piątek, 24 stycznia 2025

W ZUS-ie

byłam, Kochany Pamiętniczku.

Ale stojąc w kilometrowej kolejce do wstępnej informacji i roztapiając się z gorąca, zgłupłam ze szczętem i zamiast wziąć wniosek o rentę rodzinną, wzięłam ten o rentę wdowią.

Bo żeby mieć rentę wdowią, muszę mieć rentę rodzinną.

Posrane, co nie???

Mniejsza z większym, najważniejsze jest dostarczenie wniosku (niech chuj weźmie tę numerację) o przeliczenie emerytury.

Bo jak mi teraz przeliczą, będę miała większą waloryzację w marcu :) 

Tego nie wiedziałam.

A resztę ogarnę później.

Zmęczona, ganianiem, staniem w tej jebanej kolejce, gorącem (bo ja w zimowej kurtce, a grzeją), odpuściłam.

Wieczorem dostałam cynk, że jednak wlecą w sobotę na żarełko (jacy wyrachowani, co nie), więc w piątek lewa, prawa, pomaszerowałam...

I...


 dla Alienka - będzie pomidorówka albo rosołek. Do wyboru: makaron, tortellini albo groszek ptysiowy.

Dobrze ma Skunks, co nie?

A Inżynier (wpraszamy się na obiad, bo chcę z mamą pogadać, zanim pójdę w tango - jak tu się nie załamać?) z Kalafiorkówną proszą o 


z marchewką i groszkiem. Kurczak bez antybiotyków, z czosnkiem w dupie, smaczny jest... A ja, po czterech dniach na krupniku, który nagotowałam na spodziewaną wizytę Pierworodnego z ekipą...

Pożądam obiadu z pyrkami i mięsem, sobie lajsnę jeszcze buraczki albo pak choi :)

A poprzedniej nocy śnili mi się ludzie z Auschwitz, których lubiłam (bo tam tylko naczalstwo było dodupne) i... pamiętałam ich imiona, ale twarzy i nazwisk nie. No i męczyłam się - czy to już alzheimer czy inny syf?

A następne dni mogą być szalone.

Mogą, ale nie muszą..

Zobaczymy :) 

I na razie wszyscy bliscy mojemu sercu z Irlandii i UK dychają po ataku szalonego Eowyn...

 Pewno i ja przeżyję ten najazd Hunów...

Trzymajcie kciuki :P 

 



10 komentarzy:

  1. I blogoslawiony owoc zywota twego je ZUS. Nigdy o tym nie zapominaj :)))
    Zaczynam zazdroscic Alienkowi takiej babci, ale moja tez taka byla, rozpieszczala mnie, bo bylam jej jedyna wnuczka. A ja kochalam ja ponad wszystko, byla dla mnien wazniejsza od rodzicow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapominam i przeżywam jak mrówka okres kontakty z nim. Alienek jest moim faworytem, chociaż wszystkie wnuki kocham jednakowo. Ale jego znam najdłużej i jeszcze nigdy mnie nie olał. Chociaż ja mu nieraz wlazłam na odcisk :) Od zawsze pierwszy leciał do mnie wrzeszcząc "babcia", nawet gdy mówić nie umiał. Ciężko zapracował na faworyzowanie. Inne wnuki próbowałam oswajać (i próbuję nadal), ale on jest jakoś tak łatwy w obsłudze :) Zawsze daje plecki do drapania (nienawidzę drapania plecków, dzieci tego nie zaznały)... A, long story...

      Usuń
    2. Ja tez wszystkie kocham, ale takim naj jest Junior.

      Usuń
    3. Czyli jestem normalna i nie muszę się bić w wątłe nadal cycki :P A czymże Junior sobie zasłużył na tę łaskę? :P

      Usuń
    4. Sama nie wiem, jest trzeci z kolei, jak Twoj A. - moze dlatego? A moze, bo tez jest przylepny do bapci i jest bapci skarbem?

      Usuń
    5. No tak, niektóre z tych egzemplarzy mają swoje sztuczki, by nas otumanić... Że tak spuszczę na to zasłonę milczenia :) I są dobrzy w te klocki :)

      Usuń
  2. Będzie dobrze-nie może byc inaczej!!!Milego dnia życzę i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było wspaniale, nie było innej opcji :) Odpozdrawiam.

      Usuń
  3. Ja wczoraj odsypiałam po kilkudniowej balandze do północy( bo z babcią najlepiej się rozmawia w łóżku!), a potem wizycie reszty, którzy przyjechali zabrać moją wnuczkę i ruszyć na narty:)Było pięknie, ale chyba się zmęczyłam, bo my zazwyczaj jedno danie( krupnik na 3 dni! - ulubiony!), a tu zawsze trzy dania i zupki do wyboru, i jarzynkę każdy lubi inną- lubię ich rozpieszczać, może będą pamiętały!Pięknej soboty, miłych rozmów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Basiu, spełniło się. No te wizyty z latami... Strach się bać :)

      Usuń