Błahe wprawdzie, ale...
No cóż, jestem Strzelcem, a strzelec to myśliwy, więc myśli.
Najpierw myślałam w pracy, że zajebie. Nazywając rzecz po imieniu. Okazało się, że zamiast zwyczajowych 150 stron jest prawie 300 i co?? No oczywiście, dziś robiliśmy wszystko. Ponieważ zły to ptak, co własne gniazdo kala, zamilknę. Ale po "pejzarzu" w wykonaniu doktora umarłam. I zaczęłam zbierać na wieniec. I zapraszać na pogrzeb.
Albowiem wątroba mi puchnie.
Systematycznie :)
Tylko nóżki lżej chodzą, bo co dzień 8 km to jednak nie przelewki.
I znalazłam cywilizowaną drogę, nie chodzę rozkopami.
Podoba mi się.
Rano wstaję znów z ochotą, bo już widzę, jak lecę. Na Manhattanie kupuję pomidorka, są już polskie po 16 zyla teraz, ale oj tam, oj tam, kto bogatemu dobrą chemię jeść zabroni?
W 50 minut jestem w pracy, nawet jak jechałabym od początku do końca zajmie mi to więcej czasu, bo czekanie na coś, co podjedzie i dojście, bo pod drzwi nie podjeżdża, i światła. Więc póki pogoda znośna, będę łazić. Ale czuję, że po raz pierwszy do lat... będę miała podarte buty :) To nic, nowe kupię :P
A dylematy:
Pierwszy
Kierownik Budowy ma już datę ślubu, a ja mam zagwozdkę. Groszem nie śmierdzę i nie wiem, co zrobić. Śmiesznie jak dla mnie wkładać stówę do koperty, a za tę kwotę mogę już mieć prezent. Spodobały mi się bardzo, jak byłam u Barana, takie fikuśne talerze. Komplet na cztery osoby plus jeden duży mogę mieć mniej więcej w tej cenie. Jak dla mnie fajny gadżet, a wiem, że oni gotują. Sami na pewno nie kupią, bo zawsze są pilniejsze wydatki.
To takie cuś. Inżynier mówi, że on daje kasę. Ale kasa Inżyniera, a moja kasa... Ja życzę osobno, bo jednak nie jestem już z Inżynierem jedną komórką społeczną i nie będę podstawiała kopyta, jak ta żaba, co się pchała, jak konia kuli.
No i mam dylemat.
Co zrobić, Kochany Pamiętniczku, dać tę stówę, czy kupić prezent??
Drugi:
Jestem patriotką, a co. Zresztą wiem, że polskie jedzenie jest najlepsze i nie dam sobie powiedzieć, choć fajnie zjeść w egzotycznej knajpie i smakuje, że ojapierdolę, ale nie sądzę, żeby to na dłuższą metę się dało (na knajpę nie starczy, hahahaha). I tu jest pies pogrzebany. Zawodowo siedzę w polskim żarciu, ale... Od lat jem masło, nie margarynę, po zachłyśnięciu się RAMĄ w latach zamierzchłych wróciłam do masła, bo masło to jest masło. I smalczyk. Nieważne, że dupa kubańska, ważne, że smakuje. No właśnie... Polskie masło od jakiegoś czasu do dupy kompletnie jest. Więc kupuję... irlandzkie... Drogie, bo jak polska kostka "chodzi" od 3,99 (ale co można wpakować za 3,99) do 5 zyla, to irlandzkie poleciało już do 7 zł. Tyle, że mi kostka starcza co najmniej na 2 tygodnie, więc?? A irlandzkie mlask...
Więc mój patriotyzm o kant dupy potłuc.
Niby drobiazg, ale...
Trzecie:
Long story.
Ta kumpela, co się odezwała. Ten typ tak ma: wiecznie jej coś nie pasuje, wiecznie ma pod górkę i pod wiatr. Realnie patrząc z boku - ma. Nie zaprzeczam. Ale też zawsze wszystko kręciło się wokół niej: jak nie mogła, to rozwalała wszystko, bo tak jej pasowało, jak się umówiła, nie było opcji, że się nie spóźni i że człowiek nie straci czasu i nerwów. Do pewnego momentu królowa balu, a potem było jak było. Ale to konsekwencja jej wyborów życiowych. Nic mi do tego. Nie oceniam. Choć sama nie zrobiłabym tak nigdy, bo dla mnie dwie zasady były święte: nie moje, nie ruszam, choćbym na łeb dostawała i wiedziałam, co robię, ponosiłam konsekwencje swoich czynów i na źle mi to nie wyszło. No ale mniejsze z większym, życie każdy sam sobie wykuwa :) Przez ostatnie dziesięciolecia z hakiem dwa nigdy nie znalazła czasu, żeby do mnie wpaść, bo za daleko mieszkam. Spotkania u niej - też wolę w domu, po spotkaniu zmywam i hasta maniana, a nie lezę na autobus w ciemną noc. Albo na mieście, ale zawsze wybiera lokale ona. O kant dupy takie wyjście, bo najtańsza lodziarnia w mieście gdzieś w środku galerii, gdzie ludzie po łbach chodzą i do lodów kaszlą... Pub nie, bo ona nie jest alkoholiczką, kawiarnia nie, bo... Teraz mi emilkuje, że jej mama ciężko chora, ale nie pisze nic, tyle że jeździ na dyżury w weekendy, więc weekend odpada. OK. Zapraszam na obiad do mnie zatem, tym bardziej, że odkąd skończyłam remont chciałam się pochwalić, czego dokonałam :) Zapraszam ją tak od dwóch lat, sama w tym czasie byłam u niej kilka razy!!! Nie, nie przyjedzie do mnie, nie bo nie. Opcja: miasto albo u niej. Bo ona kocha swoje mieszkanie.
I tu mnie, Kochany Pamiętniczku, kurwica bierze.
To ona chce pogadać, nie ja.
Też kocham swoje mieszkanie i swoje cztery ściany.
Do knajp chodzę w towarzystwie, żeby zjeść albo wypić.
Siedzenie nad gałką lodów godzinami to nie jest dla mnie rozrywka.
I nie, nie mam ochoty jechać na wygnajewo, bo dla mnie ona mieszka na wygnajewie, ale mniejsza z większym.
No nic, porządna jest, bo zapytała, co robię w święta, czy lecę do UK. Nie, nie lecę.
No to mnie zaprasza do siebie, żebym jej służyła jako podpora.
Wiem, suka ze mnie.
Ale perspektywa świąt w miejscu, gdzie nie ma nawet neta, czyli nie podzielę się jajeczkiem z Inżynierem, może nawet Baran by się skusił, kto wie i słuchania kilka dni, jaki świat jest niesprawiedliwy, przerasta mnie.
Kochany Pamiętniczku, zatem powinnam wziąć kamieni nazbierać, stanąć pod murkiem i poprosić, żeby mnie ukamienowano??
Kochany Pamiętniczku, co z taką nieużytą babą jak ja zrobić??
I jeszcze parę innych mam, ale o tym może innym razem, bo dziś już mi się nic nie chce, a i do drzwi ktoś skrobie. Pewnie Niechciej, a nie wpuszczę gada, bo pogoda ma być i chcę znów rano iść, ciągle iść...

Coz ja bym grzecznie podziekowala za goscine , raz ze lubie siedziec w domu i isc na spacer kiedy chce , walnac sie na lozko z pilotem kiedy chce . No i tak jak mowisz skoro netu nie ma ....
OdpowiedzUsuńNo właśnie, mam te same odczucia. I nie lubię ą ę bułkę przez bibułkę i pichcenia, wydziwiania, gotowania :D Tak też uczyniłam - podziękowałam. Nie muszę się tłumaczyć z moich planów...
UsuńPrezent, kup prezent. Świetne te talerze! Na pewno się ucieszą i jak będą z nich korzystać to pomyślą o Tobie...
OdpowiedzUsuńKoleżanka, niech spada albo niech się trochę dostosuje. Nie lubię takich marud!
mamaKlary
Inżynier mówił: kasa, ale też mam odczucie, że to fajny prezent, bo nie sztampowy serwis. A wiem, że oni robią sushi, a to do sushi idealne jest.
UsuńTez nie lubię :)
a więc na prezent koniecznie kup coś , bo kasę wydadzą na jakiś większy zakup ale nigdy nie wspomną że o ta gałeczka to od SJ jest a tak co będą serwowali papuś to będą wspominać o a te fikuśne talerze to SJ nam kupiła
OdpowiedzUsuńz wizytami i spotkaniami ze znajomymi to ja miałam podobnie ale ustaliłam raz u nas raz u nich , ciężko było ale się nauczyli wszyscy i teraz to funkcjonuje w całej ekipie
co do wyjazdu na święta to trzeba być pewnym że się dwa dni wytrzyma w towarzystwie , no a brak netu w ogóle w przedbiegach dyskwalifikuje gościnę :D
Dzięki, Zmorko, za dobre rady, masz rację.
UsuńNie, nie wytrzymam, za Chiny Ludowe nie... I perspektywa grającego non stop TV jest dla mnie MOGIŁA :)
Zarąbiste talerze,taki prezent super jest!Podzielam zdanie mamy Klary.
OdpowiedzUsuńKoleżanka wkurzająca,rozumiem Cię doskonale. Moje koleżanki to domowniczki,i też każda woli,żeby ją odwiedzać;) Czasem tak wolę, bo jak gadka sie nie klei i jakoś jest nie fajno,to zmywam sie i spokój:)
Dzięki Doro, czuję się już prawie przekonana do prezentu ;)
UsuńTe koleżanki. Po namyśle stwierdzam, że netowe lepsze :D Bo jakoś się dobierają, a te "nadane" to przez lata poszły w inną stronę i teraz nie pasuje :D
Prawda:))))
OdpowiedzUsuń1 prezent b.fajny kupuj i niech im sluzy.
OdpowiedzUsuń2 a gdzie takie maslo kupujesz i jak ono wyglada?
3 dziwna znajoma ale teraz juz wiem ze ludzie sa rozni, niestety
8 km w 1 strone? :O
https://www.google.pl/search?q=maslo+irlandzkie&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=2xQLVea3BYW6Uc-zhPgD&ved=0CCkQsAQ&biw=1280&bih=863
OdpowiedzUsuńNie, w obie strony razem. Ale codziennie :P
W Piotrze i Pawle, czasem jest w Lidlu albo w Stokrotce. Gdzie indziej nie widziałam, ale też nie bywam. Pewno w Almie też jest. To maslo :)
UsuńTalerze sa ok, jesli jadaja sushi. Do niczego innego ich nie widze, ale do sushi idealne.
OdpowiedzUsuńDo naleśników. Tak jadłam. Do serów. Do przekąsek :) są uniwersalne :) a sushi jedza :)
OdpowiedzUsuńJedzusiu, odpowiadam w kolejnosci problemow:
Usuń1. A z czego sa te talerze? Bo na zdjeciu wygladaja jak plytka azbestowa, ale to tylko moze taki desen z ceramiki? W kazdym razie dizajnersko wyglada super, tylko ta materia...
2. Dylematow maslo czy margaryna nie mam, oba sa w tej samej cenie (chemia musi kosztowac), wiec wiadomo kto wygrywa ranking. Zreszta, gdy dzieci byly male pediatra zabronil uzywac margaryny tak do smarowania jak do smazenia, wiec wieki cale nie kupilam korytka z margaryna.
3. Kolezusie spusc po brzytwie (jak mowi Czerepaniak z RANCZA), szkoda Twojego czasu, ze o atlasie nie wspomne. Nie daj sobie zmarnowac Swiat, a na przyszlosc stawiaj twardo swoje warunki, takie jak lubisz, lepiej rzadziej sie spotkac, a w przyjemnej atmosferze, niz kisic sie jak te stare ogory-siury.
4. Podziwiam Cie, za te 8kilometrowe marsze i namawiam do kontynuacji, samo zdrowie, a jakie tanie... Teresa
Tereso, talerze są z kamienia łupkowego i zapewniam, że nie badziew :D A mój pediatra polecał margarynę i moje jadły aż im się uszy trzęsły. Zresztą jedzą do dziś i mnie nie słuchają...Teraz smażę na maśle klarowanym. Odpuściłam postawiłam się i napisałam, że pasuje mi tak, a nie inaczej. Odpisze, jak wróci do cywilizacji, bo nie ma teraz internetu. Trudno :) Kontynuuję, jak najbardziej, pierwsze 4 km bolą, ale potem już z górki.... Byle pogoda była :D
OdpowiedzUsuńDorko, ale ja nie pisalam w sensie, ze badziew, wprost przeciwnie, bardzo ladny design, tylko pod wzgledem zdrowia, nie wiem czy ta materia jest bezpieczna w dodatku w zetknieciu z zywnoscia... Jakis czas temu, ogladalam na jakiejs stronie (ktorej juz nie pomne) mnostwo modeli nakryc stolowych wlasnie z lupkow, ale ze ja staroswiecka jestem, stad moje watpliwosci, ktorymi sie z Toba podzielilam. teresa
OdpowiedzUsuń