czwartek, 13 października 2016

Słusznie

nie lubię zmian.
Zmienili obsadę w Faworze, pisałam już o tym, Kochany Pamiętniczku. Takie młode, nieogarnięte, z lekko wydętymi ustami pracują. Ani be, ani me, ani kukuryku. I zniknęły moje trzy ziarna, przeprosiłam się więc z farmerskim, ale dojrzewam do powrotu do pieczenia sama. Niby lepiej, bo można kartą płacić, ale...
Jakoś tak niehalo...
A na dociepkę dziś rano śmigam do piekarni, bo ja mam czas wyliczony i za parę minut muszę być na przystanku autobusowym. W kierunku drzwi zmierza też dziadziunio, co to wygląda na kładącego się do trumny, ale na mój widok rusza raźno kurcgalopkiem. Nie przyspieszam, bo myślę: dżentelmen. A guzik, dziadzio drzwi rączo szarpnął, jakby mu z 50 lat ubyło i tanecznym krokiem wparował do piekarni. Trudno... Panienka za ladą ruszała się, jak mucha w smole, a pan... Ojapierdolę. Pół piekarni wykupywał, a co coś pokazała z półki, to zmieniał zdanie, a moja brzytwa w kieszeni otwierała się coraz szerzej. Emeryt jebany, cały dzień ma na zakupy, mógł odpuścić. Ja tylko chleb do przeżycia potrzebowałam! Gdy wreszcie nadeszła moja kolej, kupiłam bochenek i z wywieszonym ozorem w ostatniej chwili wskoczyłam do autobusu. Kocham takie starocie, co to wszędzie muszą być pierwsze i międolą, nie wiedząc, czego chcą. Sam idę na zakupy i biorę, co trzeba. Bułka to bułka, lepsza nie będzie. Jak będę już oglądała każdy grosz, to od razu poproszę o najtańszą bułkę, a nie każę sobie pokazywać pierdyliarda buł i tysiąca chrupek kukurydzianych.
Nie lubię zmian. W starej obsadzie doszłaby druga kobitka, dała mój chlebek (którego nie ma już) i skasowała moje drobne. Bo wiedzieli, że lecę do pracy...
I nie patrzyłyby na mnie z góry, jak ta nadęta małolata.
W ramach drobnej zemsty nawet za jedną bułeczkę płaciła będę kartą.
A kto bogatemu zabroni? Albo za jagodziankę. Jagodzianka kosztuje 0,99. Jak zapłacę kartą obsluga tej kwoty zeżre im zarobek. I dobrze :P

A potem ciśnienie mi rosło w pracce, bo co ja, do jasnej ciasnej, jestem korektorką, nie redaktorką.
Wielki pan redaktor nie umie na stronie sprawdzić, jaka jest nazwa targów. Pisze tak, że o kant dupy potłuc. I kosi za to niezłą kasę.
Mogę olać?
Mogę.
Ale moje nazwisko jest w stopce, a liczy się efekt końcowy. I w stopce nie jest napisane, jaki jest zakres moich obowiązków.
Jest byle jak? Jest. Znaczy się, korekta nie pracuje.
A do mnie trafiają takie kwiatki:


I to pisze dziewczyna po polonistyce. Ojapierdolę... Abstrahując od interpunkcji, błąd na błędzie, błędem pogania. A zatrudnił ją Boss, bo młoda i ładna... Poprawianie tego NIE należy do moich obowiązków, albowiem NIE jestem redaktorem, tylko korektorką. Od przecinków, spacji i innych takich tam, co nie, Kochany Pamiętniczku?
I myślę, że Klara (ta od mamy Klary) lepiej by to napisała...

(Oddycham głęboko w papierową tytkę...)...

I posiedziałam, bo warzywka się spóźniały, ale nieważne...

Miałam co jeść :D



Nic dziwnego, że dupa rośnie ;)

A potem, gdy szłam już do domu, stało się jesiennie...


Cudnie. Na chwilę, ale jednak...
Może jeszcze zaświeci słońce? :)

6 komentarzy:

  1. ... to pisała osoba po polonistyce? To czego oni teraz na tych studiach uczą? Moja polonistka z podstawówki, co się przekwalifikowała z ZPT, kiedy jej godzin zaczynało brakować do pensum, nie przepuściłaby nam takiego zdania.

    U nas dzisiaj jesień jest prawdziwa, tyle, że tylko przez moją dziurę w dachu mogę niebo podziwiać, bo na nic więcej widoków żadnych nie posiadam z tego mojego schowka na mopy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Nie wiem, czego uczą, ale czasem włosy z głowy wyrywam, choć same bez proszenia wypadają. To jest tekst, który dostaję do I korekty... Moja by ze mną siedziała po godzinach i uczyła...
      Mówisz o pracy? Inżynier ma gorzej, w ogóle nie ma okna...

      Usuń
  2. Oj,nie popisała się polonistka faktycznie.
    Ja juz przywykam do zmian,bo coraz częsciej zmieniaja sie małe sklepiki, czasem ide w ciemno,a okazuje sie,ze juz tam np.zamkniete,lub zmiana wlasciciela czy asortymentu.

    Pogoda nie rozpieszcze,dzisiaj po długiej i mokrej przerwie zaświeciło słonce,ale zimno i tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było tak zimno, choć wiatr piździł, a rano było zero :) Bo słońce jak jest, to się chce żyć, a akurat padało pod takim kątem, że zanim z domu wyszłam, to nie było widać, że okna brudne.
      Doro, ten Fawor był tu od 37 lat, odkąd się wprowadziłam na tę miejscówkę. Z tą samą załogą. A pamiętam jeszcze, jak przed świętami staliśmy w kilkugodzinnych kolejkach, żeby tam chleb kupić. Innej piekarni w okolicy nie było, teraz jest zatrzęsienie. To tak, jakby mi ktoś rękę uciął...

      Usuń
  3. Nie dziwie sie,też nie lubię jak mi jakis fajny sklep się zwija.Ostatnio poszłam do takiego przy naszej kłodzkiej piekarni,ale rozczarowałam sie, wcale tam nie pieką juz takiego dobrego pieczywa jak dawniej,a moze sie odzwycaiłam,chleb kluchowaty po prostu a bułki twarde.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zero,br u nas kolo 5 rano były 4 st.

    OdpowiedzUsuń