Kochany Pamiętniczku, quelquefois bywają takie fajne dni.
I odpukać, niech ich będzie jak najwięcej.
P. jak zwykle ani się nie zjawił, jak zapowiadała, ani się nie opowiedział.
I dziwne - jakoś mnie to absolutnie nie wkurwiło.
Pracowy dzień minął spokojnie - aż za spokojnie, zdążyłam ogarnąć chałupkę i wciągnąć Odrzuconych. Naiwne, ale dobre na takie dni. No i... jest 2. sezon, ale nie ma go na Netflixie, ani nie ma napisów. Cóż, nie wiadomo więc, co będzie dalej.
Życie, nie wiadomo nigdy jak się potoczy.
I to jest jego magia...
À toi
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À toi
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À toi
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À toi
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À toi
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À toi
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À la petite fille que tu étais
À celle que tu es encore souvent
À ton passé, à tes secrets
À tes anciens princes charmants
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,joe_dassin,a_toi.html
À toiÀ la petite fille que tu étaisÀ celle que tu es encore souventÀ ton passé, à tes secretsÀ tes anciens princes charmants...
Jakoś dziwnie się czuję teraz. Nie nic złego się nie dzieje, ale. Jest dziwnie.
À ton passé, à tes secrets...
Tak, piosenka pasuje idealnie :)
I. przyjechał nawet wcześniej, pewno sobie godziny przełożył, jak to on, żeby pogadać.
Przytulić. Opierdolić. Podrażnić, poklepać. Oznaczyć teren. O szklankę wody poprosić, w ostatniej chwili włożyć kapcie i polecieć.
Cały on.
I jeszcze scenę balkonową zrobił, że jak szli do Lumina Park, Alienek zapytał o babcię i na wieść, że babci nie będzie urządził lamentowisko.
Wygło mu się, bo myślał, że babci na wigilii nie będzie i stwierdził, że chuj bombki strzelił, świąt nie będzie :)
No nie, bez epitetów, bo dopiero dziś ma odzyskać kompika ze to biedne spierdalaj.
Uspokoił się dopiero na wieść, że babci nie będzie tylko w Lumina Parku.
I tym sposobem mój wredny beniaminek przystawił mi pistolet do głowy, że jak ja śmiem Alienkowi krzywdę taką robić.
Taka była wersja mojego dziecka.
Wersja synowej była, że nic się nie stało.
A że wigilia ma być w tym roku na D., to tak sobie dośpiewuję, że aczkolwiek I. ze wszystkimi żyje w zgodzie, to jednak chce mieć jakąś podporę z rodziny w tym środowisku. No cóż, przespałam się ze ślimakami i powiedziałam, że OK, będę.
Choć już ułożyłam sobie plan na ten samotny dzień.
Nie zapraszają P., bo warunki lokalowe są jakie są. P. deklarują, że chcą u siebie i nie jadą do O. Ale też nikt się nie zająknął, że może bym wpadła - w końcu jedna osoba więcej, skoro tradycją jest talerz dla zbłąkanego wędrowca?
Przez kilkanaście lat w UK to ja z Baranem organizowałam wigilie dla wszystkich. No ale robiłam tam tylko za pomoc kuchenną dla niego, znaczy się miałam swoje kompetencje w gotowaniu bigosu, który gotowałam jak dla wojska, potem szedł do słoików i mieli spokój do Wielkanocy z zapasami. I to wilgotne mieszkanie, gdzie za cholerę nie udało nam się zrobić pierogów, bo ciasto było tak mokre, że ojacierpiędolę i wyszedł nam w garnku jeden ogromny pieróg :) Mam z tamtych lat wiele miłych wspomnień. I ta jedyna wigilia, kiedy na żona P. zrobiła sernik na zimno, bo uparła się, że coś zrobi, chociaż nie było takiej konieczności. NO i ja z grzeczności spróbowałam i potem z kibelka, który był w tamtym mieszkaniu na środku korytarza, wiodącego do ich pokoi były odgłosy, po których padali ze śmiechu, a ja cierpiałam ze wstydu, bo ja jestem damą, a jak wiadomo - od damy wróbelki odnoszą (tak mówił mój ojciec).
Nieważne. I. od razu zadeklarował podwózkę w te i wewte, bo ostatnio z korporacji taksówkowej odezwali się o północy, z pytaniem, czy wciąż czekam na taksówkę. Zbiorkom umiera o 17. Dojechać więc dojadę, ale na D. nie ma opcji noclegu. Odwiezie mnie i OK.
Urodziny Kalafiorkówny będziemy świętować 20 grudnia (mała Żmijka urodziła się 26), więc jest opcja reszty świąt w spokoju. I nie, nie zapraszam nikogo - jestem otwarta na kontakty, ale dlaczego mam ogarniać kilka osób, skoro mnie jednej nikt nie chce?
Nie, nie rusza mnie nawet to, że to są moje wnuki.
Jestem na tyle cenna, że należy się cieszyć moją obecnością, pohołubić mnie, dopóki jestem.
Jak starsze wnuki będą same chciały wlecieć, OK.
Jak nie - i tak cieszę się życiem :)
To tyle dygresji.
Noc miałam koszmarną, jak zwykle, gdy moje dziecko idzie w tango. Niezależnie od tego, ile lat to moje dziecko ma. Bo głupie jest.
Kiedyś przyleciał z UK, poszedł z kolegami na lumpkę i kolega, którego chcieli odwieźć do domu uparł się, że nie. Rano znalazła go na przystanku z rozwaloną głową szwagierka, lecąca do pracy.
Więc nie, nie umiem tak jak żona I. podejść do tematu spokojnie.
Chociaż sam przyznaje, że hotelik u mamusi ma 5 gwiazdek, bo i łóżeczko posłane, i przedłużacz do ładowania na wierzchu, pisałam, ale i tak właził pod biurko. Młody jest, niech włazi. Świeże ręczniczki i śniadanko na życzenie.
Wrócił koło 2 w nocy, bo wtedy widziałam, że zgasło światło w jego (dawnym) pokoju. Ale i tak nie mogłam zasnąć, byłam całkiem rozkojarzona, zasnęłam gdzieś koło 4, a i tak koszmary mi się śniły.
Pospałam prawie do 9, cichutko jak myszka ogarniając się. Zaskoczył mnie w kuchni, gdy robiłam sobie śniadanie, profilaktycznie wyłączając gwizdek z czajnika, żeby gada nie budzić.
Aparatów nie miałam, bo głowa mokra. I to jest jedyny człowiek na świecie, z którym wciąż mogę spokojnie rozmawiać bezgłośnie. Idealny dla mnie.
Wciąż pamiętający, że matka ma niedosłuch (choć i wnuki też już ogarniają, ale nie są tak wyspecjalizowane w układaniu ust przy mówieniu do mnie, jak on).
Wykąpał się, na śniadanko wleciał i miałam darowane od życia 2 godziny.
Pomarańczowej ikonki na routerze nie ogarnął, bo... sam zakładał hasło, ale nie podał mi, więc dupa. Ale działa, tyle że ikonka wkurza i mnie, i jego. Do monitorków potrzebne są dłuższe kable, ale... nie ma opcji, bo nie wymieni kabla przy monitorze. Poprzesuwał, może nie będzie mnie już tak bark bolał. Na razie nie myślę o nowym biurku, bo po co.
Zreferował zjazd i zapowiedział, że we wrześniu będzie miał 80-lecie budy, a że i żonę z budy ma, to... jest opcja podrzucenia Łobuzów. Zobaczymy, bo to będzie ciężka operacja logistyczna, a i ja muszę dożyć w sile wieku jeszcze.
No i napisałam mu kiedyś w MSG o tym, że zapowiadają kłopoty z operacją zaćmy. Wyskakuje mi od razu multum operacji na NFZ za granicą - błogosławieństwo bycia w Unii. Z refundacją NFZ, co dla mnie jest totalnym nieporozumieniem - bo jak to, kasy nie ma, a zagraniczne refundują? Wiem, wiem, jak to działa. Więc się pocieszam. A on: jak coś, jedziemy do Czech, biorę urlop - nie ma sprawy, nie będziemy zaraz po operacji wracać. Ogarnę...
I tak, te dwie godziny tresowania matki jakoś mnie podładowały.
Cóż, może i ja czasem powinnam przyjąć jakąś podpórkę, choć niekoniecznie zaraz balkonik?
Ogarnęłam (ogarnąłby sam, ale nie chcę - wolę po swojemu, póki mam siłę), pojechał, zameldował się.
A ja spokojnie poszłam w siną dal.
Do piekarni, tort na jutro kupiłam.
Do apteki, bo choć mam zapas kropel do ślepi, od 1 grudnia mogłam wykupić następne (są za darmo dla mnie), akurat były. No to mam zapas na cały rok i dalej - nawet jak będę miała kłopoty z zapisaniem się do okulisty - recepty nie potrzebuję, a póki nie ślepnę na maksa. nie ma alarmu.
I w ramach mikołajek dostałam od pani, u której bardzo lubię załatwiać recepty, taka miła, wycofana, ale zawsze pomocna - dobrze jej z oczu patrzy, są tacy ludzie, których lubię, bo tak, tak jak nie cierpię facetów w aptece
No powaliło mnie na kolana. Ale OK, są tam próbki, które mogę dać Małej Wiedźmie - ma akurat trądzik. Może jej przypasuje?
Choć ja na trądzik ma receptę z rodzinnych skarbów Eksa, ale że to nie jest żaden cud wianek, to nikt nie chce świętego płynu.
Tak go zwali, u nich w domu stał wielki słój z tym, a ja, nielubiana przez teściową, dostałam od niej recepturę na to. Chcieli to sprzedać na Zachodzie, ale im cena nie pasowała i nie sprzedali.
Mnie to pomogło parę razy - w nosie wyskoczył mi jakiś krater i żadne leki nie pomagały.
Znajoma pielęgniarka miała jakiś niegojący się paznokieć, zacięła się przy manicure - pomogło.
Szwagier sobie oderżnął palec od nogi kosiarką - pomogło przy gojeniu.
Na oparzenia - sama wypróbowałam - P. na złość matce, nie słuchając, że drzwiczki od piecyka są gorące - poleciał i dotknął, nie pamiętam już, przeciwko czemu protestował - te pierwsze, prawie czerwone jeszcze - Eks cierpliwie (cierpliwość to on jednak miał), przez godzinę przecierał mu te biedne łapki tym - i nawet bąbel mu nie wyskoczył.
Inżynier zaś, nie na złość matce, ale przypadkiem, dotknął podstawki od żelazka, też gorącej i też nawet bąbla nie miał.
Ale co ja tam będę się prosiła o uwagę i dawała recepty.
Takie czasy, że na wszystko jest lek i suplement w aptece.
Moje dzieci dają swoim dzieciom paracetamol - w UK wszystko leczy się paracetamolem.
Pediatra moich dzieci stanowczo zabraniała mi podawania paracetamolu.
Ja do dziś nie uznaję tego. Z przeciwbólowych i przeciwgorączkowych, nie pamiętam kiedy ostatnio, przeterminowane wrzucam (a mam ich od metra) do wody do kwiatów ciętych - aspiryna rządzi i wymiata.
Ale co - nie mnie walczyć z wiatrakami.
Spotkałam teściową Kierownika Budowy, ale to temat na długie pisanie, nie chce mi się już roztrząsać. KB nie był na zjeździe (jest kolegą I. ze szkolnej i studenckiej ławy). Sam I. chciał się z nim zobaczyć. No mam garść plotek na juterko, bo wlecą.
Mamy zjeść coś u mnie - się zamówi, albo i nie. Zostało mi jakieś 1,5 litra żurku (taki dobry, że ojapierdolę, tak z rozpędu wyszło, bo był rosołek, się dodało co nieco i klękajcie narody), i cały gar rosołu, też przepysznego. Więc nikt z głodu nie umarnie ;)
I w porywie szału nabyłam rękawice do kuchenki, kupując żelazko. Bo kocham kratki, a 6 złotych to jednak nie pieniądz. Dziś wkładam, by rosołek z pieca zdjąć i tadam...
Hamerykanizujemy się. Instrukcja obsługi łapek kuchennych w kilkunastu językach. A myślałam, że takie debile tylko w USA.
Tylko drzew szkoda, które poległy pod toporem na ten papier.
Mogliby w końcu zamieszczać te instrukcje tylko w necie.
E. nagle przysłała mi SMS urodzinowo-imieninowy, choć latami o mnie nie pamiętała. Myślałam, że po moim milczeniu na jej emilki, MSG i SMS odpuści, ale nie. Że się martwi. I inne sranie w banie. No jestem świnia, ale nie do końca. Odpisałam, że dziękuję, ale wciąż pracuję, potem mam urlop (nie wnikając w szczegóły co robię, w końcu to moja sprawa), z którego wracam prosto w wir pracy, więc zajęta jestem prawie do końca stycznia, a po trzech dniach wolnego w styczniu (bo tak jest) wpadam w lutowy wir, więc trudno mi się umawiać. Nie podziałało. Napisała, że jak ogarnę luty, mam się odezwać, jak nie będzie miała lekarza, zaszczyci mnie.
Kurwa.
No comment. Niby dlaczego mam się dopasowywać? Też mam lekarza, swoje życie, pracę. Dopasowywałam się latami. Już nie muszę.
Nie planuję nic dalej niż za tydzień. Nie dlatego, że się do urenki z własnej woli kładę, ale...
Przeszczęśliwa jestem, gdy następnego dnia otwieram zaropiałe ślepka i cichutko szepcę: dziękuję, życie, że mogę się cieszyć kolejnym dniem. Niech trwa.
I lecę do łazienki, umyć rączki, by po raz kolejny zakropić oczęta :)


No i znowu przeklinasz w obcych jezykach ;)
OdpowiedzUsuńChcialabym móc spedzic swieta sama, bez napinki, prezentow i pichcenia, przy jakims glupim filmie swiatecznym, najlepiej odmózdzajacej i przewidywalnej do bolu komedii romantycznej.
Taki był plan i u mnie. Ale w przeciwieństwie do Ciebie mam opcję. Wrócę z D. otworzę wino (wiem, Ty niepijąca jesteś), nie martwiąc się o wstawanie przez następne dni... Przytulam. A, nie przeklinam, śpiewam z Joe Dassinem A toi :) Na stare lata młodnieję i słucham piosenek o miłości w najpiękniejszym po polskim języku - francuskim. Uczyłam się go 8 lat, co nie znaczy, że umiem. Ale wzrusza mnie do dziś... A toi... Do ciebie :) Piosenka szalona jak moje życie :* Może posłuchasz? Poszukaj go na YT :) To w sumie moja młodość, odkrywana na starość z powodu mojego słuchu. Moje koleżanki z liceum i ze studiów znały to z Radia Luksemburg. A ja żyję tym dziś... Choć już nikt nigdy mnie tak nie pokocha :) Życie :)
UsuńTo nasza mlodosc, wiec sobie jej nie przywlaszczaj. Dassin kiedys bardzo mi sie podobal a dzisiaj dziwie sie wlasnemu bezgusciu, choc spiewal fajnie, ale wygladal jak tani sutener. Ja mam wrazenie, ze mnie przez cale zycie nikt nigdy prawdziwie nie pokochal.
UsuńBali się ciebie, Pantero. Bo byłaś taka piękna. Oraz przypuszczam, że zbyt inteligentna również. Zabójcza kombinacja.
UsuńCo Ty, Agniecha! Mnie nawet rodzice nie kochali.
UsuńA może sami byli tak straumatyzowani, że nie potrafili kochać? Albo okazać miłości?
UsuńMoze...
UsuńAniu. możesz się bardzo mylić. Nie każdy umie okazywać uczucia, a wtedy kozetek u psychologa nie było... Wiem coś o tym, jako DDA.
UsuńNo z Googla to nie jest dobry tłumacz. Dosłowny jak gówno w gaciach a nudny jak flaki z olejem. Ale zrozumiałam.
OdpowiedzUsuńBo ja jednak młodsza niż Wy, dziewczęta, i te francuskie cudne piosenki troszkę mnie ominęły. Brel to były moje czasy.
Jędzo, a może podzielisz się przepisem na cudowną miksturę? Na pewno Bayer Ci nie ukradnie, przecież tylko pies z kulawą nogą do Cię zagląda. :-)
Pozdrawiam serdecznie, ciesząc się z każdego przeczytanego wpisu. Chciałam Ci wyznać miłość, ale się zacukałam. No.
Prosta jak budowa cepa: siemię lniane i sól. I jak ktoś bogaty - spirytus, żeby nie pleśniało. Nie podano mi proporcji - gotowałam na oko - taki kisielek z siemienia plus sól. Oczywiście sól bez zbrylaczy. Osobiście dodawałam do tego rumianek. Bo przeciwzapalny i nie zaszkodził. Zawsze był słoiczek w domu, jak dzieci były małe. Potem dla trądzikowców. Działało. Można stosować, można nie, mnie to rybka. Mój Eks nacierał tym głowę, co mnie wkurwiało, ale włosy miał jak busz :)
UsuńDzięki!
UsuńTo dziś było świątecznie i tortowo! ja wczoraj miałam nareszcie takie imieniy ,jak sie powinno mieć- sobie rozmawiałam, ściskałam się z dziewczynkami,jadłam , a J. z ojcem obsługiwała mnie i resztę! Noi pomykam z jedną kulą: ( w ręce,nie u nogi:))
OdpowiedzUsuńFajnie, że miałaś dobry dzień, Basiu :) Jesteś mistrzynią pomykania i już nie właź pod samochody nigdzie, nawet na ukochanym Łazarzu :)
Usuń