I już czekał Messenger od Kierownika Budowy. No cóż, nie każdy ma Kradziejkę na stanie, pełniącą rolę budzika. Tym razem namawiali mnie na wycieczkę łażącą do Wielkopolskiego Parku Narodowego, a ja na to jak na lato.
Więc skoczyłam do wanny, żeby dziecka nie straszyć, a w międzyczasie odzywa się moje dziecko rodzone, aczkolwiek drugie w kolejności i chce pogadać za godzinę, bo potem jedzie na wycieczkę.
Spławiłam Inżyniera, bezlitośnie i bez serca...
Oj tam, oj tam...
I pojechałam w siną dal, lewa, prawa, bez czerwonych podwiązek pod tą suknią, bo nawet ja zmarzłam w koszulce nocnej (wykąpana, śniadająca) przy szeroko otwartym balkonie.
Albowiem piździło...
I tak jadąc wspominałam młodość, gdyż często tą trasą jeździłam, a w zasadzie do wyrzygania, bo mój EX wciąż jeździł "bez Kórnik". Tak się to u nas nazywało.
A Kierownik Budowy, ulokowany z tyłu, ze względu na szacunek dla moich siwych włosów i z obawy o moje gabaryty, oraz o to, że Kradziejka na mój widok będzie wrzeszczeć (wrzeszczała, ale tylko przez moment, potem już gadałyśmy jak czekista z czekistą i jaja sobie ze mnie robiła, dała się kilka razy pocałować w łebek i naumiałam ją, że należy za to brać 2,50, nóżkę też mi pięknie obrzygała, ale w sumie sztamę zawieramy powoli), dyrygował małżonką, gapiąc się w smartfona...
Mielśmy pojechać na grajzerówkę, ale smartfon, jak to smartfon, po swojemu jechał.
Wycieczka była przecudna, jestem zmęczona, jak koń po westernie, napisałam Inżynierowi, że sorry Batory, dziś nie pogadamy.
Bo jak nie zapiszę, to potem mi się nie chce, a to był piękny dzień...
Na tę wieżę wleźliśmy, niby niewysoko, ale... Dla mnie - wyczyn (pięta i kolano cały czas dają o sobie znać), a i zasapałam się... Ale widok wynagrodził wszystko...
A tu Kradziejeczka z Mamą. Mają nosidełko i taką fajną kurtkę na wierzch, że jak coś, dziecko nie zmarznie nigdy :)
Potem jechaliśmy takimi drogami, że ojapierdolę, a Kierownik Budowy się wymądrzał, że on by szybciej i lepiej jechał, ale w drodze powrotnej, jak siadł za kierownicą i ruszył z kopyta, tom mu nawtykała...
Dróg rozstajnych było od cholery :D
Tym razem za nosidełko dla Kradziejki robił Kierownik Budowy osobiście ;)
Jakiegoś żółtego grzyba znaleźliśmy, bo tak ani jednego jadalnego :)
I sarenka była...
I kosmici atakowali ;)
Pola konwalii też tam były...
I tu zrezygnowaliśmy z zejścia, bo było tak stromo, że ojapierdolę. A do zamku chcieliśmy dojść. I już nawet nie ze względu na moją ciężką kubańską dupę i że bali się, że Inżynier ich zabije, jak im jego matka zleci, ale ze względu na to, żeby Kradziejce szkody nie zrobić...
Pajęczyny cudne były...
I słonecznikowe pola, ale ani jednego nie ukradliśmy, słonecznika, of course, choć się prosiły :D
Samosiejek było od groma...
I bobrów ślad znaleźliśmy...
... i zamek, do którego szliśmy...
Każdą okazję przepuszczą :D
Chmury przepiękne nas żegnały, bo zmiataliśmy w podskokach, gdy nagle zerwał się wiatr... A schody (nie zrobiłam fotki), po których właziliśmy, na oko prościzna, były takie, żem ledwo dupę po nich wciągnęła. Zamek Merlina przy nich to pikuś. Ale dałam radę, co ja nie dam?
Zlądowaliśmy w Lokomotywie w Puszczykowie. Ceny z kosmosu, ale warte tego. Ja zapraszałam... I Żona Kierownika Budowy w pewnym momencie zniknęła, a jak chciałam zapłacić, okazało się, że małpa jedna zapłaciła już! Kurde. Nie wiedziałam, że można iść na zaplecze i zapłacić. No dobra, nadęłam się jak ta ropucha. Chciałam pociągiem wracać do domu (bo knajpa na stacji jest). Stanęło na tym, że kolejny obiad u mnie...
Tak się robi Stare Jędze na szaro!
Nie pogadałam już dziś z Inżynierem. Resztę dnia zajęło mi zmywanie z siebie kurzu (miałam brudniejsze nogi niż Inżynier na konkursie na brudne nogi na koloniach) i obrabianie zdjęć.
Lecę do łóżeczka, Kochany Pamiętniczku.
To był jeden z tych dni zapierających dech...











































No i super, takie dni dają powera,nawet jak sie wraca zmeczonym jak koń po westernie;)
OdpowiedzUsuńTak, to prawda :)
Usuńzdjęcia tych obłoczków zajebiste są Ci powiem ! i jak Kierownik ma auto to dlaczego nie poprosisz o wycieczkę do umarlaków ? było by dwa w jednym i na obiad mogłabyś zaprosić ;-)
OdpowiedzUsuńDlatego, że Kierownik dzień w dzień zasuwa co najmniej 300 km i na kierownicę patrzeć nie może. Nie widuje własnego dziecka, więc nie odbiorę mu weekendu. Radzę sobie, jak umiem :) Robi dla mnie dostatecznie dużo. Też nam się te chmury podobały, specjalnie za nimi pojechaliśmy :)
UsuńO , tez miałam o chmurkach napisac,cudne!
OdpowiedzUsuń:) :) no i dobrze, fajna wycieczka była :) zdjęcia cudne :) :)
OdpowiedzUsuńPiekna wycieczka, taka juz raczej mocno jesienna. Ja czekam na jesien juz z utesknieniem, mam dosc tych upalow, ktore mnie wykanczaja glownie bardzo niskim cisnieniem. Przez ostatnie tygodnie zyje jak zombie a cisnienie mam w okolicach 88/56.
OdpowiedzUsuńJak tu zyc droga Jedzo, jak tu zyc?
U nas wciąż lato, tylko wczoraj było wyjątkowo bez słońca. Przyjmę Twoje ciśnienie z pocałowaniem w rękę :) Ale niech Ci się życzenie spełni ;) A żyć trzeba, na złość ;)
UsuńNo toz zyje na zlosc :))) ale mnie mocno wkurwia to zwolnione tepo bo jak sie pospiesze to zaraz zawroty glowy, o schyleniu sie nie ma mowy, wiec jak cos upadlo to czeka na Wspanialego:) Gdybym chciala podniesc, to pewnie musialby oprocz tego co upadlo i mnie podnosic. Kuzwa prysznic w towarzystwie meza siedzacego na sraczyku na wypadek gdybym zemdlala tez nie nalezy do przyjemnosci.
UsuńNo ale zyje, wszystkim na zlosc, zaparlam sie i zyje :)))
Przynajmniej masz towarzystwo, spójrz na plusy. I sama możesz brać ten prysznic, nikt Cię nie musi myć...
OdpowiedzUsuńJa tam będę się sama kąpała, aż zaleję (odpukać) sąsiadów :P