środa, 5 października 2016

Plackiem

odleżałam swoje, aż mi się odleżynki na dupie zrobiły, Kochany Pamiętniczku, ale dzięki temu chodzić mogę.
Pobolewa, ale da się wlec, dziś ponad 5 km przeszłam, zanim wszystko załatwiłam.
Poszłam do Warty, a jakże, bo pora chaupkę ubezpieczyć.
Pani mnie kojarzy, tak, miała już gotowe formularze. A ja z głupia frant pytam o zniżkę, bo tyle lat ubezpieczam, żadnej szkodowości nie mam.
I tadam, pani mówi, że i owszem, można negocjować, mam przyjść jutro, będzie nowy formularz.
Noż kurka wodna, nie mogą sami? Mogą, ale nie chcą, jak ktoś nie zapyta, to płaci normalnie.
A ze mnie taka dupa wołowa, że targować się nie umiem...
No nic.
Dobrze, że nie pojechałam dziś do Umarlaków, bo po ładnym poranku niebo znów się rozpłakało. Zobaczymy, mam jeszcze czas.
Kupiłam wkłady do zniczy, bo same znicze zawsze są OK, więc po co mam przepłacać? Poszłam do kasy, a że książkę wzięłam i parę zabawek, to się nie zastanawiałam nad ceną. Znicze pakowane po 6 sztuk, cena 1,49 za sztukę.
W domu patrzę na paragon, a tam za 6 sztuk skasowane 1,49. Nie wiem, czy źle wpisali do systemu, czy faktycznie tyle kosztuje (co jest nieprawdopodobne, bo ludzie jeżdżą na Bema, bo tam taniej, a tam za takie opakowanie około 8 zł), no ale że parę razy na uwagę, że na półce jest inna cena, a w kasie inną (wyższa, a jakże) pani zawsze lekceważąco mówi, że wstawili nowy towar na półkę i nie zmienili ceny, a obowiązuje na kasie, to i mnie obowiązuje to, co skasowali. Wiem, nieładnie, ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom. Tak że znicze mi w tym roku niedrogo wyszły :)
W piekarni w poniedziałek była jakaś degustacja i mnóstwo siks się kręciło, ale olałam. Dziś w piekarni same siksy, śladu załogi nie ma. Pytam, a panienka, że zmiana warty... Pomarudziłam, że mi się to nie podoba, bo muszę mówić, co chcę, a stara załoga sama wiedziała :) A panienka, że też postara się nauczyć klientów rozpoznawać. I miło się pożegnałyśmy. A na Manhattanie spotkałam panią ze starej ekipy i mówi, że.. No tak wprost nie powiedziała, ale w Społem musiało być jakieś trzęsienie ziemi. Szkoda kobietek, przez te trzydzieści parę lat się z nimi zżyłam. Zobaczymy, jak będzie z nową ekipą, bo lubię chleb z Faworu, nie kręcą mnie te z prywatnych piekarni, nie mam do nich przekonania, nawet jak tańsze są.

Nowy serial odkryłam, z fantastyczną obsadą i zakręcony jak świński ogonek Timeless. Oby tłumaczyli, bo rzecz warta grzechu, a nie wszystkie seriale znajdują amatorów tłumaczących. Żal, że nie znam języka na tyle, ale już może nie za późno na naukę, co mi się zwyczajnie nie chce.

I tak narasta z dnia na dzień żal, dół się kopie, cosik mi się wydaje, że tym razem będzie większy i głębszy niż Rów Mariański.
Ale oj tam, oj tam, co ma być, będzie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz