poniedziałek, 24 października 2016

Niedziela

pogawędkowa była, Kochany Pamiętniczku.
Ale z Inżynierem nam się nie kleiło, bo to jednak trzeba być obok w takiej sytuacji.
Przytulić i pogłaskać po łebku.
Teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieję i czekać na rozwój wydarzeń.
A wieczorem zameldowali się Baran i Postman, no i gadaliśmy jak te jełopy.
Trochę się zmartwili, że nie przyjadę, ale że szat nie darli, włosów z głowy nie wyrywali i strip-tease nie zrobili, wychodzę z założenia, że przeżyją i będą się dobrze bawili beze mnie :P

A dziś rankiem...
Stwierdziłam, że pora zacząć żyć od nowa.
Słonko wysżło.
Przeprosiłam więc kijki i poszłam w świat. Z plecaczkiem.
I aparatem.
I nie wiem dlaczego, przecież od lat to samo, te same miejsca, tylko wszystko trochę większe i czasem coś nowego na horyzoncie.
Ale wciąż boli, jak cholera.
I mam wrażenie wciąż, że mam 18 lat i wszystkie góry świata do zdobycia przede mną, choć rozum mówi: nie pierdol.
I może dlatego tak boli...

 Zanurzyć się w tę krainę...


 ... kolorami się upić i powietrzem...
 Bobry tu działają, że aż furczy. Człowiek się broni, broni też drzew...






Gdzie okiem nie sięgnąć, tam co chwila coś nowego, co szarpie i ćmi, jak bolący ząb...






Szaleństwo, ostatek, łzy...






Że odejdzie, nie wróci, umiera...






Kończy się i przemija...
I nagle, za zakrętem

 .. życie znów...
 ... a jakże, są tam zawsze...
 ... i jak w bajce - łabędź i brzydkie kaczątko. Tylko że życie to niejebajka...







 Takie tam grupowe selfie z lasu ;)
 I selfie pojedyńcze ;)
 And stairway to heaven...



 I autorka tych wypocin :)
A teraz pozmywać po obiadku i tym razem z kolorową parasolką i gwizdkiem, pod bronią - na demonstrację marsz.

To będzie pracowity tydzień zatem :)

Jak mnie do pierdla wsadzą, liczę, że ktoś się zlituje i paczuszkę przyśle :P

4 komentarze: