sobota, 22 listopada 2014

Epopei klozetowej

ciąg dalszy i finał :)
Wstawszy rano tradycyjnie udałam się na Manhattan, gdzie tym razem długo nie zabawiłam, tłumacząc sobie, jak krowie na rowie, że w tydzień niewiele z tego co mi w oko wpadło zjem.
Leząc widziałam jak z jednego z bloków wynoszono dobytek i wyglądało mi to na eksmisję, bo okna w jednym z mieszkań były szeroko otwarte, a całość wyniesiono w plastikowych workach i stała lodówka, pamiętająca czasy mojej młodości, rozgruchotany TV i monitor, jaki miałam do pierwszego komputerka, lat temu?? 20 może???
I łzy zakręciły mi się, nie, nie że ja taka współczująca, nie wiem, wydaje mi się, że prawdziwa bieda płaci czynsz, bo ja najpierw płacę płatności... Wiem, co to bieda i brak kasy. Ale wiem, że trzeba pazurami. Wyniesione rzeczy wyglądały zupełnie jak te, które gospodyni wyrzuciła po moim bracie... Nie likwidowałam jego mieszkania, bo w dniu pogrzebu Inżynier wylądował umierający na OIOM, więc nie miałam głowy do jego rupieci, zresztą oprócz popsutego TV i jego ciuchów nic nie było w tamtym mieszkaniu...
Nie, mój brat nie był biedny ani bezrobotny.
Miał zostać bezrobotny, bo mimo że był dobrym pracownikiem, wtedy już nie umiał przestać pić.
Rządził nim alkohol.
Po facecie, który zarabiał zawsze trzy razy więcej ode mnie i nie miał nikogo na utrzymaniu nie zostało nic. Dosłownie nic.
Dlatego miałam mokro pod powiekami, bo wciąż boli...
Wróciłam do domu, wymierzyłam kibelek rysując piękny rysunek w pierdyliardowych ujęciach, wzdłuż, wszerz i z powrotem i poleciałam na autobus.
Pakunki stały, jak stały, grzebał w nich nasz osiedlowy bezdomny, co to ja mu zawsze puszki w folijkę, a zupę w słoik... Wyciągał jakieś zabawki i zastanawialam się, czy ten ktoś dziecko miał, dlaczego nikt nie pilnuje? Jak jest dziecko, wydreptuje się ścieżki i pazurami walczy, wiem coś o tym.
Wyszła ekipa, odebrali mu, co wyciągnął.
Jak wracałam, nic już nie było.
Pozostało uczucie nie wiem??? Żalu, niesmaku. Goryczy??
Co to za kraj.
Kiedyś się trzeba było mocno starać, żeby zostać bezdomnym. Na własne życzenie.
Tak, wiem, rozumiem, kolorowo jest i wszystko jest.
Tylko skąd tyle nieszczęścia w tej wolności??
Wiem, jestem szczęściarą.
Mam pracę.
Jeszcze.
Nevermind...

A wracając do kibla. Zlądowałam w tej samej Castoramie, co wczoraj i dzierżąc w drżącej dłoni (jak się nie pije, to się trzęsie) karteczkę z cyferkami szukam fachowca. Dorwałam i proszę uprzejmie o pomoc. Gość spojrzał na mnie jak na robala (no co ja mogę, żem już stara i brzydka, a nie młoda i piękna) z pogardą rzucił okiem na karteczkę i rzekł: to na nic... Zamarłam. Jaki ma pani kibel?? I wskazał ręką stojące w kilku rzędach sedesy... Zawirowało mi w oczach i mówię, że tu są wymiary, że Koło, ale nie wiem jaka seria, że sedes dawno temu kupiony... Podłużny czy owalny, czy okrągły. Ciemność zobaczyłam i za Chiny demokratycznie nie mogłam sobie uświadomić, jaki kształt ma tron na którym kilka razy dziennie siadam. Kurde, kibel jak kibel, jedno wiem, kwadratowy nie jest... I znów, że wzdłuż ma... I patrzę mu w oczy, a on nic. Kurwa. Warknęłam: klapę kupiłam lata temu w Lidlu. Uniwersalna była. A... Było tak mówić od razu, rozjaśnił się fachowiec. Tu jest uniwersalna i pokazuje mi cudo jakieś za 100 zł. No nie, chce, żeby mi tyłek odpadł, jak na tym siądę?? Nieśmiało załkałam: a coś tańszego?? Tu pani ma... Ojapierdolę, wczoraj gościu inny, bo inny twierdził, że nie mają klap uniwersalnych i odradzał mi tę. Mialam dość. Powiedziałam: biorę. Dał mi karton i poszedł, nie zwracając uwagi na moje grzeczne dziękuję. Bo ja grzeczna dziewczynka jestem, choć stara i brzydka, a co?? Patrzę, a karton się rozlatuje i wydedukowałam, że ktoś kupił i oddał, bo w Castoramie tak można. Jako totalny lajkonik kiblowy nie byłam pewna, czy w otwartym kartonie są wszystkie śrubki i inne zawijańce, zatem zaczęłam na półce szukać nierozpieczętowanego kartonu no i... spadła klapa demonstracyjna, trzymająca się na jednej śrubie... Akurat kolejny "fachman" przechodził i mnie objechał za to. Kurwa mać. Wiem, że praca ciężka i niewdzięczna, bo Pierworodny taką miał na studiach, ale na litość boską!!! Przecież celowo nie zerwałam, a że pólka przy podłodze, a ja stara, gruba i ciężko mi się schylić i wyciągnąć coś?? Pracownicy czasu nie mają, markety tną koszty. Gdybym wiedziała, gdzie jest sklep z klapami poleciałabym na skrzydłach, ale nie wiem!!! Z trzech w okolicy nie ostał się żaden!!!
Nic to, Michałku, nic to kochany pamiętniczku.
Trzymając w ręku kamień zielony (tfujjjj, stój, wróć) klapę od kibla, tak jakby to był Puchar Polski pomknęłam rączo do kasy i po drodze wpadłam na...



Prawda, że piękny?? :) I pasuje do pokoju. Wiem, obiecałam sobie, żadnych dywanów i innych kurzołapów, ale... koło biurka na początku miałam taką plastikową płytę, jako ochronę, żeby fotel paneli nie porysował. Taki jeden geniusz mnie na nią namówił, ale u mnie się toto nie sprawdziło, bo układ jest taki, że się nie mieściła ta płyta i wcisnęliśmy ją pod meble, kosztem kręgosłupa Kierownika Budowy, Nie było tego jak czyścić, pod spód dostawały się śmieci, a gdy raz z pomocą Pierworodnego wyciągnęłam i umyłam, cholerstwo elektryzowało się i jak to suszyć?? Próbowałam przeciąć na pół, nie dało się, połamało i raniło w nogi, jak się potknęłam. Wzięłam więc i wywaliłam (a 100 zł paskudztwo kosztowało) i przeprosiłam się ze starym dywanikiem. Ale dywanik był za mały... Ten jest za długi, ale ok, nic nie szkodzi, fajnie leży, ciepły jest i mogę na nim bose nogi trzymać. Kosztował 50 zł, więc zrobiłam sobie prezent z okazji bez okazji :P
Wróciwszy do domu zabrałam się do klapy jak do jeża.
Śruby w starej zakręcał Inżynier, więc hmmm... Krzepki jest, a klapa i tak się suwała na boki :P
Mocuję się z nimi i nic...
Ale instrukcję składania nowej klapy w przeciwieństwie do instrukcji składania roletki z Biedronki rozgryzłam w 3 minuty...
Poszłam więc do skrzynki z narzędziami, znalazłam kombinerki, jeszcze raz próbuję śrubę (tą ręcą) i tadammm... zlazła gładko, jako i druga.
Wystraszyły się kombinerek?? ;)
A potem już poszło lekko, choć trwało wieki, bo ta śruba taaaaaaka długa.
Klapa jest o milimetr za wąska, ale leży pewnie na sedesie i niech już tak zostanie.
Jestem dla siebie pełna podziwu i do jasnej cholery jestem wielka :D
Taki drobiazg, a cieszy.
Jednak życie w pojedynkę bez ramiona jest czasem ciężkie.
I jakkolwiek moja Teściowa była jaka była, zawsze do takich cudów wianków podesłała fachowca z warsztatu swojego, a później chłopcy przejęli pałeczkę. A na stara lata na złotorączkowanie osobiste mi przyszło. Wprawdzie za 2 tygodnie Inżynier by zrobił, ale co tam :)
A tymczasem Patryczek

... widzę, że przymierza się do szaleństw w wolnej chacie, jak mnie nie będzie... Romantyczna kolacja?? Hmmm... I skąd on wie, że jajka zostaną?? Że nie dam rady ich zjeść?? Rade Misie tańcują, kiedy Starej Jędzy nie czują. Wiedziałam. Ta pęknięta klapa to pewno ich sprawka. Na bank...

A Patryk nadal się na ten świat nie spieszy... No nic, mogę tylko czekać.

Śniło mi się dziś, że puściłam w zamkniętym numerze błędów jak mrówków...
No cóż, co ma być, będzie.
Widocznie się starzeję, ale za niedługo będzie mi wolno :P

Przyjemnego wieczorka, kochany pamiętniczku...
Jutro dzień wizytowania. Skype'owcy się zapowiedzieli, a i Szwagry wlecą... Oj, będzie się gadało, aż pypec na jęzorze wyjdzie.
Wszyscy się miło zapowiedzieli i umówili, oprócz C., który jednak focha strzelił.
Hmm...
:)
Nic więcej nie powiem :D

5 komentarzy:

  1. hahaha a wiesz co chciałam jutro zrobić ? przyjechać do Poznania i oznajmić że oto jestem :-) już wyszukałam połączenia w ta i we ta ale niestety mój człowiek nie podziela mojego spontanu i pozostanę w bezpiecznej odległości od łóżka
    z tą klapą to na prawdę jazda , ja ostatnio chciałam z allegro wolno opadającą ale Paskud właśnie zasiał mi ziarno niepokoju że może nie pasić i wzięłam na wstrzymanie a tam taka promocja była no !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszyłam się Twoją gotowością, aczkolwiek byłaby jutro jazda bez trzymanki :* Zapraszam po Nowym Roku, bezapelacyjnie... Właśnie ta za 99 zł była wolno opadająca i uniwersalna...
      http://www.praktiker.pl/produkt,53346,680/deska_wc_aiden.html :) Z Praktikera, bo skubańce z Castoramy nie podają ceny :> Ale i tak zawsze może milimetr brakować, jako i mi, ale... Kurde, epopeja o desce klozetowej wyszła :D

      Usuń
  2. No i zdrowiej, nie daj się... Taki czas łapania choróbsk... :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ruda dzięks ale to nie choroba sezonu a raczej mam nowego Leona tyle że w lewej nerce , w pon pójdę z moczem a zaś do znachora już ze świstkiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, to faktycznie niehalo. Przytulam mocno i musisz się naprawdę paskudnie czuć :(

    OdpowiedzUsuń