sobota, 17 września 2016

Standard

sobotni.
Manhattan.
Niestety, nie dostałam dywanika, na który polowałam, za to cała masa gadżetów na Halloween już jest. Mam parę, ale rączki mnie znów zaświerzbiły, zwyciężył jednak zdrowy rozsądek. Mam mnóstwo słoiczków po tych biedronkowych jogurtach i taki lichtarzyk mogę sama zrobić, a 7 złotych będzie w kieszeni, Jogurty kosztowały bodaj 3 zł za cztery...
Mądra dziewczynka.
No i okna pomyłam, dzień na okna idealny, nie za zimno, nie za gorąco, a wreszcie nie ma tych paskudnych plam. Pod niewciągniętą do końca roletką zagnieździła się mucha tak wielka, że ojapierdolę, mam nadzieję, że udało mi się zlikwidować całe jej potomstwo...  Jednak to, że nie mam jak umyć roletek od spodu jest wadą. Nie jestem mądrą Zmorką, nie zdejmę ich.
Wzdech.

No i kuwetka ogarnięta, teraz wypocząć jutro i cztery dni armageddonu przetrwać.
Całe życie z wariatami, Kochany Pamiętniczku.

Bratki nie cieszą oczu tak, jak te ubiegłoroczne, mikre jakieś i nieudane, jeden padł już. Nie wiem, czy to te upały, ale w zeszłym roku też były (fejsbuk podpowiedział), czy sadzonki takie nędzne. Dąbek mszyce zeżarły, mam nadzieję, że im stoi na żołądku, musiałam wywalić na śmietnik, nie ma się co cackać i tak marniał. W ogóle w tym roku kwiaty mi się nie udają, tak jak zawsze.
Jak nie urok, to sraczka, albo inny przemarsz wojsk radzieckich.
Chociaż patrząc na to, co dzieje się, to sama już nie wiem, co lepsze.

A propos Zmorczej notki, jak ogarniałam mą kuwetę przypomniał mi się znajomy, który zawsze mnie namawiał, byśmy razem zamieszkali. Mówił: ty byś gotowała, a ja bym sprzątał. Bo gość uwielbiał sprzątanie i nie, że leci bez okularów i kurzu nie widać, nie, każda durnostojka do ręki i dokładnie odkurzona...  Za to gotować nie lubił. No, miał jedną wadę, a nawet dwie... Chciał ustawiać moje książki wg swojego systemu i za każdym razem, jak był u mnie, zabierał się za to. A moje książki są moje i są w artystycznym nieładzie i tak ma być! No i musiałabym Phila C. na okrągło słuchać, a to już mnie zupełnie przerasta :)
Więc jestem sama i dobrze mi z tym...


2 komentarze:

  1. kochana masz przyklejane kasetki więc zdjęcie roletki wiąże się z usuwaniem taśmy i naklejanie nowej , ale powiem Ci że nie słyszałam jeszcze od nikogo żeby wpadł na taki pomysł ! jesteś pierwsza Perfekcyjna do perfekcyjności :D no ale mogę Ci podpowiedzieć że można taką spuszczoną roletkę wyjąć z prowadnic i trzymać pod kątem i tak w powietrzu pomiziać szmatą ale to cza dwóch osób bo sama to masz za krótkie łapki :D

    pokażę u siebie jaki ja balkon upolowałam na swoim osiedlu po prostu bajka !

    a teraz o tych jogurtach w słoiczkach u nas one są po prawie 4 zł za słoiczek !!!! to niesprawiedliwe , nie dość że masz większą biedrę to jeszcze tańszą !

    OdpowiedzUsuń
  2. Niekoniecznie tańszą. Kupiłam te jogurty hurtem w czerwcu, bo raz, że mi smakowały, a dwa, napaliłam się na słoiczki jak szczerbaty na suchary, a trzy - wtedy była promocja. Wczoraj mi mignęły 4 zł, jak szukałam śmietany, ale myślałam, że to nie te jogurty, to raz, a dwa - przejadły mi się już, a trzy - zasłoiczkowałam się na amen...
    Nie jestem perfekcyjna, ale lubię, jak już coś robię, zrobić dokładnie. I przeraża mnie ewentualne gniazdo muszych jaj w zakamarku pod roletką... Nic nie będę kombinowała, bo w tym życiu na nowe roletki już mnie nie będzie stać :) Kosztowały więcej, niż wynosi moja pensja :)

    OdpowiedzUsuń