czwartek, 4 grudnia 2025

25 933

dni jestem na tym padole łez, Kochany Pamiętniczku.

Znaczy się, jak ten wash and go jestem - dzisiaj mam i urodziny, i imieniny.  

 
Siedemdziesiąte pierwsze, żeby nie było.
 
 Straszne to jest, ludzie tak długo nie żyją. Na FB mam wyłączone powiadomienia, kto miał pamiętać, ten pamiętał, nawet ten Szkot od Inżyniera pamiętał o PozMum - tak mnie nazywa.
Nic dziwnego, że tak lubię Szkotów, choć w tym roku będę miała tylko jeden kalendarz Men in kilts :) 
No tak, jedno z wielu marzeń z wish list, które pozostanie niezrealizowane - i dlatego jest takie piękne. Najpiękniejsze są bowiem te niezrealizowane, zawsze można o nich marzyć bez końca. A te spełnione odpadają :) 
 
Bladym świtem dostałam też życzenia od Łobuzów, dumnie dzierżą w rękach laurki. A Kalafiorkówna, która nie jest moją fanką SAMA Z WŁASNEJ i NIEPRZYMUSZONEJ woli zrobiła dla mnie książeczkę. I cudowne życzenia już bez podpowiadania, sama napisała i to koham tak mnie ujęło za serce. Bo wie, że babcia korektorka musi znaleźć jakiś błąd, żeby być szczęśliwa.  
A i moja Pierwsza Wnuczka do mnie napisała (w szoku jestem, naprawdę) i to coś, co chwyciło mnie za serce: dziękuję ci za to, że jesteś. Nie powiem, łezka się w oku zakręciła. 
Nawet na siedemdziesiątkę okrągłą nie pamiętało o mnie tylu ludzi, co dziś.
A ja wykończona jestem. Pracowo znaczy się. Jako że wczoraj zamknęłam szeryfa, który miał być zamykany dziś (o 13 poszłam sobie w siną dal, żeby wiktuały na rosołek kupić) i wracając do domu dostałam SMS, że larum grają, bo do druku. No poczekali na mnie godzinkę. Chociaż raz oni na mnie czekali, nie ja na nich.
I dziś już na luzie, bo w zasadzie nic nie było. Niewiele osób pamiętało, ale ja też nigdy w pracy nie obchodziłam urodzin, wychodząc z założenia, że wydawać kilkaset zł na poczęstunek, żeby dostać kwiatek, bombonierkę i uścisk dłoni prezesa czy Bossa to się nie opłaca skórka za wyprawkę. Taka jestem wyrachowana, a co :) 
No i niby dlaczego mam się cieszyć, że znów mi lat przybyło? :P 
A dziś napisałam do maszynek, że znikam o 13, będę później, nie protestowały, nie mogły, bo same z jutra przesunęły się na wtorek, kiedy u mnie będzie sajgon z armageddonem.
I urlopu pożądam jak kania dżdżu. Niby mogłabym to ogarnąć do 6 stycznia - od 17 grudnia mam już koniec pracki, ale... 8 stycznia jest bydełko. Piszę do pani M., czy przesuną bydełko, bo wszystko przesuwają,  ale mówi, że nie, pytając, czy mi dwa dni starczą. Dwa dni na 64 strony to dla mnie małe miki. Oni będą mieli gorzej, jak będą musieli autoryzować. Ale nie będę taka świnia, w tych dniach zerknę. Głównie chodzi mi o to, żebym nie musiała siedzieć kołkiem przed kompem, czekając na zmiłowanie. Bo wtedy zazwyczaj pięknie słonko świeci. Więc mam urlop, wlezę jak wlezę i zrobię jak mi będzie pasowało. Git majonez :) 
Więc 3 tygodnie wolnego i tylko 4 dni urlopu wypisane - żyć, nie umierać :) Będę już tęskniła za pracką :) 
I tak sobie pojechałam po to żelazko, bo jakem nieprasująca, tak brak żelazka mi strasznie dokuczał.
Jeszcze bardziej dokuczał mi gorąc w markecie, bo temperatura jak na Bahamach, a ja w płaszczu. Wprawdzie mają tam szatnię, ale butów nie zdejmę, a w butach mi też za gorąco.
Jedyny plus, że dorwałam bankomat Planet Cash, skąd mam bezpłatne wypłaty i tadam - jakby co, starczy na świąteczne zakupy na Manhattanie (zimą tyle nie wydaję tam) i na fryzjera też.
Żelazko kupiłam Philipsa, bo lubię tę markę. Niedrogie, 169 zł, jak padnie, płakała nie będę. Poprzednie służyło mi jakieś 20 parę lat, więc może i to się ogarnie. Nie widzę sensu kupowania drogich gadżetów - w sąsiednim Action żelazko o parametrach tego, które kupiłam, kosztowało 35 zł. Wiem, wiem - i jedno, i drugie   robiły małe chińskie rączki i jak się źle trafi, to te drogie tak samo pada, jak to z Action :) 
No ale dałam Philipsowi szansę :)
Miałam ochotę połazić po Media Markt, ale strużka potu na pleckach mówiła: spierdalamy do domku.
Jeszcze tylko Action przeleciałam kurcgalopkiem, kopiąc się w dupę, żeby kolejnego badziewia nie kupić, no skusiłam się na  
 

 
Filmików nie umiem wstawiać, musi wystarczyć fotka :) Mrugają i wkurwiają sąsiadów, o to mi chodziło (tego dziada, co marysię hoduje) :P 
Są na baterie,  kosztują 18 zyla i są fajne :) Zobaczę, jak długo bateria potrzyma i kupię następne jak coś :) 
 
I zauważyłam, że jeden z moich grudni leni będzie miał kwiatki, a nie miał ich od 3 lat. Kochany zatem jest (tylko mu tego nie można mówić). 

W ubiegłym tygodniu widziałam pudełko z kilkunastoma świeczkami urodzinowymi. Chciałam je wyciągnąć, ale sobie mówię, co będę bajzel na wierzchu robiła. Dziś kupiłam sobie gniazdko malinowe z bezą zamiast tortu (tort będzie w niedzielę), a świeczki diabeł ogonem nakrył.
Tak że miałam więc

Mam nadzieję, że zadziała :P
I mają w Książu pierniki z nugatem, drogie, ale jakie dobre. W życiu nie będę już piekła pierników.  Inne ciasta może. W sumie nawet nie mam blatu do takiej roboty i nie chce mi się sprzątać po tym.
Jutro może wleci P. I. wleci na pewno, bo się, skunks, na zjazd z okazji 21-lecia matury wybiera. No i potrzebuje hoteliku u mamy, a mama się zastanawia, czy znów będzie niespanie.
Bo dziś śniła mi się szwagierka, starsza ode mnie, nieżyjąca już od ładnych kilkunastu lat, chirurg, która pół nocy namawiała mnie na by-passy. I szwagier, też Umarlak, w wieku mojego brata, który zabrał mnie na spacer w okropną burzę. Tak sobie myślałam, otworzywszy te kaprawe ślepka, czy to jakiś nomen omen?
Z moich kochanych Umarlaków nikt mi się nie śnił.
I. mówi, że torcik w niedzielę. Inżynierowa, że wlecą w sobotę. I z Kundlem.
No nie, każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma. Posłałam ostrzeżenie, że Kundel raczej nie, choćby był najgrzeczniejszy. Bo wszystkie badylki zimują i na balkon ich nie wyrzucę. A mam asparagus do ziemi, który igły sypie jak ponoworoczna choinka (nic mu nie jest, odżyje, za sucho zimą), a łodygi ma do ziemi. I dwa filodendrony. Nie licząc geranium, które zostało wyeksmitowane z kuchennego okna na podłogę w pokoju, bo jest za ciężkie i za bardzo rozrośnięte na stanie na parapecie.
Każdy ma jakiegoś bzika. Ja rozumiem, że gdy do nich na wycug jadę, muszę cierpieć. Choć nie powinnam, bo nie jadę tam dla swojej fanaberii. Ale nie widzę powodu, żebym miała się sprężać, bo ona wszędzie chce iść z Kundlem.  Nawet najgrzeczniejszym :) (A nie jest). Żebym miała drzwi (a nie mam, mam tylko w łazience, ale tam się badyle nie zmieszczą), zaniosłabym podłogowe badyle, wzdychając, do drugiego pokoju i zamknęła drzwi. Nie ma takiej opcji.
I od razu przypomina mi się dziewczyna z Wenezueli, z którą mieszkałam w akademiku AR, bezdomną już bibliotekarką będąc, która mówiła, że Polska to dziwny kraj. Bo u niej, w Wenezueli to bliscy organizują imprezę jubilatowi, a w PL jubilat mało że na nią wydaje, to jeszcze zostaje z bajzlem.
Ano, racja. Dlatego ja nie urządzam imprez, albowiem - myślę tak samo. 
I dziękuję, postoję, ogarnianie wszystkiego, a mieszkanie mam małe i nawet się z trudem mieścimy przy stole (powiedzieli, że wyjeżdżają do UK na zawsze i nie wrócą za skarby świata - i jeden, i drugi, tom sobie chatkę samotnika urządziła) to jednak hardcore. A ja w poniedziałek zaczynam najgorszy tydzień w roku, z przesuniętymi   maszynkami i nawet to, że jestem słynną (i niezastąpioną - tak rzekła p. M. w rozmowie o urlopie, gdym składała raport z imprezy pracowej, na której nie była, bo ją testosteron przerósł - mnie też, ale ja to mam raz na rok może) korektorką, nie zmienia faktu, że czasami nie wytrzymuję już i szkoda, że nie umiem wrzucać filmików, bobym wrzuciła taki jeden :) Idealnie oddający moje nastroje.
Nakręciłam się wiadomością, że obcinają fundusze na służbę zdrowia i że będą kolejki dłuuuugie do operacji zaćmy. I zaczynałam żałować, że od proga oznajmiałam, że żadnego cięcia, że nie idę pod nóż. I jak to napisałam do I., lamęcąc, że prywatnie to około 6 tysi za oczko...
Zaczęły mi wyskakiwać reklamy... Że w Czechach za darmo, że NFZ płaci. Mało tego, czeskie firmy mają filie w PL. No i z Łodzi (z miasta Łodzi, droga Pantero) też jest jakaś firma, robiąca operacje na NFZ. Że ma miejsca.
Policzyłam więc do 10 i przestałam się nakręcać. Na razie, chociaż widzę, że jest gorzej, nie jest źle. 
W sumie na okularach zmienianych (przy moich wadach kosztują nieźle, ale mamy w pracy fundusz socjalny i mogę tam pukać, oprócz standardowej dopłaty do okularów wg regulaminu, więc nie byłoby tak źle) jeszcze jakiś czas pojadę. Druczek chyba 9 stopni w Wordzie (na wydruku) czytam jeszcze spokojnie bez problemu. Gorzej widzę na dal - ale mam jakieś minus 2. Mama Małego T ma minus 7 :O W życiu bym nie pomyślała, ale ona soczewki nosi. Ja soczewek nie chcę, dość się naczytałam przez 10 lat o sepsie i innych cudach wiankach przy soczewkach. I lubię okulary - są seksi. I. też tak twierdził i kupiłam mu zerówki. Kilka lat później, choć sam nic nie czuł, okulista stwierdził, że jest synem swojej matki i... nosi okulary. I ma astygmatyzm. P. też ma i na dokładkę jest ślepy jak kret od młodości. Ale okularów nie nosi - co pozostaje zagadką. Ja zaś mam inne okulary do dali, inne do oglądania filmów na kompiku, inne do czytania na kompie. Na ajpadzie i ajfoniku nie widzę w okularach - nawet w tych, w których  czytam na kompie. A do wydruków używam tylko gołych oczków :) Jak widać, jestem bardzo skomplikowaną wzrokowo istotą. A ta kasa za operację wkurwiła mnie na maksa, bo przecież płacę składkę zdrowotną i z emerytury, i z pensji, a od 25 lat nie byłam ani dnia na zwolnieniu lekarskim! Na SOR byłam w tym czasie może ze 2 godziny, jak mnie weszki pożarły, na które mam uczulenie :) 
Więc...
Ale dziękuję ci, życie, za te 25 933 dni.
Gorsze, lepsze, ale moje.
Kiedy cieszyłam się, smuciłam, umierałam z miłości, latałam pod obłoki i spadałam z hukiem na ziemię.
Kiedy czułam się kochana, niekochana, uwielbiana, opuszczona, słynna, doceniana, niedoceniana.
Kiedy czułam smak miłości i smak łez.
Jakoś dziwnie przeżywam ten dzień w tym roku. W zeszłym byłam spięta i zestresowana. W tym jestem na luzie i ani trochę nie czuję się zestresowana i niedopieszczona.
Może to ta laurka od Kalafiorkówny - koham jest naprawdę powalające.
A może to dziękuję od MW, która łatwego życia nie ma i miała nie będzie.
Nie wiem.
Wiem, że kocham MOJE życie.
Jest cudne i będę wdzięczna za każdy następny dzień, który mi ofiaruje.
 
Aż do końca.
 
I jakem racjonalną do szpiku kości osobą, obserwuję na FB Piąty zasiew.  
No cóż, są rzeczy na tym świecie, o których się filozofom nie śniło.
Mnie się czasem śnią, tak samo, jak płaska ziemia ;) 
W końcu nie na darmo zwą mnie Starą Jędzą :) 
Do napisania :)  
 

22 komentarze:

  1. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin i imienin 😍.
    3 tygodnie temu miałam usuwaną zaćmę w lewym oku.
    Trochę stresu jest przed zabiegiem, ale wszystko odbyło się bezboleśnie. Jestem bardzo zadowolona z efektów zabiegu.
    Wszystko widzę na to oko, także jestem zachwycona.
    Pozdrawiam z Oświęcimia. Maryla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że jesteś już po operacji. Ja nadal próbuję się umówić na kolejną wizytę bez dzwonienia...

      Usuń
  2. Wszystkiego najlepszego nasza Kochana Jendzo,dużo zdrówka,masy cierpliwości i żadnych wizyt kóndla.Co to to nie.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęśliwych następnych dni i nocy! Niech Ci się wiedzie i układa wedle życzeń :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego! Joanna

    OdpowiedzUsuń
  5. Serdeczne życzenia urodzinowo-imieninowe,zdrowia,lepszej kasy i jak to mówią pociechy z dzieci i wnuków .Miłych chwil w pięknym zielonym zakątku i zyj nam i pisz nam 100 lat .Kochamy Twój styl bo Stara Jedzą jest tylko jedna.Potem możesz straszyć i będzie też fajnie Jesteś starsza ode mnie o 58 dni będzie mi teraz łatwiej policzyć dzięki Tobie. .Brawo wnuki .Kochają Babcię ale może nie zawsze umieją to okazać.Ale się uczą.A to "koham" cudowne bo prosto z serca.Marta uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wnuki wyrabiają się powoli jak haczyki do kibla :) Nie da się ukryć. A jak chcesz sobie różne daty liczyć, polecam apkę Days Since :) Ja mam tam ustawione wszystkie ważne momenty życia :)

      Usuń
  6. Wszystkiego co najpiękniejsze i najlepsze -spełnienia marzeń oraz dużo zdrowia!!!Malgorzata

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przezylam dopiero 25216 dni do dzisiaj, jestem w wieku erotycznym (jest taka pozycja) i uwazam, ze dosc sie nazylam, bo w moim przypadku zycie okazalo sie przereklamowane.
    Tez Cie koham, a co sobie bede zalowac. Jeszcze raz najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, siostro :* Też Cię kocham i nie pierdol. Nie nażyłaś się dość - żyj na złość :P O, nawet mi się zrymowało :) I o sierściach pomyśl - moje badyle wylądują na śmietniku, może je ktoś odratuje, a co z Twoimi sierściami? :>

      Usuń
    2. Chyba jeszcze tylko one trzymaja mnie przy zyciu, bo w domu coraz gorzej.

      Usuń
    3. Przykro mi. Przytulam. Patrząc na to, co przeżywasz - jestem szczęściarą. Głaski dla sierściuchów, które w życiu faktycznie omijam kołem... Szerokim :)

      Usuń
  8. Serdecznie życzę Ci, Jędzo, wielu lat czytania laurek z czarodziejskim "koham" i "dziękuję, że jesteś". Bo ja i zapewne wszystkie Podglądaczki Twojego bloga, z ochotą podpisałybyśmy się pod tymi słowami. Niech Ci się darzy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki, choć wciąż nie ogarniam swoich zasług w tej dziedzinie :)

      Usuń
  9. Samych radosnych chwil , dużo zdrowia i cierpliwości do otaczającego świata;)
    Grazyna1

    OdpowiedzUsuń
  10. To wobec tego ode mnie również wszystkiego najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dawno Cię tu nie widziałam, Agniecho :)

      Usuń