środa, 30 marca 2016

Święta

święta i po świętach :)

wizyta u Kierownika Budowy całkiem spokojnie, miło i serdecznie, aczkolwiek...
Hmm. Moje najczarniejsze obawy się krystalizują. I oby nie. Bo zaczynają się tarcia na tle. Była Jego teściowa, w sumie spoko kobieta, ale... Każdy ma jakieś tam, ona ma swoje zdrowie. No i zostałyśmy wywołane do raportu, obie, że niby Żona Kierownika za dużo na telefonie klepie. Widzę tu replay z mojej Synowej, która też karmiąc piersią, non stop wisi na telefonie. Z tym, że Pierworodny, delikatnie mówiąc, ma na to wyjebane i wisi na swoim. I tak sobie wiszą. Zaś Kierownik, niebędący od wiszenia też daleko, chce, by jak on nie wisi, ona też nie wisiała. I co mam rzec? Wsiałam na książce, nawet karmiąc czytałam, ale to chyba jednak inna bajka, niż wiszenie na forach i "gadanie" z innymi, nierealnymi w sumie.
Takie czasy, takie sprawy, takie problemy.
Mnie osobiście drażni i to bardzo to reklamowane karmienie piersią na żądanie. I niech mi się tu nikt nie obraża, dla mnie to jest po prostu wymówka do nicnierobienia. Call The Midway właśnie skończyłam i tam też, a to dociągnęło do lat 60. do całej tej afery z talidomidem, po którym rodziły się dzieci bez kończyn, karmiono dzieci wprawdzie piersią - ale co cztery godziny i żadnego cyca w międzyczasie. Sama miałam dzieci w latach, kiedy też przywiązywano wagę do regularnych godzin karmienia i nie dawano między posiłkami nic, prócz herbatki. Nie narzekałam na swoje dzieci, godziny karmienia były święte, ale też miałam te cztery godziny między karmieniami, kiedy ogarniałam tę kuwetę, zakupy zrobiłam, pranie, inne takie tam. I zakupy to była batalia, bo wszystko trzeba było albo zdobyć, albo wystać w kolejkach, nie jak dziś, że idę do sklepu i wybieram z pierdyliarda rzeczy. Prałam też w rękach na początku, potem dostaliśmy "Franię", a przy Inżynierze los się zlitował i dorobiłam się automatu na pożyczkę dla młodych małżeństw. Eks stał po automat dwa tygodnie w kolejce.
Mieszkaliśmy na 16 m kwadratowych, gdzie jeszcze chałupnictwo robiłam w owym czasie, a to sztuczne kwiaty, a to malowanie na tkaninach, a to elektrody do EKG. Ale nigdy nie było bajzlu, bo się nie dało. Inaczej nie mogłabym nic zrobić, gdyby bajzel był.
I nie piszę tego po to, by sobie pomnik postawić, z sentymentem wspominam tamte dni.
Bieda była, ale była miłość.
I co dzień lazłam do kiosku Ruchu (na dobry początek dnia), gdzie jedna z pierwszych w kolejce, dopchawszy się do okienka recytowałam (do dziś litanię pamiętam): Głos, Poznańska, Ekspres, Kurier - i potem w zależności od dnia tygodnia: Polityka, Dookoła świata, Kobieta i Życie, Filipinka, Świat Młodych, Bajtek, Zwierciadło i inne, których już nie pamiętam. I wszystkie były od deski do deski przeczytane. Oprócz tego byłam zapisana do biblioteki i tak ze 4 książki tygodniowo łykałam.
Gotując, piorąc, zakupując, pracując, pomagając teściowej w warsztacie, załatwiając jej sprawy po urzędach.
Na obiady często wpadała teściowa, mój ojciec i brat.
W niedzielę była cała hołota.
Nie wiem, może dni były dłuższe?
Ze strony Eksa nie miałam żadnej pomocy, taki luksusowy model mi się trafił. Ale kochałam gada, więc nawet nie narzekałam :D
Dziś nie mam żadnych obowiązków w sumie. Praca marzenie, wyłączając dni zamykania, ale to w sumie co najwyżej tydzień w miesiącu.
Mieszkanie sprzątam raz na tydzień.
Pranie to zabawa.
Zakupy żaden problem.
Nie czytam nic. Z gazet ostała mi się tylko Polityka, a i często tylko po tytułach polecę. Wersja elektroniczna.
Nie czytam, bo po 24 latach pracy w korekcie nienawidzę czytania (tak to miłość zamieniła się w nienawiść).
Wyborczej nie czytam, bo albo idę do pracy, a idąc trudno czytać, albo jadę z takimi przesiadkami, że gazety nie zdążę otworzyć. Zresztą nie mam jej gdzie kupić, na osiedlu nie ma takiej opcji.
Ale... Nie wyobrażam sobie, że mając małe dzieci zajmowałabym się non stop ich karmieniem, wyłączona z życia, bo dziecko znów płacze i trzeba je nakarmić. Nieważne, że nie było wtedy Internetu ani komórek z netem. Też mogłam lec i czytać, bo czytałam wszędzie. Wszędzie były porozkładane gazety, książki. Czytałam gotując, piorąc, przewijając. Dziesięć rzeczy naraz i ogarniałam. Ale... Nieważne ile czytałam, wszystko było zrobione. A te dziewczyny, jak tak z boku patrzę, wykorzystują fakt, że karmią na wytłumaczenie, że: nie ugotowały, nie wyprały, nie zrobiły, bo... musiały karmić i nosić, bo płakało. Nasze też płakały, ząbkowały, chorowały. Ale jakoś się to ogarniało. I nie miałyśmy chust ani nosidełek (jeżu kolczasty, jak nie serce boli, jak widzę chusty i nosidełka, oszalałabym z radości mając takie coś). Dzisiaj mają, ale... O to się buntował i KB, i Pierworodny - mają, nie używają. Nie używają, bo... I tu pierdyliard wymówek.
Nauczyłam się zaciskać zęby, choć wciąż ciśnie mi się na usta: bo ja...
No wiadomo, ja, Stara Jędza, ideał, wzór.
Nie, to nie tak.
Inne czasy, inni ludzie.
Moja mama, mimo że pracowała, że w zasadzie utrzymywała dom, bo ojciec potrafił z wrodzonym wdziękiem całą wypłatę (a zarabiał 3 razy tyle, co ona) przepić w jeden dzień, jak miał fantazję, a miewał ją często, wciąż nie widziała życia bez mężczyzny u boku, mimo że nawet mieszkanie było jej.  Ale zdążyła mi powiedzieć: ucz się, żebyś nigdy nie była od nikogo zależna, a już na pewno nie od mężczyzny. I tego się trzymam.
Staram się moje życie utrzymać w ryzach. Sama. Na nikogo nie licząc.
Nie mówię, że mężczyzna nie może być partnerem. Może. Ale nie można działać w drugą stronę i robić z niego takiego kozła ofiarnego, jakim byłyśmy my, kobiety, kiedyś.
Że ma pracować i w domu robić, i jeszcze wszystko znosić.
Nie trafiają do mnie argumenty: nie mogłam nic zrobić, bo dziecko.
Znam też dzielne kobiety, takie jak Sikora, co robią więcej niż ja teraz, z uśmiechem. Mimo dwójki półdiabląt (słodkich, ale ząbkujących jednocześnie) na karku.
Można.
Trzeba po prostu znać proporcje.
Ano.
I sorry Winnetou, nie nadaję się do rozstrzygania, kto ma rację w tym sporze.
Mam na ten temat swoje zdanie, uważam, że większość dziewczyn po prostu wykorzystuje fakt, że w karmieniu cycem mężczyźni nie mają szans, do tego, żeby wykręcić się od prozy życia.
A tak BTW, nawet mi nudzi się całodzienne sterczenie i wiszenie na kompie.
Nawet jeżeli na cycku mi nic nie wisi :D

Zła jestem, bo muszę w piątek iść znów na badania okresowe.  I zastanawiałam się nad sceną balkonową, ale w sumie? Co mi to da. Dobrze, że mnie wysyłają, znaczy się, nie chcą się mnie pozbyć. Wkurw kierować na dupne przepisy, nie na zakład pracy. Ano. Że w moim wolnym czasie? Oj tam :D Odbiję sobie. Więc nerwy w konserwy i na eksport.

A teraz prywata i śledztwo.
Szanowne Czytaczki: dziękuję serdecznie i pięknie za prześliczną kartkę z życzeniami, którą dziś ze szpary unijnej wywlekłam. (Bo wczoraj nawet z domu nie wyszłam, musiałam Call The Midway skończyć). Na kopercie cudny napis, że to nie pomyłka, aczkolwiek P.S. z kropkami :) Nie wnikam, kto sprzedał moje namiary, dziękuję autorce przepięknej kartki, ale... choć domyślam się, kto to, nie mam stuprocentowej pewności :) Będzie mnie to po nocach gryzło, podgryzało i męczyło :P

No i popatrz, Kochany Pamiętniczku, pora do pracy wracać chyba, bo znów ze mnie wychodzi erotomanka gawędziarka.
Ale mnie gryzie to wszystko i nie mogę tego ogarnąć...

A bratkom zimno nie przeszkadza, a mi tak! To nie jest pogoda na włóczęgę i na delektowanie się wiosną. O nie!




15 komentarzy:

  1. no to Cipo wiem że masz rację z tym karmieniem ! nie dość że migają się od roboty to jeszcze co niektóre twierdzą że dziecko nie powinno nic więcej pić tylko to z piersi !? się nie dziwię że dzieci non stop płaczą no bo pić im się chce zwykłej wody !
    poza tym z tą robotą też masz rację , moja Mama miała nas troje , nie miała pralki , chodziła do pracy i też miała wszystko zrobione teraz im więcej mają udogodnień tym mniej czasu mają
    właśnie dziś odwiedziła mnie kumpela z którą doszłyśmy do wniosku że jakby tak zabrać ludzkości komputery i komórki to byłby niezły jubel

    OdpowiedzUsuń
  2. O, popatrz. Ty jedna się ze mną zgadzasz. A młode pokolenie robi swoje... I klika. Pocieszyłaś mnie, że nie zwariowałam, ale młodym mamom się narażę. I dzięki temu jestem starą wariatką i wredną teściową. Mi można zabrać neta. Mam w domu tyle książek, że nie będę musiała chodzić do biblioteki. Do braku neta się przyzwyczaję. Będzie mi tylko brakowało bloga i paru osób. Zapas świeczek też mam :D Patrzę: piją i ulewają. Też bym rzygała samym mlekiem... Od czasu do czasu trzeba sobie piwko albo inne procenty strzelić :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurcze, a ja juz sie zastanawialam czy to mi sie przypadkiem na mozg nie rzucilo. Sama dzieci nie mam, i nie chce, wiec moze nie powinnam oceniac, ale zastanowilo mnie jak bylam u brata, ze mimo iz pracuje normalnie i to ciezko, to on sprzata, on kapie starsze i czyta ksiezeczki, on gotuje po pracy i bez marudzenia wiesza pranie i uklada suche. On odwozi starsze do przedszkola i robi zakupy.
    Bo ona karmi i zajmuje sie dzieckiem. Powaga. Jakby mi to opowiedzial, to nie uwierzylabym, ale widzialam na wlasne oczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. idealnie napisałaś to, co myślę o niektórych współczesnych matkach:) mam jedną taką w rodzinie, nic nie robi, bo ma dzieci i tak sobie okręciła familię wokół palca, ze każdy skacze jak jej pasuje. cała rodzina, mąż, teściowie, rodzice, pani od sprzątania, koleżanki... nie prasuje, bo nie lubi ( prasuje jej mama z teściową ), nie sprząta, bo ma dzieci i też nie lubi, gotuje tylko dzieciom, ale jak może ktoś jej podarować jedzonko to chętnie przygarnie, bo gotować tez nie lubi a dodatkowo ma dzieci... i takie ma argumenty od pierwszego dziecka;) na plus można poczytać jej zdolności organizatorskie i siłę ramion, bo ciągle z dzieckiem przy cycu ;))
    imbirella
    imbirella

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jako młoda (choć już nie aż tak młoda) mama powiem szczerze że wkurza mnie ta cała nagonka na cyca :/ moje dzieciorki oboje na butli i jakoś dobrze się rozwijają. Choć nie ukrywam że kilka razy usłyszałam oburzone słowa "jak to nie karmisz?!" nosz kurde karmię tylko że nie cycem. Nazywamy nasz sposób wychowania szkołą życia. Nie pozwalamy by 18sto i 6ścio miesięczne maludy rządziły wszystkimi. Czasem muszą sobie popłakać. Jednak nigdy tez nie odmawiam im przytulania. Potrafię zrobic z nimi wszystko od zakupów w trakcie spaceru po wykonanie 12 baranów z masła na Wielkanoc, trzeba po prostu chcieć. I jedyne na co mi właśnie braknie czasu to Internety. No ale teraz taka moda by być matką cycatą, na każde pierdniecie. Niestety mam sporo zbajomych którzy przez dzieci siedzą non stop w domu, bo dziecko źle znosi ubieranie albo co innego się znajdzie. A my z naszymi wszędzie gdzie się da to staramy się być i mam dzięki temu super kontaktowe dzieci :) uff sorki za ten słowotok i mam nadzieję że będzie choć trochę zrozumiały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiałam Cię na przykład, Sikorzynko :) I nie ma znaczenia, czym karmisz dzieci, ważne, że o nie dbasz. Tez nie karmiłam cyckiem, ale gdybym karmiła, dawałabym tak samo: 4 razy dziennie i szlus, a nie na żądanie.
      A tak żartem: wszyscy wiedzą, że Małe Sikorzątka z głodu płaczą i korę z drzew obgryzają :D ;) Babcia Be je ukradkiem i chyłkiem dożywia :P

      Usuń
    2. Taaaa a Sówce gdy zabraniam slodyczy to daje krakersy lub herbatniki bo to nie słodkie ;>

      Usuń
    3. Ale to nie tylko Babcie tak robią :) Ciocie też mają taką tendencję :P

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Karmiłam Klarę piersią krótko. Mało pamiętam z tego okresu. Miałam depresję. W tamtym czasie, pewnie jak ktoś obserwował nas z boku, to też mógł pomyśleć, że jestem leniwą babą. W zasadzie przez pierwsze miesiące życia Klary, zajmował się nią (i mną) R. Oczywiście pracował, na szczęście wtedy miał bardzo blisko z pracy do domu, więc biegał w tę i z powrotem, żeby przebrać dziecko, podać mi do karmienia itp. W nocy też on wstawał i do dziecka i do mnie. Dom też musiał ogarnąć, bo ja nie byłam w stanie... Nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje, gdy patrzymy na coś z boku. MamaKlary

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, że da się różnicę z boku zaobserwować. Zachowanie kobiet z depresją poporodową jest z goła odmienne od manipulantek otoczeniem i wygodnickich. Co więcej, jeśli chorej kobiecie wydaje się, że umie ukryć swoją chorobę (czy też jej rodzinie) to się myli, kwestią jest to, że w naszym kraju nikt o takich sprawach jak depresja poporodowa nie mówi, nawet jeśli je widzi to je przemilcza, przytakuje i utwierdza w przekonaniu, że niby ten problem jest niewidoczny. Nie umiemy po prostu na tak trudne tematy mówić, a co dopiero rozmawiać, nie umiemy też reagować odpowiednio - więc... najlepiej udawać, że wszystko jest tak jak być powinno.

      Z resztą dotyczy to nie tylko depresji poporodowej, ale ogólnie depresji jako takiej również. Z tą jednak różnicą, że w tej poporodowej stroną jest jeszcze mały, bezbronny człowiek, więc reakcje są jeszcze trudniejsze. Niestety, przy zwykłej depresji, często bywa tak, że dzieci (już nieco większe, albo i nie) również cierpią... bo brakuje im właściwego, emocjonalnego kontaktu z matką.

      Choroba jest chorobą, a fanaberie są fanaberiami, tak jak wygodnictwo jest wygodnictwem, więc jak ktoś się zatrzyma i popatrzy bez idealizowania, bez problemu dostrzeże różnicę.

      Usuń
  8. Wczoraj paluszkiem o tych cycach stukałam w tableta i... mnie wywaliło w kosmos...

    No więc, Młody, jako, że urodził się pod okiem "znajomej" doktorki, miał specjalne fory: karmić na żądanie, albo co 2 godziny... nadmienię, że 20 lat temu, na prowincji, noworodki leżały na osobnych salach niż matki, a sale matek były grupowe (12 nas było na sali) i raz, że ja się nie wyspałam, dwa, że te co karmiły normalnie (co 3,5 lub 4 godziny) chciały mnie żywcem i wzrokiem zamordować, to Młody miał jeszcze ambiwalentne podejście do jedzenia... i jadał co 2 przyniesienie...

    Z ulgą po 9 dniach wrócilim do domu, a po 3 miesiącach, za obopólną zgodą przeszliśmy na butlę i przesypialiśmy od 22 do 5 - 6 rano, a i w ciągu dnia 2 - 3 godzinna drzemka była normą. Rarytas? Nie sądzę. Fakt, że udało nam się, bo kolki nas ominęły, ale poza tym - dziecko ma swój rytm, i rytm ten nie polega na wiszeniu u cyca 24h/ dobę. Do tego, dziecko wietrzone musi być, bez względu na pogodę, jeśli akurat nie jest przeziębione. Wietrzone niejadki lepiej jedzą, a i lepiej dzieciaki śpią.

    Mam znajomą, która, ma 2 dzieci 5 letnie i 1,5 roczne... z obojgiem wisiała co chwilę na cycu, pić nie dawała, bo mleko wystarczy za jedzenie i picie (mój Młody nie umiał pić wody i herbaty z butli, bo był zbyt łapczywy i się zachłysnąć potrafił, a mniejszy dziurek w smoczku sprawiał, że się irytował, bo nie leciało... więc kropla, po kropli z łyżeczki malucha prawie od samego początku poiłam)...
    Teraz, że cyc już jednak w odstawkę poszedł, to znajoma owa pcha w dziecięta wszystkie te "zdrowe" i "bogate w witaminki" jogurciki, musiki, soczki, kaszki, papki, słoiczki i inny syf, bo to zdrowe... do tego tak jak karmiła cycem, tak karmi teraz - non stop. to biszkopcik, to winogronko, to soczek marchewkowy, a później wycie "BO ONI NIE JEDZĄ OBIADU!" No i jak mają jeść, jak nie są głodni? Jak mają być głodni, skoro cały czas coś w nich wpychasz. Nie wytłumaczysz. Jak grochem o ścianę. No i oczywiście, Tatuś jest wielkim złem, bo nie ma czasu odbarczyć jej popołudniami, bo zapierdziela po 10 godzin albo i więcej, i w weekendy... a ona sama w domu z dziećmi, i ona już tak nie może... Obraziła się gdy jej powiedziałam, że skoro chciałaś pracować i wieść życie towarzyskie to... trzeba było się zabezpieczyć i dzieci sobie odpuścić. No i jeszcze żeby nie marudziła, bo jej matka miała ich 3, kawał pola do obrobienia, stajnie do obejścia, wodę w studni, zimną, nie miała pralki, łazienki, ani mikrofalówki, a wyżyli, głodni i brudni nie chodzili...

    Irytują mnie te dzisiejsze mamuśki. Jak Młody taką sobie znajdzie, to będzie ot jego problem... palcem nie kiwnę, co mu sukcesywnie tłumaczę, że pomóc mogę, ale wyręczać nie będę... gdyż ciągle jeszcze mogę sobie własne urodzić, gdybym miała fantazję na zmienianie pieluch... tetrowych rzecz jasna, bo 3 lub 4 latek z pampersem to mnie po prostu przeraża!

    OdpowiedzUsuń
  9. Święte Twe słowa i o to właśnie mi chodzi, Demirjo. Mamo Klary, współczuję, że musiałaś przez to przechodzić, ale nie takie rzeczy miałam na myśli! To potrafię zrozumieć i sama bym im pomagała. Ale i moja Synowa, i Żona Kierownika to dziewuchy zdrowe i nic im nie brakuje! I nawet się śmieją, że za mleczarnię robią. Synowa zaś, będąc u mnie, uważa, że powinnam się zająć wszystkim i wszystkimi, sprzątać po niej bajzel, a robi nieziemski, gotować, zakupy robić, z dziećmi na spacer polecieć, wykąpać, bajeczkę przeczytać, zatańczyć z przytupem i z półobrotu, bo... ona karmi.I oburza się, że mam dość, że chcę oglądnąć spokojnie film, a nie zapierdalać 24 godziny na dobę. Co najmniej tydzień, bo takie wczasy sobie u mnie zamawiają. O co chodzi, przecież nie karmię! I powinnam być zachwycona, że mam towarzystwo. I o tym ta bajka jest :)

    OdpowiedzUsuń