słowo bym znów rzekła, Kochany Pamiętniczku.
Miałam wczoraj wolne i dobrze, że miałam.
I tak gówno zrobili.
A dziś miało być do 14 i fajrant, ale gdzie tam, nie ma opcji.
Natrzepał mi na pocztę wszystko, co mu w rękę wpadło, nie wiem, chyba dlatego, że uważa, że za dużo mi płaci. Ten typ tak ma, że nawet jak w umowie mam dwukrotną korektę, to znajdzie pierdyliard powodów, żeby mi dać wszystko do nauczenia się na pamięć.
Dlatego zaśpiewałam tyle, ile zaśpiewałam i po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że to i tak za mało za moje zszargane nerwy.
Nienawidzę ludzi, którzy nie szanują cudzego czasu. A ja znów pół z tego straconego dnia spędziłam na czekaniu na pracę i na głupich gadkach, że jutro, w grudniu, po południu.
Łamacz oznajmił, że 16.30 wychodzi, bo musi, a ja dowiedziałam się, że może i jutro będę potrzebna, i może w piątek.
Postawiłam się. Jak ja mówię, że muszę, to wszyscy tracą słuch, albo są oburzeni, że śmiem mieć życie pozapracowe.
Jutro owszem, poczekam w domu do 13, później wychodzę i mnie już nie będzie. Kurwa mać. Mieć dwa dni wolne, zaplanować je, a potem usłyszeć, że hola, hola, ale nam się wygło?
Odkreślać na bibelce (chuj z bibelką, to zwykła makieta, no ale przecież to bibelka), ktora się miliard razy zmienia? Co mnie obchodzi numeracja stron, skoro nie mam na nią wpływu i nie dostaję ostatecznej makiety? I co z tego, że pracowicie skreślam przerobione artykuły, skoro one do mnie wracają jak zły szeląg, bo nikt tego nie pilnuje?
Wychodząc, dostałam kubek z cukierkami. Nosz, kurwa, w ramach nagrody za dobrą pracę. I że nie chcą do kolejnego mumeru innej korektorki, bo im się dobrze pracuje.
Im tak, mnie nie. I jak mam sobie tak szarpać nerwy, to przemyślę.
Do chlebaka pojechałam, bo musiałam kupić przejściówkę do netbooka. W sumie powinien mi to zabezpieczyć Inżynier, ale mniejsza z większym.
Tylko się zagrzałam do granic możliwości, ale za to kupiłam sobie dwa kawałki pizzy w Pizza Hut i zimne w domu zeżarłam.
A kto bogatemu zabroni?
Do rodzinnej gazetki nie mają nikogo.
I jedyną osobą, którą to martwi, jestem ja :)
Bossa nie było, podpytywali, czy aby nie.
Nie, nie, nawet na SMS nie odpiszę jak coś.
Nie ma mowy, nie ma opcji, nie ma takiej możliwości.
Jestem NIEKOMPATYBILNA z pracą w grudniu.
I chuj :)
Właśnie skończyłam polemikę, choć trudno to nazwać polemiką, na Fejsbuczku. Z teściową Pierworodnego. Nie dziwię się, że córka na nią patrzeć nie może. Dobra kobieta, ale tępa dzida i nic się z tym nie da zrobić. Nie, żebym ja jakaś bystra była. Ale mniejsza z większy, ma prawo do swoich poglądów i sympatii oraz antypatii. Chociaż czasami nóż się człowiekowi wbija w dupę, jak sięw kieszeni otworzy po tak kretyńskich tekstach. Zaskakuje mnie ich odnoszenie się do siebie. Ona do matki mówi "ty". Jestem na ty nawet z ludźmi młodszymi od moich dzieci. Ale dzieci zawsze mówią do mnie "mamo". Nie "mamusiu". Mamo. Mamo to, mamo tamto, niech mama wciśnie ten guziczek. Albo po prostu: matka do nogi. Albo: niech się mama puknie w ten głupi łeb.
I nie zamienię tego na nic innego.
No ale ja, wiadomo, głupia jestem.
to jest piękne że stare chłopy mówią do Ciebie ,mamo
OdpowiedzUsuńmój Kuba niestety mówi mi per ty ale nigdy na mnie nie podniósł głosu , nawet nie odpyskował porządnie , bo pewnie pod nosem nie raz sobie marudził hihihi
Może to skleroza, a może niedosłuch, ale nie pamiętam mamusi. Baran mi na to zwrócił uwagę, że moje dzieci do mnie dziwnie mówią; mamo, czy może mama... Ale to fajne jest, aczkolwiek i mordę na mnie drą, jak pisałam :p I fuck you pokazują, jak je filmuję :P Każdy ma swoje klimaty :D
UsuńJa w Chlebaku rozbieram się do rosołu i zjadam 3 kawałki w Pizza Hut (czyżbyś nie wiedziała, że w cenie dwóch są trzy????) Czasem coś zabieram z tego do domu jak nie wcisnę, ale co zrobić, lubię Pizza Hut i bardzo rzadko używam, więc co tam :)
OdpowiedzUsuńKtóre to już Święta z Twoim blogiem, nie zliczę... Powoli wpadam w świąteczny nastrój, prezenty kupione i zapakowane a za tydzień ubiorę choinki (mam nowe piękne bombki!)i powieszę w oknach świecące gwiazdy z Ikei, uwielbiam!
Żeby jeszcze trochę śniegu... Póki co zostają w mej pamięci Święta z moich dziecięcych lat w Giżycku, na Mazurach. To były piękne lata, z młodymi kochającymi rodzicami, kochającymi dziadkami do odwiedzania, sankami i kuligami... Chyba dlatego tak lubię ten czas przed- i świąteczny, choć teraz częściej kojarzy mi się z przygotowaniami, bo ja wszystko muszę mieć własnej roboty, nie ze sklepu :)
Wiem, ze są trzy w cenie dwóch, ale wleczenie jeszcze jednego kawałka i żarcie go (bo pożarłabym)mnie przerosło. Nie mam mikrofali do odgrzewania. Też rzadko używam :)U mnie nie ma opcji, że się rozbiorę do rosołu, za bardzo jestem zestresowana. Lecę, jak tajfun :) Cieszę się, że to kolejny rok mija w zdrowiu i Tobie, i mi :) I oby było ich jeszcze jak najwięcej :) Tęsknie za świętami w moje wersji, nie w tej z choinką dla kotów, nawet nie za tymi u Barana z jego przepychem. Ale dziękuję życiu za to, co daje. Bo kiedyś nie będzie nic. I nie, za dużego mam lenia, żeby wszystko sama robić, ale chciałabym po swojemu. Może się jeszcze uda :P Serdeczności, Grażynko :*
UsuńPraca jaka jest, kazdy widzi, a ty szczegolnie ostro :), ale placom (!)... tu minusy, tu plusy, co wybrac? Tyle twojego, ze sie pozloscisz, ale jak moja babcia mowila: zlosc pieknosci szkodzi! Tak ze tego... wiesz :)
OdpowiedzUsuńA zimna pizza jest niezdrowa!!!!
Serio, niezdrowa? Smakowała mi i nic mi po niej nie było. Może dlatego, że nie wzięłam trzeciego kawałka gratis :P
UsuńTak, wciąż podkreślam, że plusem jest kasa na koncie. Zastanawiam się, czy czasem koszt stresu jej nie przerasta. Dlatego każę sobie dużo płacić, bo jestem tej kasy warta, a na tabletki uspokajające też sporo wydaję :P PS Mojej piękności nic już nie jest w stanie zaszkodzić. Pomaszerowała w siną dal, w siną dal. Aczkolwiek kiedyś, gdybym się doceniała... :) Tylko Eks to docenił, mimo że cycków nie miałam :)