prosimy o kciuki dla Okruszka. Nie jest źle, jak na razie, lekarz jest dobrej myśli, będą cały czas pod kontrolą.
A chłopaczek, bo Okruszek to chłopaczek, miałam nosa, pewnikiem po babci będzie kwardy a nie miętki.
Nie ma innej opcji.
Ale o dobre fluidy żebrzę cały czas, nie wstydząc się żebractwa.
Dla dzieci wszystko.
Nawet dzisiejsza manifestacja, bo wyznaję zasadę: nie chcesz aborcji, to jej nie rób.
Ale chcę mieć prawo decydowania o sobie i nie żeby mi taki pojeb jak Korwin-Mikke w życiu miejsce pokazywał.
Wystarczy, że wyruchiwali mnie całe życie na płacy, zawsze dostawałam mniej od facetów, choć jestem od nich lepsza.
Że w rodzinie Eksa robiłam za dyżurną sprzątaczkę, pielęgniarkę, kucharkę, praczkę i co tam się jeszcze nawinęło.
Teraz mówię, KURWA, dość.
Chłopców dobrze wychowałam, szanują swoje kobiety.
Nie mam sobie nic do zarzucenia.
I pierdolę szacunek dla moich siwych włosów, bo jutro mogę być znów ruda :)
Tym razem było mniej ludzi na placu, szkoda. Ale atmosfera była niemniej gorąca. Nawet Jacek Jaśkowiak, znaczy się głównodowodzący wioską pokazał się na chwilę. Dziewuchy mówiły mądrze i rozsądnie. Pod Akademią Medyczną zebrał się tłumek świętojebliwych obrońców Jarkacza i spółki, ale była ich garstka i zwinęli się szybko, tak że gdy wychodziłam po 1,5 godzinie (teraz boli mnie pięta tak, że nie wiem, gdzie ją wsadzić, chodzić mogę, ale stać nie), to proporcja rozdzielających policjantów i manifestantów stamtąd (po plakatach i transparentach nie było już śladu) była jak 20 : 1, znaczy sie przewaga policji i innych służb.
A do mnie na placu podszedł taki dziadyga jakiś, niewyraźny i coś zamemłał. Miałam aparaty, bo chciałam słyszeć przemówienia, ale w tym hałasie nie rozumiałam, co marmoli. Pytam więc grzecznie: słucham, a on na szponach brudnych do mnie różaniec wyciąga. Ojapierdolę. A włosy miał takie, że smalec z nich spływał. Kazałam mu spadać, mówiąc: Bóg zapłać, lubię modlić się sama :) Kobietki koło mnie zarechotały, dziadyga się jeszcze pokręciła, ale szybko się zmyła.
Trudno robić zdjęcia w takim tłoku, takiej mikrej osobie, jak ja, a tu jeszcze parasolka i torebka, i ta pięta co napieprza...
Jak Jaśkowiak wszedł, dorwałam młodzieńca jak tyczkę od fasoli koło mnie i poprosiłam, żeby zrobił dobry użytek ze wzrostu, co mu Bozia dała :)
Zrobił :)
I fajnie śpiewali piosenkę czarownicy z Chwaliszewa, kto chce, niech sobie na YouTube znajdzie...
I tylko tyle, Kochany Pamiętniczku mam
Dziś nie było blokady miasta, więc rzut beretem miałam autobus i cała i zdrowa wróciłam do chaty. Paczki do pierdla niepotrzebne.
Teraz idę regenerować ciałko, bo jest potrzebne (a myślałam, że już się na nic nie przyda).



















Kciuki za Okruszka trzymane bez przerwy!
OdpowiedzUsuńA Tobie znowu dziękuję, że szłaś również w moim imieniu:)
Miłego dnia!
MamaKlary
Zawsze do usług. Teraz na KOD też będę chodzić. Gwizdek mam, ale kupię sobie lepszy :) Dzięki za kciuki, długo będą jeszcze potrzebne :)
OdpowiedzUsuńDorota, trzymam kciuki za Okruszka jak nie wiem co. Mocno, mocno, mocno. Nich zdrowo się rozwija na pociechę babci Doroty.
OdpowiedzUsuńDziękuję, Aniu :*
Usuń