poniedziałek, 4 października 2021

Sobota

 koncertowo minęła, Kochany Pamiętniczku.

Dojechałam na miejsce kaźni, ale Alienek grał. Bo akurat w sobotę ma 40 minut na gry komputerowe, polepszające jego motorykę. I czeka na nie z niecierpliwością cały tydzień.

Więc na boczku kanapy przycupnęłam, nie chcąc zaburzać radości, gdy wtem Alieniątko spojrzało na mnie i wrzeszcząc: batia, byłaś u fryzjera, rzuciło się w me stęsknione objęcia i olewając grę i zdobywanie punktów, namiętnie się ze mną miziało, aż Kalafiorkówna, zazdrosna, zaczęła też plecki i ramionka podsuwać, tak że mizianie szło na dwa fronty.

Synowa zaszokowana była, rzekła: cały tydzień czeka na te gry, a teraz do ciebie polazł? Co ty mu zrobiłaś?

Nic. Jak babcie w kapcie, nic :) Po prostu czasem mówię mu na uszko, że go bardzo mocno kocham i żeby nikomu o tym nie mówił, bo to nasza tajemnica.

Inżynier hołotę nakarmił, podziwiałam jego cierpliwość, albowiem ja przy takim grymaszeniu łebki bym poukręcała i z domu wywaliła. 

Kąpiel. Inżynier zaczyna, zgodnie z założeniem, ale Alienek: batia, wykąpiesz mnie? Stanęło na wykąpaniu ich, bo kąpią się jeszcze w jednej wannie. Synowa wzdech i pyta: jak możesz, dla mnie kąpanie ich to kara za grzechy. A dla mnie kąpanie dzieci to najpiękniejszy moment dnia. No cóż, są guściki i gusta.

Wykąpani, mają swoją porcję bajki, rodzice znikają jak sen złoty.

Bajka skończona: karmienie kotełków: Alienek karmi Edka, Kalafiorkówna Aryę. Arya wypina się na żarełko, uradowany Edek zjada podwójną porcję.

Dwie bajki do czytania, Alienek mądrala wie, że batia po angielsku nie poczyta, więc daje polskie książeczki.

Pogłaskany, ucałowany, karaluchy pod poduchą, pada i śpi.

Ale Kalafirkówna nie, kombinuje jak koń pod górkę, że się nie położy.

Położona, po dwóch minutach wyłazi i "nie chce spać".

Hmmm...

Za łapkę, do łóżka, kordełka, całus, karaluch pod poduchę i...

Dzieci śpią.

Batia ciągnie dwa ostatnie odcinki serialu i iPad pada, wiadomo, bateria do dupy.

A tu Arya zaczyna wieczorne urzędowanie i to tak, że gdy rodzice Łobuzów wysyłają sygnał, że wracają z balangi, biedna batia pisze, że kot zwariował i ona się go boi.

Bo dystyngowana w dzień księżniczka, zaczyna nagle drapać kanapę, potem z wyskoku atakuje okno, odbijając się z podłogi i skacząc tak, że uchylone okno się zatrzaskuje, pada na dupę, otrzepuje się i apiać dawaj znów...

Diabeł w księżniczkę wstąpił, może z głodu jej rozum odjęło? Ale dzieci mi pobudzi...

Jak była młoda i głupia, nazywali to jelonkowaniem, ale teraz?

Oddycham z ulgą, gdy wracają i nigdy więcej wieczoru z kotem. Edek gdzieś przepadł, pewno nażarty spał.

Inżynier sprowadza mnie na taksówkę, bo wie mama, to jest Łazarz.

Hahahahaha, zarżało me matczyne serce, a jak ja po nocach nie spałam, bo po procentach łaził na Jeżyce, odprowadzając przyszłą, albo nie miał w pubie zasięgu, albo wracając do domu lazł na Teatralkę po zapiekankę, to pikuś był?

Nosz...

Wsiadam do taksówki i ciśnienie mi rośnie, bo złotówa jarała i taksówka śmierdzi. Na dokładkę wygląda jak rasowy alkoholik (no nie da się ukryć, że ja też), jedzie jak wariat, ale słucha, jaką trasą chcę jechać, ma włączone radio i nie raczy mnie głodnymi kawałkami i pytaniami o moje CV, więc...

15 minut później jestem w domu, przeszczęśliwa.

W niedzielę śpię prawie do południa, bo nic nie muszę i schodzi ze mnie stres.

Jest cudnie.

Zaczynam trzeci sezon Pose.

Miałam mieszane uczucia, zaczynając ten serial. Mam wielu przyjaciół i znajomych, ale gejów i less. Nie zetknęłam się nigdy z osobami trans, a już na pewno nie z tak barwnymi postaciami, jak te z filmu i z problemami z lat 80. Tak, dla mnie to jak kolorowa bajka i folklor. Nie było mi łatwo to wszystko ogarnąć i zrozumieć, ale dziś, kończąc ten serial, wiem i - taką mam nadzieję - ogarniam całokształt.

Z jednej strony zachwyca mnie koloryt i fantazja tamtych zdarzeń, takiego życia. Z drugiej - nie, nie chciałabym mieć takich problemów z tożsamością, z rodziną, z całokształtem. Może i moje życie jest i było mniej kolorowe - ale każdy ma swoje piekło.

Więc - chapeau bas dla ludzi, którzy tamto przeszli, choć gdzieś tam coś mi kołacze, jakiś żal, że nie byłam na takim balu, choć doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest clou.

A, nieważne :) Jak kiedyś wiele osób mi to uświadamiało: bo z ciebie taka zboczucha jest. :) 

Pierworodnego Netflix nie działa, pytam, dlaczego, byłam gotowa zapłacić raz, co mi szkodzi, ale nie, ponoć kasę ma, ale karta mu się złamała.

Serio? Mnie się raz zdarzyło kartę zgubić (i to Inżynier przy tym asystował), ale złamać? Nigdy. No ale to wyjątkowo pechowy człowiek jest z tego mojego dziecka.

Inżynierowy Netflix zaś śmiga jak złoto. I na budowie był i już mury pną się do góry.

A poniedziałek powitał mnie pracą na poczcie, ale... okazało się, że mam jeszcze 5,5 dnia urlopu za ubiegły rok, kurde, dni się tam mnożą jak króliki, więc wypisałam sobie urlop do końca tygodnia, będę robić tylko maszynki.

Maszynki o 16 podziękowały, zatem biorąc pod uwagę, że lato, lato wszędzie, kijki wzięłam i poleciałam.

Niedaleko, ledwie 5 tys. kroków z haczykiem, ale wróciłam do domu mokra jak mysz i boli mnie każdy mięsień i każda kosteczka.

Jednak lezienie w takt muzyki, z duszającą się rupcią, czego od wieków nie praktykowałam...

I tak warto żyć...

Poniekąd, ale niezaprzeczalnie :)

Za miłe słowa czytającym dziękuję :) Czasem potrzeba słów.  


UPDATE

I tak sobie z Inżynierem gawędziłam, jak kolację dla Łobuzów szykował. I sporo się o własnym dziecku dowiedziałam. Rzeczy, których  nie ogarniałam, ale może to nie do końca moja wina jako matki, bo to już historie z czasów, jak się od cycka oderwał i wyjechał.

Ale informacja dla Basi (jednej z czytaczek). Najpierw diagnozują, czy się ktoś do Tomatisa nadaje, bo nie każdy. Diagnoza kosztuje 160 zł, potem to już indywidualna sprawa.

Widzę, że u Alienka to działa.

Cuda wianki, kiedyś się mówiło, że dziecko jest po prostu źle wychowywane, a teraz okazuje się, że i dorośli mają swoje problemy.

Wiem, nikt nie obiecywał, że będzie ławo. 

 


13 komentarzy:

  1. Gdyby nie ten siersciuch, to miałabyś udaną sobotę 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No napędziła mi stracha, bo na moje "ciiii, Arya, dzieci śpią" spojrzała na mnie jak na kretynkę, zadarła ogon i poszła tango, a pazurki na panelach, słyszane w aparatach słuchowych to ojapierdolę... Sierściucha jebanego można mieć, jak się nie ma aparatów. Wtedy jest grzecznym kotełkiem i już ;)
      Ale sobota była udana, nie da się ukryć ;) Udało mi się nie zamordować złotówy ;)

      Usuń
    2. No tak, masz jeszcze dodatkowe efekty. Ja jakoś nie przepadam za kotami. Jestem z tych co wolą psy 🙂

      Usuń
    3. Toleruję sierściuchy, w sumie chyba wolę koty, bo mnie w kroku nie macają. Ale najbardziej kocham badyle :)
      Badyle rządzą i wymiatają i umierają razem z właścicielami :)

      Usuń
  2. Podziwiam Cię. Podobno jestem od Ciebie młodsza, ale po czterech godzinach z jednym Wnukiem- bardzo grzecznym, nawiasem mówiąc- jestem złachana, jak koń po Wielkiej Pardubickiej. A Ty z dwójką i kotami dajesz radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam wyjścia. Jakbym padła, kto reanimowałby zwłoki? Dzieci za małe, a koty nieuczone. Nie mogę wnukom takiej niemiłej niespodzianki uczynić, bo chociaż rasowe z nich Łobuzy, to jednak kochane są. Na pewno tak, jak i Twój bardzo grzeczny wnuk :) Damy radę :)

      Usuń
    2. Bo kto, jak nie my, babcie? Nie chwalę się, że taki grzeczny, tylko żalę, że ja taka do kitu ;-))

      Usuń
  3. Fajne te maluchy:)I bardzo lubią babcię, ale jak to maluchy, swoje za uszkami mają.
    Moje dwa w Anglii, dlatego tego nie mam, ale kontakt telefoniczny jest i to całkiem udany:)
    O kotach się nie wypowiadam, dla mnie kot to dziwny zwierz i drapie, i gryzie, i dziko miauczeć potrafi.
    Miłego tygodnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie, Jaskółko, miłego. Tak związki na odległość są fajne, ale i niełatwe, coś o tym wiem. Ale i związki miejscowe są skomplikowane :)

      Usuń
  4. No kurczę...no muszę napisać- kocham Cię Jędzo! Nikt nie poświecił mi chwili uwagi:( Moje lęki są chyba lękami normalnych ludzi ...co z nami będzie e...i nawet gdyby mój znaleziony nie wiem jak mąż nie protestował , widząc rachunek, nikt mi nie pomoże bo to świat musiałby się zmienić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, bez przesadyzmu z tym poświęcaniem. Tak,mam te same lęki. Ale po rozmowie z Inżynierem, właśnie na ten temat odkryłam, że wciąż nie znam własnego dziecka. Pomijam fakt, że ono mnie też nie zna, no cóż, życie nie jest proste. Ale 160 nie majątek. Zdiagnozuj się, dla siebie. Warto.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  5. Jest nie miało być mój znaleziony nie wiem jak mąż ? skąd to wylazło?? mąż normalnie znaleziony!

    OdpowiedzUsuń