mnie wczoraj trafił, bo coś mu muliło i wywaliłam ciasteczka. I stało się, nie mogłam w żaden sposób wejść na fejsa ani na iitvinfo. Jak dla mnie, nałogowca tragedia.
Piszę do Inżyniera, ale jego rady już zastosowałam w praktyce i nic. Telefon w Orange działa wszędzie OK, ale sieć WiFi - dupa te dwie strony.
Poszłam spać.
Wstałam z nadzieją, że jest OK, ale nie, dalej dupa blada.
Więc skrobnęłam emilka do pomocy technicznej providera, nie licząc na wiele, ale ze strony wynikało, że dziś mają dyżur.
I polecialam do Cynobera, który jest informatykiem, a że miałam dobry obiad, wiedziałam, że mi się nie oprze.
Po powrocie do domu okazało się, że strony chodzą i Cynober nie ma nic do roboty. Zastanawiam się, cud czy pomoc techniczna, bo już kiedyś z routerem miałam cuda wianki, a napisałam im, że mają sami naprawiać, bo głucha jestem i po instrukcje do nich nie zadzwonię. W tym szaleństwie jest metoda jak widać :D
Wywlókł mnie zgodnie z umową na miasto i przedreptaliśmy razem jakieś 15 km :) Tyle pokazał pedometr, a ten jazdy bimbą nie liczył, więc się zgadza...
Resztę Endomondo nabiło, jak pod koniec padnięci na pysk pojechaliśmy już bimbą, ale w sumie wyświetliło prawie 27 km :)
Jutro robimy poprawiny, a co ;)
I tak pogoda była letnia, przecudna, miałam tylko kurteczkę, ale on założył swetr i kurtkę zimową, już nad Wartą zrobiliśmy zespołowy strip-tease, żałowałam, że nie mam sandałków.
Polecieliśmy najpierw okrężną drogą do wujka Mietka, potem na Nowinę, na końcu na Junikowo i bimbą do domu.
A dzień za serce łapał...
Na Nowinie u wejścia zatkało mnie, wielka czarna płyta a na niej wyjechane w Kosmos wielkie białe chryzantemy, te kule w kilku wazonach. Nie sfociłam. Śmierdziało wielką kasą i jak się okazało, był to grób ojca Kulczyka...
Ale inne za serce łapały...
A prababcia Cynobera miala, a jakże, zielonego Chrystusa, nie ma innej opcji :)
No i koło cmentarza zauroczyła mnie nazwa, kurde, to już nawet psy mają salony piękności.
A na Junikowie byliśmy w nowej części i tam wpadłam na grób Antoniny Kaweckiej...
A to mnie zatkało... Cygańskie grobowce...
... że ojapierdolę...
Odprowadziłam go tradycyjnie na autobus, w letniej kiecce i w sandałkach (nie, że w takim stroju tradycyjnie, ale 1 listopada to ojapierdolę) i... było mi bardzo ciepło. Więc dzień był wyjatkowy jak na listopad...
Jutro idziemy na Zaduszki na dębieckie cmentarze...















ale te cygańskie grobowce piękne są !
OdpowiedzUsuńHmmm... Nie to ładne, co ładne, ale to, co się komu podoba :) Mnie nie powaliły na kolana, rzut beretem dalej siedział żebrzący Cygan z dzieckiem, a i Cyganki żebrzące się kręciły. Dla mnie te grobowce są bez serca. Moje płakało na Samotnej, w Zaduszki. Zero komercji, niewielu ludzi i ocalała pamięć. Ale każdy kocha inaczej :)
Usuń