i mnie już nie będzie. Kurwa mać. Mieć dwa dni wolne, zaplanować je, a potem usłyszeć, że hola, hola, ale nam się wygło?
Odkreślać na bibelce (chuj z bibelką, to zwykła makieta, no ale przecież to bibelka), ktora się miliard razy zmienia? Co mnie obchodzi numeracja stron, skoro nie mam na nią wpływu i nie dostaję ostatecznej makiety? I co z tego, że pracowicie skreślam przerobione artykuły, skoro one do mnie wracają jak zły szeląg, bo nikt tego nie pilnuje?
Wychodząc, dostałam kubek z cukierkami. Nosz, kurwa, w ramach nagrody za dobrą pracę. I że nie chcą do kolejnego mumeru innej korektorki, bo im się dobrze pracuje.
Im tak, mnie nie. I jak mam sobie tak szarpać nerwy, to przemyślę.
Do chlebaka pojechałam, bo musiałam kupić przejściówkę do netbooka. W sumie powinien mi to zabezpieczyć Inżynier, ale mniejsza z większym.
Tylko się zagrzałam do granic możliwości, ale za to kupiłam sobie dwa kawałki pizzy w Pizza Hut i zimne w domu zeżarłam.
A kto bogatemu zabroni?
Do rodzinnej gazetki nie mają nikogo.
I jedyną osobą, którą to martwi, jestem ja :)
Bossa nie było, podpytywali, czy aby nie.
Nie, nie, nawet na SMS nie odpiszę jak coś.
Nie ma mowy, nie ma opcji, nie ma takiej możliwości.
Jestem NIEKOMPATYBILNA z pracą w grudniu.
I chuj :)

Właśnie skończyłam polemikę, choć trudno to nazwać polemiką, na Fejsbuczku. Z teściową Pierworodnego. Nie dziwię się, że córka na nią patrzeć nie może. Dobra kobieta, ale tępa dzida i nic się z tym nie da zrobić. Nie, żebym ja jakaś bystra była. Ale mniejsza z większy, ma prawo do swoich poglądów i sympatii oraz antypatii. Chociaż czasami nóż się człowiekowi wbija w dupę, jak sięw kieszeni otworzy po tak kretyńskich tekstach. Zaskakuje mnie ich odnoszenie się do siebie. Ona do matki mówi "ty".  Jestem na ty nawet z ludźmi młodszymi od moich dzieci. Ale dzieci zawsze mówią do mnie "mamo". Nie "mamusiu". Mamo. Mamo to, mamo tamto, niech mama wciśnie ten guziczek. Albo po prostu: matka do nogi. Albo: niech się mama puknie w ten głupi łeb.
I nie zamienię tego na nic innego.
No ale ja, wiadomo, głupia jestem.


6 komentarzy:

  1. to jest piękne że stare chłopy mówią do Ciebie ,mamo
    mój Kuba niestety mówi mi per ty ale nigdy na mnie nie podniósł głosu , nawet nie odpyskował porządnie , bo pewnie pod nosem nie raz sobie marudził hihihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to skleroza, a może niedosłuch, ale nie pamiętam mamusi. Baran mi na to zwrócił uwagę, że moje dzieci do mnie dziwnie mówią; mamo, czy może mama... Ale to fajne jest, aczkolwiek i mordę na mnie drą, jak pisałam :p I fuck you pokazują, jak je filmuję :P Każdy ma swoje klimaty :D

      Usuń
  2. Ja w Chlebaku rozbieram się do rosołu i zjadam 3 kawałki w Pizza Hut (czyżbyś nie wiedziała, że w cenie dwóch są trzy????) Czasem coś zabieram z tego do domu jak nie wcisnę, ale co zrobić, lubię Pizza Hut i bardzo rzadko używam, więc co tam :)
    Które to już Święta z Twoim blogiem, nie zliczę... Powoli wpadam w świąteczny nastrój, prezenty kupione i zapakowane a za tydzień ubiorę choinki (mam nowe piękne bombki!)i powieszę w oknach świecące gwiazdy z Ikei, uwielbiam!
    Żeby jeszcze trochę śniegu... Póki co zostają w mej pamięci Święta z moich dziecięcych lat w Giżycku, na Mazurach. To były piękne lata, z młodymi kochającymi rodzicami, kochającymi dziadkami do odwiedzania, sankami i kuligami... Chyba dlatego tak lubię ten czas przed- i świąteczny, choć teraz częściej kojarzy mi się z przygotowaniami, bo ja wszystko muszę mieć własnej roboty, nie ze sklepu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ze są trzy w cenie dwóch, ale wleczenie jeszcze jednego kawałka i żarcie go (bo pożarłabym)mnie przerosło. Nie mam mikrofali do odgrzewania. Też rzadko używam :)U mnie nie ma opcji, że się rozbiorę do rosołu, za bardzo jestem zestresowana. Lecę, jak tajfun :) Cieszę się, że to kolejny rok mija w zdrowiu i Tobie, i mi :) I oby było ich jeszcze jak najwięcej :) Tęsknie za świętami w moje wersji, nie w tej z choinką dla kotów, nawet nie za tymi u Barana z jego przepychem. Ale dziękuję życiu za to, co daje. Bo kiedyś nie będzie nic. I nie, za dużego mam lenia, żeby wszystko sama robić, ale chciałabym po swojemu. Może się jeszcze uda :P Serdeczności, Grażynko :*

      Usuń
  3. Praca jaka jest, kazdy widzi, a ty szczegolnie ostro :), ale placom (!)... tu minusy, tu plusy, co wybrac? Tyle twojego, ze sie pozloscisz, ale jak moja babcia mowila: zlosc pieknosci szkodzi! Tak ze tego... wiesz :)
    A zimna pizza jest niezdrowa!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, niezdrowa? Smakowała mi i nic mi po niej nie było. Może dlatego, że nie wzięłam trzeciego kawałka gratis :P
      Tak, wciąż podkreślam, że plusem jest kasa na koncie. Zastanawiam się, czy czasem koszt stresu jej nie przerasta. Dlatego każę sobie dużo płacić, bo jestem tej kasy warta, a na tabletki uspokajające też sporo wydaję :P PS Mojej piękności nic już nie jest w stanie zaszkodzić. Pomaszerowała w siną dal, w siną dal. Aczkolwiek kiedyś, gdybym się doceniała... :) Tylko Eks to docenił, mimo że cycków nie miałam :)

      Usuń