co chwilę zmienia algorytmy, Kochany Pamiętniczku.
Jeśli chcę zobaczyć, co aktualnie prezentują osoby, o których chcę coś wiedzieć, muszę wchodzić na ich profile, a i to nie zawsze docieram do wieści.
Na kompie mam tak, że po prawej wisi mi lista MSG. I tu - kurwa - lista poległych. Bo nie wiszą mi ci, z którymi na co dzień gadam, ale osoby, z którymi gadam bardzo rzadko albo wcale.
Z którymi nigdy rozmawiać nie będę.
Na ajpadziku zaś leci mi w lewym górnym rogu lista tych, którzy aktualnie na MSG są dostępni.
A na ajfonie jeszcze inaczej, olaboga.
I dziś wieczorem, ukradkiem, chyłkiem i znienacka na czele kompikowej listy wyskoczyła mi Stardust. Tak, ta Stardust. Która zablokowała mnie na swoim blogu i w ogóle (ale na MSG nie - może liczyła na to, że będę się prosiła na kolanach?), bom śmiała wspomnieć o niej na swoim blogu, przez co zdradziłam jej sekretnego i dostępnego tylko nielicznym bloga... No cóż, nie mam zwyczaju pchać się tam, gdzie mnie nie chcą, więc odpuściłam. O śmierci Stardust (uwielbiam tę ksywkę - Gwiezdny Pył pobudza moją romantyczną od dzieciństwa wyobraźnię, a i film bardzo mi się podobał - lubię bajki, sometimes) dowiedziałam się z kolei z bloga Anny Marii Pantery, którą też Stardust zablokowała, ale potem się dogadały. Cóż, bywa, nie dostąpiłam zaszczytu, choć mam jej emilki (Stardust, nie AMP, nie emilkujemy). Cóż, przykre, była moją rówieśniczką, życie.
Emigrantką, tak jak AMP.
Jakiś worek z Odeszłymi, bo zaraz za Stardust na liście wyskakuje mi MSG szwagierki, też już nieobecnej. Zawsze życzliwej, nawet gdy reszta rodziny Eksa opluwała mnie. Ona jedna, bogata, a jakże, zawsze była dla mnie równa. Może dlatego, że nie odmówiłam kiedyś opieki nad jej Synem? A nie było to łatwe - dziecko urodzone bez przewodu moczowego, z otworami wyciętymi na wysokości nerek, przez które to otwory wyciekał mocz? Nad dzieckiem skazanym przez lekarzy z własnej rodziny (a jest ich tam od metra) na śmierć? I tylko jedna z ciotek, też lekarka, znalazła lekarza, który podjął się operacji i wyprowadził dzieciaka tak, że z jedną nerką żyje do dziś, a ma już prawie 50 lat?
I ciemna plama: podsłuchałam, siedząc w drugim pokoju, no dobra, odczytałam z ust, drzwi były otwarte, rozmowę TEGO szwagra z jego bratem. Tematem była moja ciąża z Inżynierem. Znaczy się, ja byłam w ciąży z I. :) Brat do TEGO: ile on jej (znaczy się: EKS mi) zapłacił za tę ciążę? Bo jego żona już drugi raz po tamtym dziecku nie chciała zajść w ciążę, bała się. Brat do brata: I kto to dziecko wychowa? Skąd oni wezmą na to kasę. TEN do brata: co się martwisz o to, pomyśl, jak coś może będziesz miał dawcę dla swojego. TEN ma kurwa sześcioro, ale jakoś nie myślał o nich jako dawcach, bo tajemnicą poliszynela było, że tylko dwójka jest jego :P
A zmarła szwagierka była naprawdę w porządku i dla mnie, i dla tej drugiej, lekceważonej równie jak ja, bo "una ze Swarzyndza jest".
Tak sobie patrzę na tę listę Odeszłych już i myślę...
Bom się dziś zdrowo - no nie poprztykała - ale popisała z AMP.
I nie chciałabym jej przyjaźni, co z tego, że tylko netowej, że dzieli nas tysiące wiosek i mil...
Współczuję jej, że nie umie się zdystansować do rzeczy, na które nie ma wpływu.
Do polityki.
Ja też nie zgadzam się z polityką.
Ale w inny sposób niż ona.
Być może ma rację, mówiąc o zagrożeniach, a na pewno ma, że ich tu jeszcze nie doświadczamy.
Bo nie nasprowadzaliśmy na chama muzułmanów.
Się zgodzę. Byłam w RFN (w RFN nie w DDR) w roku 1983, nie ukrywam, że paszport załatwiany, rodzina Eksa chody miała różnorakie, całą rodziną, z Pierworodnym. I wszyscy namawiali nas na zostanie, bo co na nas czekało w PL? Szesnastometrowe mieszkanie, w dawnej służbówce, na poddaszu. Zimne jak cholera, zagrzybione, zamieniające się w piekarnik latem. Moje rodzinne koligacje, jak i koligacje Eksa dawały nam azyl od ręki. Ale: czekała w kraju na mnie praca, zgodna z moim wykształceniem - w RFN z moją nędzną znajomością języka, z moim słuchem, będącym przeszkodą zawsze. Eks nie zaaklimatyzowałby się tam nigdy. Na dokładkę z urody wypisz wymaluj - Turek :) Gdy poszedł z Pierworodnym do parku, wyszło na to, że obaj są Turkami :) I gdy Pierworodny siedząc na środku piaskownicy perorował o klockach LEGO, a tureckie dzieci w tym parku patrzyły w niego jak w raroga - dziś mam deja vu, widząc Alienka gadającego z wujkiem o Minecrafcie. Wujek ogarnia :) Muszę mu kiedyś powiedzieć, że wygląda jak swój ojciec... (Chociaż on dobrze to wie).
Wróciłam do PL.
I tak, współczuję Niemcom polityków, którzy sprowadzili masę muzułmańskich uchodźców do swojego kraju.
To samo widziałam już w Paryżu - dziś nie jest to już mój Paryż - nie pojechałabym tam.
W UK było nieco inaczej - nie jeżdżę tam od 5 lat, więc nie oceniam do końca. Ale tam z tego powodu, że UK było zawsze związane z koloniami, kolorowi nie są aż tak niezintegrowani. Chociaż Polacy mówili o nich "ciapaci", jednak I., pracujący w międzynarodowym towarzystwie nigdy nie miał wątów, aczkolwiek sam mówił, że różnie to bywało, a jednym z jego najlepszych przyjaciół na początku tam był... Hindus. Nie wnikam w wyznanie. To byli po prostu ludzie.
Rozumiem (no dobra, staram się ogarnąć) wszystkie problemy tego typu AMP, ale...
Czytając wypowiedzi jej czytaczy - nie mogę się pochwalić taką szeroką gamą (jak piszą moi technicy), emigrantów, w tym i wspomnianej Stardust - którym nie pasuje i Europa, i Unia, i Polska...
Mieszane uczucia mam.
To jest Wasz wybór.
Wyjechałyście w poszukiwaniu lepszego miejsca na Ziemi.
Potrafię to jak najbardziej zrozumieć.
Też bym pojechała, ale... nie byłam aż tak odważna. Wiedząc, że mam Eksa na barkach, wiedziałam, że poradzę sobie tu, w PL.
Gdziekolwiek indziej - z moim słuchem - aczkolwiek widzę błędy w kilku językach, nawet ich dobrze nie znając - nie dałabym - abstrahując od wszystkiego - rady wychować dzieci tak, jak wychowałam je tu.
Od chwili, gdy Inżynier skończył 15 lat, moje macierzyństwo było macierzyństwem samotnym. Bez alimentów, bez pomocy. Była tylko nasza trójka. Udało się. I ja przez ponad 15 lat byłam samotna do bólu - całymi miesiącami, bo ptaszyny wyemigrowały (eagle fly, eagle landed, landed crow, fly crow) i zaklinały się, że nie wrócą za skarby świata.
Namawiając mnie (nie tylko one), na wylot na zawsze.
Bo w sumie tomogę pracować z każdego zakątka świata dalej.
Bez problemów.
Tak samo jak Inżynier, nawrócony na ojczyzny łono - z rzadka wlatuje do biura, choć go czasem cholera po świecie nosi.
A ja byłam tu, na miejscu, choć marzyły mi się inne i takie opcje miałam - ale cóż...
I tak, Pierworodny zlądował i przetrwał, podnosząc mi ciśnienie na maksa.
Dzięki temu, że był ten ich pokój. Może za bardzo zalazłam mu za skórę. Twierdzi, że nie, ale w obliczu tego, co pisze AMP, super, że nie wylądowała w Ulm.
Pod Ulm, pod Ulm, pod Austerlitz, Austriacy brali w dupę...
Do dziś widzę szok w jego oczach, że wiedziałam, bez googlowania, gdzie jest Ulm...
I tak samo Inżynier, wracający tym pokręconym samochodem z kierownicą z innej strony (a że dziś najczęściej z nim jeżdżę, więc do zwykłych samochodów pcham się nie z tej strony), nigdy przedtem niejeżdżący po Europie, wleciał z przygodami do PL, bo na samolot się już nie załapał, tylko na prom, w tym pamiętnym 2020 roku, śledzony na apce przez żonę, raportującą mi, gdzie to dziecko moje jest, meldujący się czasami, wylądował na 2 tygodnie na kwarantannie w swoim dawnym pokoju, pracując na moim (LOL) necie razem ze mną, wywaloną z redakcji, bom stara już była, po czym zwinął się na wynajęte na Łazarzu mieszkanie...
Więc, AMP, kocham Cię.
Ale wybacz - mam inne życie, inne priorytety, inne przejścia.
I tak, jestem do bólu za UE.
Za dopłatami. (DE ma większy produkt brutto, więc płaci więcej składek, zgadzam się, ale takie są traktaty).
Współczuję bardzo z powodu ogółu problemów z uchodźcami.
I umieram ze strachu, gdy moje dziecko, śmiejąc mi się od ucha do ucha i lekceważąc zagrożenia, leci (a lata często do DE). Łączę się w bólu, też nie chciałabym dziś tam mieszkać. Tak samo, jak nie chciałam nigdy.
Ale Ty wybrałaś wolność, której ci brakowało 30 lat temu. Mnie też jaj bardzo brakowało, ale zacisnęłam zęby.
I być może tego pożałuję, ale może i nie.
Wybrałam wolność głosując na wejście do UE. Na ten jebany, przeterminowany (bo nie wybieram się nigdzie, ale kiedyś to załatwię - mam nadzieję, bo na razie mogę się po UE włóczyć na dowód) przeterminowany paszport, którego nikt mi nie zabiera.
I nieważne, że pomagając Ukrainie - sponsoruję być może przemysł zbrojeniowy. Wiem, że dzięki Ukrainie (tak, wiem o aferach korupcyjnych, o przekrętach, szwindlach - ale co ja mogę?) te bomby nie lecą na mój dom. I na Twój też nie. Masz inne problemy, zgadzam się.
Jak sama wiesz, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
I bliższa koszula ciału, jak sukmana.
Więc - proszę - bądź wciąż dla mnie. Nie skreślaj mnie.
Pozostaję z nadzieją
SJ.
A z prostego życia. Po siedzeniu w chałupie na dupie (ten okres między świętami a Nowym rokiem destrukcyjny jest), okazało się dziś, że pół dzielnicy nie jest posypane ani piaseczkiem, ani solą, dziś się wyrwałam na świat, bo już nie mroziło, ale piździło jak za cara na Skieletczyźnie, ale na moje szczęście, zrezygnowałam z zakupu chleba (co najwyżej upiekę), bo pod Faworem ludzie padali jak mrówki... Powlokłam się do spółdzielni w celu zdobycia rachunku na nowy czynsz. I zdobyłam. Mam nadpłatę 1000 zł. I dobrze. Zaś ów rachunek wzrasta m o 100 zł, czyli w ciągu 6 lat wzrósł o ponad 100%. Emerytura zaś nie, a pensja stoi w miejscu. Po wytargowaniu od pierdzistołkowej wydruku (z bólem serca, bo papier, ekologia), dostałam obietnicę, że dostanę emilka z tymiż danymi.
Media jeszcze nie są rozliczone, więc ten 1000 czeka.
Do godz. 22 nie dostałam, a zaklinała się, że wszystkie dziś wysyła i wyśle.
Jako że obkupiona jestem, pensję na koncie mam już przed Wigilią (wyjątkowo) i czekam na emeryturę ze zwaloryzowaną rentą wdowią, nie pozostaje mi nic innego, jak czekanie na Nowy Rok, znaczy się na 1 stycznia (imieniny Inżyniera, prezent sam sobie kupił na polecenie matki, zaszalał).
Dzień gospodarczy za mną. Ogarnęłam wszystko, szklanka mnie nie przeraża.
Z głodu nie umrę.
AMP, kocham Cię i daruj mi moją miłość do UE :*
Skóra na grzbiecie mi cierpnie, kiedy słyszę u nas wrzaski tych domagających się wyjścia z Unii. Pamiętam, tak jak Ty, jak było PRZED i za nic nie chcę wrócić do tych czasów. Co do Ukrainy- również tu się z Tobą zgadzam, uważając, że jeśli to może zatrzymać wojnę przed rozlaniem się na Polskę, to warto zrobić wszystko, żeby temu krajowi pomóc.
OdpowiedzUsuńJestem tego samego zdania, co Ty :) Serdeczności.
UsuńCzas się ujawnić, czytam Twojego bloga od wielu, wielu lat, prawie tylu, od ilu mieszkam pół roku w Polsce, a pół w Belgii - w samym Środku UE. I będę jej bronić do ostatka. Bez wspólnej Europy jesteśmy słabi, bezbronni…
OdpowiedzUsuńMiło mi, że czytasz go tak długo i podziwiam cierpliwość. Tak, potrzebna nam zjednoczona Europa. Niedoskonała, ale zjednoczona. Nie tak jak w 1939.
UsuńNo wez, Jedza! Jesli taka gowniana roznica zdan mialaby nas na zawsze poroznic, to musialabym nie byc soba, dla mnie pewne wartosci sa niezbywalne mimo przeszkod. I tez Cie kocham.
OdpowiedzUsuńMysle, ze Twoi synowie dobrze zrobili zrywajac sie w pore z UK, bo tam i we Francji jest jeszcze gorzej niz u nas. Nie jest latwo zyc w ciaglym strachu o wlasne dzieci, w moim przypadku corki, ktore sa w znacznie wiekszym niebezpieczenstwie niz mezczyzni. Wiem, ze blizsza cialu koszula i czlowiek widzi chetniej korzysci plynace z unii, ja widze to inaczej, dla Niemcow to wylacznie szkody i porazki wynikajace z czlonkostwa w unii. Mielismy dobre stosunki handlowe z Rosja, tani gaz, to bydlo ukrainskie wysadzilo dwa gazociagi, a unia zakazala. Zyje sie teraz w naprawde wielkim kryzysie, zniknela klasa srednia, sa ludzie bardzo biedni albo bogacze robiacy geszefty na unii i wojnie. Korupcja kwitnie na samej gorze KE i nikt nic z tym nie robi.
Ja jestem skazana juz na pobyt tutaj, rodzinne powiazania, brak miejsca i rodziny w Polsce, brak srodkow na emigracje, w przeciwnym razie juz dawno by mnie tu nie bylo.
Aniu, patrzysz z punktu widzenia Niemiec. My, Polacy, wciąż pamiętamy, jak ruscy nas grabili latami. I nasze stosunki handlowe były zwykłym złodziejstwem. I zapytam: jak mam wobec takiego Twojego punktu widzenia nazywać Niemców? Niemieckim bydłem? Tak, Ukraińcy mają na sumieniu Wołyń. Ale i my, Polacy, nie jesteśmy bez winy w stosunku do Ukraińców. Niemcy rozpętały II wojnę światową i przez lata niszczyli nas Polaków. Ich celem było zniszczenie nas. I tak, wiem - hitlerowcy, nie Niemcy. Ale nigdy w życiu nie nazwałabym żadnego Niemca bydlakiem. To jest historia, która jak mówili starożytni: historia vitae magistra est. Choć nie zawsze. I tak, wolę droższy gaz. Nie rosyjski. Nigdy więcej pod butem Rosji. I tak, Ukraina jest dla mnie w tej chwili tarczą dla Polski. Niezależnie od geszeftów i przekrętów, korupcji. To dzięki bezimiennym Ukraińcom moi chłopcy nie muszą gnić w okopach. Tak, nie mam szczęścia mieć córek - ale i o nie bym się bała. Nie dogadamy się w tych kwestiach raczej nigdy.
UsuńHej ! Wpadłam do Ciebie w środku nocy,rozpisałam się- z telefonu- chyba za bardzo,bo mi nagle wszystko zniknęło, potem nie mogłam zasnąć, ale.No to piszę jeszcze raz! ( teraz, po komentarzu AMP to juz bym wcale nie zasnęła! groźba sympatii szwabsko-ruskich zawsze wisiała nad nami, a 17. września tylko się przypieczętowała:) ale że to nadal wisi w powietrzu, brak słów). Moja rodzina wspomagała to "ukaińskie bydło" gdy uciekało przed bombami, oddałam moje mieszkanie gratis, póki nie znalazły pracy i jestem im bardzo wdzięczna, że są- bez nich nie byłoby pewnie chleba w mojej wsi(90% pracowników z Ukrainy), nie mówiąc już o tym, że pewnie ruskie drony latałyby mi nad głową, bo niedaleko natowskie magazyny paliwa.ale może za Odrą mieliby tani gaz!
OdpowiedzUsuńTe antyunijne nastroje widoczne są i w moim otoczeniu,a przejawia je jeden typ obywateli- tych, którym w życiu coś nie wyszło, zazwyczaj z ich winy, jakiegoś psychicznego czy fizjologicznego defektu, który wzbudza agresję ( brak magnezu?), tacy, którzy wiecznie by chcieli komuś dokopać, choć po cichutku, a teraz mogą wreszcie głośno drzeć mordę! Obecność tego drącego najgłośniej , na naszym święcie 27 grudnia wkurzyła mnie na maksa. Gromada kiboli , ośmielona , sprofanowała obchody rocznicy! ( jestem wnuczką powstańca)>
Tak, jak i Ty mogłam stąd wyjechać- babcia L. mieszkała od przedwojnia w Paryżu, potem pod Paryżem, a zmarła w 1990 roku. Zapraszała, chciała przygarnąć nas, wspomagała paczkami,J. chodziła w paryskich ciuszkach, bo wszyscy znajomi Francuzi się ich pozbywali na naszą rzecz:)Nie skorzystaliśmy. Z mojej strony też były drzwi otwarte- pradziadek ze strony mamy był Austriakiem. Zakochał się w poznanej "u wód" błękitnookiej panience, do tego stopnia, żę ożenił się i osiadł w jej stronach- bo Polski przecież nie było: Babcia ur. się w 1894 roku, była dwujęzyczna, ale razem z siostrą chodziła do polskiej szkoły. i tu - gen, nie oko:)_ spośród tylu miast Europy-uwielbiam Wiedeń:):):) A jednak nikt nas nie skusił emigracją, zawsze wolałam być u siebie! Śmieszą mnie Polacy przygarnięci w obcych państwach,oburzający się na innych emigrantów:) łaska pańska na pstrym koniu...że już zasiedzeni???Kiedyś Niemcy doszukiwali się żydowskiego przodka w czwartym pokolenie, żeby wyeliminować...Ufff... A Paryż - córka siostrzenicy studiuje tam od roku( drugi kierunek po Mediolanie)- i nie narzeka na bezpieczeństwo:) Wiadomo,są lepsze i gorsze dzielnice, jak i u nas. Nie byłam w tym roku, w przeciwieństwie do reszty rodziny- i jakos nawet moja siostra malkontentka sie nie zraziła do tego miasta:)..Tylko trochę żałuję, że sprzedaliśmy to mieszkanie po babci, ale spadkobierców było trzech, więc...
Ze zgrozą przeczytałam o Twoich szwagrach i rozważaniu o przydatności bratanka do przeszczepu! horror, jakaś dewiacja sadystyczna? Strach się bać takiego lekarza!
a na koniec -najważniejsze- dobrze, że nie poszłaś do Fawora! Film z upadków krążył w sieci!
No widzisz, jak się rozpisałam:) taki luksus emeryta- nic nie muszę:) L. przyniósł bułeczki dyniowe, kawa rozpachniła dom , mogę sobie siedzieć w ciepełku:) ( polski gaz mnie ogrzewa, nie czekam na ruski:)
Dobrego dnia!
No i tu się, Basiu, całkowicie zgadzam z Tobą. Jednak kwestie punktu widzenia na politykę często różnią ludzi, zdawałoby się - bardzo kompatybilnych. Bliższa koszula ciału jak sukmana. Udanego sylwestra :)
UsuńWzajmnie! 🥰 Niech się ten rok ładnie skończy!Annowy niech będzie spokojny!( I w dobrym zdrowiu !)
UsuńJak można drugiego człowieka nazwać bydlem??? Leczyć się kobieta powinna i to w trybie natychmiastowym
OdpowiedzUsuńCóż, nie ma łatwo. Też nie śmiałabym tak nikogo nazwać, bo w każdym narodzie są ludzie i są parapety. Zgadzam się z tym, że w Europie nie dzieje się dobrze. Ale tak już ten świat urządzony jest, że są bogaci i biedni. I to ci bogaci rządzą światem. Nie naprawią tego żadne próby rewolucji. Demokracja pozostaje jedynym sprawiedliwym rozwiązaniem, choć oczywiście nie dla wszystkich. Można mieć inne zdanie.
UsuńPodziwiam Twoją cierpliwość i kulturę w relacji z tą dziwną zaburzoną osobą.Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Beata
Usuń