piątek, 10 stycznia 2025

Dawno

 nie byłam tak wkurwiona, Kochany Pamiętniczku :) 

Pracowo szło jak po grudzie, ale jak pisała M. taka jest koncepcja. Zatem robimy dodatki wspólnie z drugą redakcją, w tym z częścią redakcji z Warszawy. Jaki jest stosunek poznaniaków do warszawki, wiadomo.

Nie mają oprogramowania. Nie reagują na emilki z namiarami na mnie, ja nie mam na nich namiarów. Nie znają naszego protokołu.

No niby się dotrzemy, bo nie mamy wyjścia, ale ile mnie to kosztowało zgrzytania zębami wie tylko ten, kto robił druga korektę na wydruku - bez pierwszej. 

W drugiej to tam literówka, przecinek, faktycznie tak, jak zawsze mówił Boss.

Ale pierwsza to już nie takie małe miki - więc robienie drugiej bez pierwszej na wydruku, gdzie margines ma zaledwie centymetr, a czasem i mniej to naprawdę ekwilibrystyka. Nie licząc pierdyliarda przecinków do wstawienia lub usunięcia, bo ludzie stawiają lub nie stawiają ich w dziwnych miejscach. Przecinki to moja pięta achillesowa, ale nawet ja nie mam takiej fantazji jak niektórzy :) 

Nie mówiąc już o kwiatkach typu: doił krowy za pomocą żony. :)

I jak to poprawić na jednocentymetrowym marginesie?

Mniejsza z większym, bydełko się zamkło i nie umarnęłam.

W międzyczasie wczoraj znalazłam emilka od E. Że czeka na tę komisję, która ma przyjść, a o której ja jej powiedziałam. Że chce się ze mną spotkać zaraz po operacji, bo chce pogadać. Ja, jak to ja, cała noc prawie nie spałam, bo kłamać nie lubię, a ochoty na spotkanie nie mam. Ostatni raz widziałyśmy się jakieś 15 lat temu, jak ja się do niej pofatygowałam po raz kolejny (ona u mnie była przed bez mała czterdziestoma laty, jeszcze Inżyniera nie było na świecie, potem odmawiała spotkań pod różnymi pretekstami, bo nie mogła patrzyć na Pierworodnego - swojej ciąży się pozbyła wtedy, gdy ja go rodziłam, bo co powiedziałaby rodzina, że ma nieślubne dziecko, na dokładkę z żonatym facetem, zawsze zadawała się z żonatymi, mało tego ze swojej pracy). Jej wybór. Wpadałam do niej do pracy, do domu, jak jej tam pasowało, by słuchać dookoła Macieju, jak ją kolejny absztyfikant "wkuł", jak się "wkuła". Nie wiem, czego oczekiwała, że żonaty facet, na stanowisku, przyzna się do niej w pracy? Obracała się w "kręgach" - szlachty - a jakże jest taka organizacja w PL, bogoojczyźnianych, ze sztandarami w Warszawie, na apelach ku czci i innych takich. W pracy było jak było, wysłali ją na pół etatu, bo wciąż brała zwolnienia, do tego komputery to była kara za grzechy, publikowała w czasopismach branżowych (czytałam - takie tam pierdolenie o Szopenie, nic nie wnosiło, no ale publikacja była, mnie by się nawet nie chciało tego tykać, bo profit z tego był żaden. I wieczne wojny w pracy, bo wszyscy się na nią uwzięli, a działała w Solidarności i gdzie się dało i nie dało.

Potem nie miała czasu, bo wciąż przygotowywała się do wycieczek - załapała się na przewodnika, bo była z tego kasa, marna, ale była. Kariery nie zrobiła, nie wnikam. Chwaliła się perfekcyjną znajomością francuskiego, ale coś poszło nie tak.

Jako przewodniczka weekendy, które ja miałam wolne miała zajęte. 

Potem, skłócona z rodziną, bo ukrywała przed szwagierką, której nie cierpiała od zawsze (ja ją bardzo lubiłam, bawiłam we wakacje jej najmłodszą pociechę, mile wspominam, spotkałam ją po latach w pociągu i też było OK) romanse brata, który był, delikatnie mówiąc - dziwkarzem. Gdy wyszło na jaw, było jak było. Brat zmarł, została sama z mamą z demencją i zaszokowana, że nikt się nie rwał do pomocy, ale wszyscy rwali się do majątku. Fakt, nie miała lekko, mama była apodyktyczna do bólu - mnie zagroziła, że jak wrócę z Mikołajek, gdzie pojechałam z moim chłopakiem, zaprowadzi mnie do ginekologa, by sprawdzić, czy dalej jestem dziewicą :) Bo dziewictwo to rzecz w życiu najważniejsza :) 

Już pisałam, jak było z pokojem, gdy byłam o włos od bezdomności.

Ale mniejsza z większym, każdy ma to, co chce.

Nie oceniam, mnie to rybka. Sama mam swoje za uszami i swoje błędy też, ale wiem jedno: żelazna zasada mego życia: żadnej dupy z własnej grupy jest idealna, chociaż parę dup po drodze było, na widok których serce biło mi mocniej, nawet z wzajemnością, ale... Po co sobie życie komplikować?

No i dupa zajęta była dupą niedostępną, choćby nie wiem jak bolało. Bolało mniej, niż gdyby się okazało, że jednak nie jestem tą jedyną, dla której rzuci się wszystko.

Jedyna byłam dla Eksa. 

Do końca, to wiem i to jednak wciąż boli.

Z nadzieją na inny rozwój w następnym Matrixie.

No i E. teraz jest w sytuacji bez wyjścia.

W emilku pisze, że da znać, bo dziś ma przyjść ta komisja. I że chce się spotkać. Odpisuję, że nie wiem kiedy, nie planuję dalej niż tydzień. I nie, nie polecę ani do szpitala po jej operacji, ani do niej do domu. Ma namiary na opiekę, niech sobie radzi.
Chwilę później dostaję emilka od koleżanki z pracy, której kibicuję w opiece nad 90-letnim ojcem świeżo po szpitalu. Nie, nie pomagam. Kibicuję. Kobieta ma znajomości jak świat długi i szeroki, ale nawet własna jej siostra ma na sytuację wyjebane. A ja, nie da się ukryć - jestem pod ręką zawsze. I wysłucham - człowiek czasem musi sobie ulać, jak ja tu, Kochany Pamiętniczku. I potrzebuje chociaż wirtualnego przytulenia. W realu w pracy dogadywałyśmy się znakomicie (ja się ze wszystkimi dogaduję), a teraz, gdy wiem, że szarpie się między ojcem, który kiedyś chciał iść do DPS, a teraz nie chce, więc jest w swoim domu, a swoim domem z dziećmi i Mańkiem (tym co mnie oszczekał, kundel jeden), jestem po prostu otwarta. Dla mnie to żaden problem mieć na monitorku otwartą pocztę i skorekcić jej jak coś wleci, niezależnie od godziny. I tak siedzę w norze, a to dla mnie góra pół godziny. A dla niej ulga.
Więc (wiem, że nie zaczyna się zdania od więc) odsyłam jej tekst, a wlatuje mi emilek: 

Pani Basiu!
Drugą ręką załatwiam formalności dla taty…
Czy Pani ma orzeczenie o niepełnosprawności? Bo jest świadczenie wspierające – nowość od 2024 r
Załatwiam papiery właśnie
Dziś zamówiłam teleopieke – dają (finansowane przez Poznań) bransoletki z alarmem. Można wezwać pomoc i senior jest pod kontrolą. Super pomysł – pod opieka mają 800 osób; miesięcznie ok 30 interwencji – głownie upadki i udary.
I zadzwonili z wypożyczalni łóżek – kolejny program (i znów papiery) – na łóżko rehabilitacyjne i podnośnik. Wartość jednego i drugiego ok 10 tys. Senior płaci 500 zł.
Normalnie w szoku jestem…
 
 Więc myślę - idealne dla E. Piszę kolejnego emilka, kopiując tego, wysyłam SMS (ja, kurwa nie korzystam z SMS, bo są za drogie, a mam wszystko w ramach pakietu internetowego, no ale ona nie korzysta z netu, bo ją boli głowa) z wieścią, że ma takie opcje.
I co dostaję?
Litanię, o co mam się dowiedzieć, bo ona nie wie, gdzie się można o tym dowiedzieć, jakie papiery są potrzebne i inne takie tam.
W międzyczasie dostaję kolejne namiary od kumpeli z pracy - przesyłam. 
Odpisuje, że jej bransoletka z alarmem nie jest potrzebna.
Jak, kurwa, nie, skoro jest sama, opieka z MOPR jest na godziny, nie na całą dobę, że łóżka nie potrzebuje, a w linki nie klika, bo nie lubi komputera.
Odpisałam, że ma sobie kliknąć, wypisać telefony i podzwonić.
I kontaktuję się z kumpelą, bo próbowałam coś znaleźć na stronie ZUS, ale... zmienili panel na jeszcze bardziej nieprzyjazny dla użytkownika (potwierdza), a ja muszę i przeliczyć emeryturę (pani z ZUS mówiła, że najpóźniej w lutym, wtedy marcowa waloryzacja będzie większa), a i muszę wystąpić o rentę rodzinną (nie występowałam, bo Eks miał grosze), żeby mieć rentę wdowią. A i ta stoi pod znakiem zapytania, bo... Kurwa :) 
Nie mam więc innej opcji jak pokulać się do ZUS i odkolędować w kolejce. Pewno mam dzień z głowy :)
A E. wysyła mi kolejnego emilka z tasiemcową listą tego, co musi załatwić i że koniecznie musimy się spotkać.
Nie odpisuję.
Mam swoje życie, swoje sprawy i muszę się nauczyć asertywności level hard. 
Tak, mnie będzie w razie W  niósł na karku Inżynier, Kalafiorkówna pracowicie pchająca mój wózek pod górkę, no i Alienek może mi książkę poczyta, jak oślepnę :) 
Ale sobie na to zapracowałam, po swojemu, ale jednak.
I dobrze wiedzieć, że w  razie W są też inne opcje, co nie?
I zastanawiam się, jaka będzie dla mnie kolejna noc, gdy nie odpiszę już na żadnego emilka?
Każdy ma swoje piekło, co nie?
 
Takie tam drobne, codzienne, ale bardzo popierdolone sprawy.
Mnie jakoś zawsze z ludźmi było po drodze i chyba mam niewielu wrogów. 
 

Kiedyś, na etapie rapu  - mamo, czego mama słucha - 

Za dostępem kodu, na końcu schodów
Nie ma już wrogów, nie ma przyjaciół, nie ma perspektyw
Drzwi zalepione taśmą, w mieszkaniu detektyw
Zakrwawione palto plus tajemnica zemsty
Rzuć okiem na patrol, jak psy nie przestają węszyć
Wokół sami tutejsi, dzieci cywilizacji
Ze sztuką prowokacji, od Kościoła do mafii
Motywów milion, każdy ze swoją familią
Twardy niczym Eric Lindros
To naszej ery syndrom
Afery co niszczą tak, jak ta zbrodnia
Nie patrz na ludzi, bo to pieprzona widownia
Fakty trzeba dograć jak do skrzypiec basetlę -


tak miałam taką fazę :)
 
A teraz leci i płaczę ze śmiechu 

 

Nie byłaś do końca normalną dziewczynąLubiłaś się bawić z tapczanu sprężynąWidziano nas razem w komisach meblowychBo grzebać lubiłaś w meblach stylowych...
 
 
Cudne, takie orzeźwiające :) 
 
Do Lidla skoczyłam po piwo jednak, bo mnie od środka rozsadzało dziś i...
 

 Nie ma to jak mieć dobry PR :)

I dziękuję losowi, że od zawsze ciągnęło mnie do kompików, bo dzięki temu łatwiej jednak żyć.
I okazało się, że mam profil zaufany.
Już nie pamiętam ile tych ustrojstw mam, ale nie mam mObywatela i tu dupa.
A będę musiała nowy dowód wyrobić, ale to w biurowcu vis-à-vis mogę papiery złożyć - nie ma kolejek.
I list do AR wysłać (zapisać w kajeciku), ciekawe jak to pójdzie bez tego nowego konta do poleconych.
Ajacierpiędolę, życie pędzi coraz prędzej.
Dobrze, że jak mówi kumpela z pracy, można wiele rzeczy ogarnąć online i nie trzeba latać po urzędach. Ale do fotografa muszę iść. I dylemat - wyrabiać paszport też? Bo się już nigdzie nie wybieram, a na tamten świat nie potrzebuję :)
A, Inżynier leci do UK, dostosowuje delegację do moich mocy przerobowych, więc nie ominie mnie wycug.
I Alienka można odebrać ze szkoły tylko za pomocą aplikacji...

Wydłubałaś sianko z naszego misia, nie chcę się więcej z tobą spotykać :)


6 komentarzy:

  1. Nie daj sie, pozostan tak asertywna albo jeszcze bardziej. Jak nie chcesz tam isc, to nie chodz, tyle lat Cie nie potrzebowala, to niech sobie dalej radzi samodzielnie.
    No i sciskam wirtualnie, a co bede Tobie i sobie zalowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśni myśl zakiełkowała w mym głupim łbie. Żeby po prostu nie odpowiadać na kolejne emilki i mieć na to wyjebane. Muszę kiedyś dorosnąć :)

      Usuń
    2. bol glowy od komputera i czytania e maili moze byc zarazliwy , tak tylko podpowiadam :)

      Usuń
    3. Też tak poniekąd odpisałam. Nie mam ochoty dawać się wkręcić w rodzinne tragedie (taka próba też jest), nie po to wyplątywałam się ze swoich, by pchać się w cudze. Zawsze są dwa punkty odniesienia...

      Usuń
  2. Trenuj asertywność, olej te jej emilki i spokój!( Pantera mnie wyprzedziła, ale zaraz tak pomyślałam).Słuchałaś rapu-no,no!Weź paszport, za darmo dają a może jednak jakiś wypad do UK?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślę, bo nie uśmiecha mi się kolędowanie w kolejkach (już są). Nie ciągnie mnie do UK, zwłaszcza przy nowych przepisach. Mam słabe nerwy na takie imprezy, w ogóle na wyjazdy mam...

      Usuń