najlepszym przyjacielem dziewczyny, co nie Kochany Pamiętniczku?
Najpierw zauważyłam, że pękła słuchawka bezprzewodowa, za którą kilka miesięcy temu zapłaciłam ponad stówę, a obchodziłam się z nią jak z jajkiem, ą, ę, bułkę przez bibułkę. No i ciśnienie podskoczyło. Nie pomogły tabletki uspokajające, druga w nocy, a ja co kawałek siku i z boczku na boczek. Nie, żebym sikała, nie, jak dziecko, kurwa, jak dziecko... O trzeciej w nocy zrozpaczona chciałam przez balkon skakać, ale...
Kocek.
Tak.
Uratował mi życie po raz kolejny...
Bo kocek to i wtulić się można, i popłakać, i nakryć nim.
Nakryłam stopy kockiem.
Nie, że mi zimno było, choć od otwartego balkonu piździło już zimnem zza koła podbiegunowego.
Nie. Kocek na nóżki i już nie musiałam liczyć baranów, owieczek, pająków, żabek, latać siku ani nic innego.
Zapadłam w sen.
Rano rzuciłam się jak sęp na strony netowe, ale słuchawek takich, jak chcę nie ma. Bezprzewodowe mają pałąki, a ja z pałąkiem nie chcę. bo włosy mi się ledwo kupy trzymają.
O, przez tę noc osiwiałam do reszty, proszę Kochanego Pamiętniczka, co widać.
No ale ryzyk fizyk pojechałam do Saturna, gdzie ostatnio zostałam uprzejmie obsłużona. Tym razem nie. Gościu albo się nie orientował, albo miał za swoją pensję w poważaniu, machnął ręką przed półką zawaloną słuchawkami i pomaszerował w głąb sklepu.
Macałam jak co poniektóre paniusie na targu macają, ale nic nie wymacałam. Zdegustowana powlokłam się do iSpotu, z nadzieją tlącą w sercu.
A Demirja mówiła, że teraz to wszystko będzie do dupy...
I po drodze czarno to widziałam
Czarne balony były jak na pogrzebie.
W iSpocie pan Kierownik podrzucił mnie Praktykantowi beztrosko, a ten przedstawił mi słuchawki takie, jak chciałam. No, jeden feler miały, cenę. Blisko 900 zł, więc uśmiechnęłam się, mówiąc, że za drogie dla mnie jednak i podziękowałam. Ale moje bystre, sokole oko, widzące zawsze to, co nie trzeba wypatrzyło na półce power bank. Wprawdzie Inżynier zabawkę tę mi obiecał, ale się rozeszło po kościach, jak ostatnio wiele rzeczy, więc rozżalona na cały świat stwierdziłam, że kupię sobie sama... Jeszcze małolata opytałam, czy aby na pewno do "ajzabawek" i w którą dziurkę się wtyka i lżejsza o 80 złotych pojechałam do domu...
A w domu... szlag...
Oczko mu się, temu misiu odlepiało... Znaczy się ten dynks od razu zleciał, a to białe klejkie było. Piszę do Inżyniera, ale ten zarobiony po kokardkę i kucyki...
Przypomniało mi się, że Synowa taką zabawkę ma i drążę... Jej tam nic nie odpada, chociaż ma inną. Wychodziłam z założenia, że mi też nic nie powinno odpadać, bo toto przeznaczone jest do noszenia w kieszeniach i torebkach, to jak to tego dynksa szukać.
Zła, bo i czas, i miesięcznego już nie mam, więc płacę, sruuuu apiac do sklepu...
A pan Kierownik próbuje mi wmówić, że taka uroda rzeczy. No to proszę o otwarcie drugiego pudełka, bo w międzyczasie potrzymał dynks ze dwie minuty i się skleiło... Otwiera nowe pudełko i okazuje się, że ma to wszystko być w całości, a nie w kawałkach. Zatem wetknął mi nową zabawkę w stare pudełko (poprzecinałam w domu taśmy, a on ostrożnie odklejał), a spsutą schował i taśmy zakleił. Pewno sprzeda następnemu nieszczęśnikowi...
I jak tu wierzyć firmowym sklepom?
W domu wyciągam i znów w płacz i lament, bo kabel nie pasuje do ajfonika...
O - tu końcówki od power banku i ajfonika, różnicę widać na oko od razu...
Piszę do Inżyniera, ale ten nie odpowiada, nawet się nie złoszczę, wiem, że ma sajgon w pracy. Piszę do Synowej i w międzyczasie olśniewa mnie, że jak wsadzę kabel od ajfonika do tego, to będzie działać. Rozmawiam z Synową jak gęś z prosięciem, ale już zaczynam trybić, że muszą być dwa kable :) Wykończyłam dziewczynę, mam nadzieję, że mi wybaczy, bo już potem nie odpisała :) A pytałam Praktykanta, czy w zestawie są kable w komplecie! Powiedział, że tak... Jednak mieliśmy co innego na myśli.
Myślałam o tym, żeby to ustrojstwo nosić bez kabli, jeden kabel w domu, jeden w pracy.
Teraz musiałabym dokupić kolejne kable, to nie, dziękuję, postoję. Kabel do ajfonika ponad stówa.
I jak tu żyć, Kochany Pamiętniczku, jak żyć. Skąd kasę brać?
Spsuli kultowy napis na blaszaku. Fakt faktem, że nie każdy z Dębca... A obok był piękny napis: Jak widzę Lecha W. to jestem za aborcją...
A mi dziś łeb napinkala z tego wszystkiego i sprzątanie odłożyłam na jutro.
Dość wrażeń na dziś, a nie wiadomo, jak długo pociągną słuchawki sklejone taśmą...
I to tyle na dziś, Kochany Pamiętniczku.
Pięć lat temu Pierworodny się żenił.
Jak ten czas zapinkala...
a nie mogłaś od razu wziąć ajfonika do sklepu co by dopasować i teraz pojedziesz 3 raz ? ponoć do 3 razy sztuka :D
OdpowiedzUsuńNie, nie, nie, to skomplikowane, ale mam wszystkie kable. Noga moja tam więcej za próg nie wejdzie. Nie wiem dlaczego, im droższy sklep, tym bardziej nadęta obsługa. Wiem, że ubogo i dziwnie wyglądam, ale jeszcze mnie stać na płacenie i nie zawracam głowy dla sportu... Ajfonika miałam ze sobą, zawsze mam, jeszcze pod nos Praktykantowi tkałam, ale olał, no a jakże, nie najnowszy to już model... I wkurwia mnie ocenianie po okładce.
OdpowiedzUsuńA i jeszcze chciałam napisać ze dłuższą chwilę zastanawiałam się co to kocek a to kocyk
OdpowiedzUsuńNo bo u mnie w domu są kocki i duposzeczki oraz kordełki... Tak wyszło ;)
UsuńKordełki i u mnie są :-)
UsuńKordełki i u mnie są :-)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń