wtorek, 19 października 2021

Jeszcze

 trochę, Kochany Pamiętniczku i sama się wykończę.

Jak ten mrówek zapieprzałam, przed 17 dostaję kolejny raz tekst bez update, więc pytam: korekcić czy czekać na update.

Ja od razu widzę, że niekorekcone, nieupdate'owane, bo są błędy tak oczywiste, że nie puściłabym ich po pijaku, a co dopiero po sprawdzeniu...

Ale oni nic nie widzą. 

Czekam, w międzyczasie korekcę teksty wrzucane 16.58, 59, 17.00.

Kurwa, wciąż czekam, do 17.13 i piszę: sorry, Winnetou. Ile można czekać na update? Przypuszczam, że kobieta odpuściła sobie, ale żeby mi napisać, że jutro to nie.

W dupie to mam.

Poszłam, lewa, prawa... Pierwsze 1500 kroków jest jak łamanie kołem, zastanawiam się, dojdę chociaż do przystanku, czy zdechnę, ale zaciskam zęby i lezę... Po 2500 krokach czuję, że jednak nie zdechnę, ale patrząc na odległość od chaupki i wiedząc, że nie ma na tej trasie żadnego autobusu czuję, jak resztka włosków staje mi na baczność na głowie.

Ale

 


przepiękna atmosfera Alei Żula, gdzie na ławeczkach siedzą jeszcze amatorzy mocniejszych trunków i jeden z nich rusza do mnie z tekstem: kierowniczko, nie ma maseczki, więc jako że akurat w słuchawkach wyje mi

Fuck you (Fuck you), fuck you very, very much
'Cause we hate what you do
And we hate your whole crew
So, please don't stay in touch
poniekąd adekwatnie do sytuacji, dodaję gazu i czując, jak pot ciurkiem leci mi po pleckach, spierdalam w podskokach. Zdaje mi się, że kierowniczką tytułował mnie jeden z kolegów ze szkolnej ławy Pierworodnego, ale nie jestem tego na bank pewna, nie mam pamięci do twarzy, a od tamtych czasów trochę już minęło.
Po 4 tysiącach kroków jestem jak świeżo naoliwiona maszyna, wpadam do chaty i... oczywiście, kurwa mać, emilek od Bossa, a jakże, wysłany 18.35, że "pani SJ krótki tekścik do ramki". Krótki tekścik, kurwa, po godzinach (a gdzie kodeks pracy)liczy 10 tys. znaków, czyli tyle, że gdy moja szefowa z pierwszej pracy dostawała taki, ogłaszała całej redakcji, że ona ma 10 tys. znaków (pracowaliśmy tam w open space) i ma być cisza. Idealna cisza, bo ona pracuje. Łamacze nienawidzili tego, albowiem tyle znaków miał zazwyczaj główny materiał dnia na pierwszą stronę, wrzucany zazwyczaj pół godziny przed wysyłką do drukarni (w gazecie codziennej materiał MUSIAŁ iść, jeśli miała ona być nazajutrz w kioskach), a szefowa, no cóż. Korekciła go jakąś godzinę, a gdzie 2. korekta?Łamacze wściekli siedzieli po godzinach, bo to trzeba jeszcze było wysłać naświetlone do drukarni, a łącze było jakie było, a gdzie ozalidy i inne bajki?
Dlatego ja byłam ulubienicą łamaczy, bo korekciłam te 10 tys. znaków w góra 20 minut i tadam :) 
Dziś, jako że odebrałam emilka o 17.45, o 18.09 odesłałam i teraz już, na luzie, czekam na coś jeszcze, w dupie mając, bo tak. Bo trzymam mordę na kłódkę, gdy uprzedzamy fakty państwowe będące tajemnicą poliszynela. Bo jestem dobra, jedyna i niepowtarzalna.
Jutro będzie się działo, bo jutro jedzie do drukarni I składka.
A ja, nieboga, jako że nie ma siły, która mnie rano wywali z łóżka, zastanawiam się, czy polezę po 21 w ciemną noc, czy rozłożę koc i będę się kulać i rozciągać w dzień.
Inaczej zejdę na własne życzenie. Zaczyna się mścić brak ruchu. Jednak wyjście do pracy, to zawsze był jakiś ruch, nie zastąpi tego kursowanie od kompika do kompika.
Dzisiaj (nie licząc kursowania po domu) zrobiłam 5131 kroków, wczoraj 5108, w niedzielę 4790,  w sobotę 6280, ale to tylko dlatego, że z zakupami wracałam do domu opłotkami, jęcząc z bólu. 
Kurwa.
A dziś ruszył do mnie (znaczy się do Inżyniera, bo zamówił jak prosiłam) mój kochany Ajpadzik2. Już się nie mogę doczekać, jutro ma dojść, nie wiem, kiedy go odbiorę, ale już go kocham :) 
To moje jedyne szaleństwo od Ajfonika 2, tak mi weszło w krew zaszalenie raz do roku, ale z przytupem. 
Bo tak, nie licząc wina i świeczek, to żadnych ekscesów od lat nie było.
I wciąż nie mogę się pozbierać..
Oczywiście,po takim zakupie oszczędności spadły, ale jak sama mówiłam, wspominając Ciocię - ściboliła, odmawiając sobie wszystkiego, bo zawsze miała z tyłu głowy, że nie wie, co będzie. Ja też nie wiem.
Ona zaoszczędziła przez całe życie 23 tysiące. Nie miała mieszkania, mieszkała w wynajmowanym do śmierci, a właściciel ze strachu, że ja się tam wprowadzę kazał je opróżnić w tempie amerykańskim. w tamtym czasie za tę kasę mogła spokojnie całą Polskę zwiedzić, ale ściboliła, bo miała 800 zł emerytury, a koks kosztował 1200 zł za tonę.
Japierdolę to przedszkole...


4 komentarze:

  1. No, muszę chyba też zacząć liczyć kroki, zasiedziałam się i coraz większa niechęc do wyjscia.Nie bardzo mam dokąd pojśc, sama do lasu się boję.Nadrobilam ostatnio w Poznaniu, ale brak kondycji mi zepsuł przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, nielekko z tym... Ja na Dębinę też, bo tam dziki rządzą i wymiatają. Ludzie się śmieją, ale ja jestem histeryczką.

      Usuń
  2. ja na Ukrainie robiłam po kilkanaście tysięcy kroków, wiesz tak od knajpy do kawiarni zaś do pijalni i do cukierni, przez cały dzień się nazbierało
    jak wróciłam zwiekszyłam sobie limit do 7 tyś i o dziwo robię ! staram się wszędzie pieszo, mimo że Heleną łatwiej i szybciej, tylko żeby jeszcze te piętra tak mnie nie poniewierały buuu
    i tak nie żałuj se, wydawaj kasę na siebie bo w koncu sama ją zarabiasz, a młodzi niech się sami martwią skąd wziąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że Ci się udało. Dopóki wychodziłam z domu nie było to dla mnie problemem. Ale teraz? Nawet do Biedronki nie mam po co iść, bo drogo jak diabli, a ile można srajtaśmy kupić, żeby jebane naklejki zebrać? Poczekaj aż oderwiesz Kubalę od cycka, dopiero zaczniesz się martwić. Pomijając zmartwienia,które już masz...

    OdpowiedzUsuń