Z kronikarskiego obowiązku zanotuję, że we wtorek wleciał Kierownik Budowy i o mało o zawał mnie nie przyprawił, bo przywlókł ze sobą wielgachną różę z okazji Dnia Kobiet. Co z tego, że spóźnioną. Kurde, pora umierać, jak faceci do mnie z badylami łażą. Taki jeden kiedyś przywlókł kaktusa i rzekł, że to jedyny kwiat, jaki może dać mi. Nie lubię kaktusów, nie dbam o nie. I co? Stoi już jakieś 12 lat i rośnie, w młode obrasta i nic. Pierworodny w ogóle nie pamiętał, że matka jest kobietą. No może i nie jest, bo wszak Inżynier mądrze rzekł niedawno: a kto powiedział, że Mama jest człowiekiem?? :)
Mniejsza z większym, gadaliśmy znów do oporu i wciąż mnie zaskakuje. Że ojapierdolę. Uważa, że podejście islamu do kobiet tzn. do ich ubioru jest słuszne. Dyskusja była więc zawzięta i zażarta, i tylko mojemu wrodzonemu taktowi zawdzięczamy, że noże nie poszły w ruch.
Ale skończyło się dobrze, jesteśmy umówieni na następną pogawędkę i będzie ciekawie.
A potem (się śmierdzi, wiem) toczyło się lekko z górki i pod górkę, jak to zazwyczaj u mnie bywa w pracce, ale dreptałam pracowicie, nie oszczędzając się. Aż do piątku, kiedy gwizło, zapiździło, zawiało i zapadało, a w pracy wycisnęli ze mnie siódme poty.
Powiedziałam więc: basta, i gdy na wycieraczce zobaczyłam zziębniętego Niechcieja z sinymi rączkami, ulitowałam się i wpuściłam gagatka z powrotem. A co tam, mam miękkie serce :)
W piątek rano na oknie
budziła się nadzieja, ale bratki biedne marzły. Marzłam i ja, choć pracowicie w sobotę obdreptałam okolicę, Manhattan i co się dało.
Wróciwszy do domu, za niecną namową Niechcieja stwierdziłam, że pierdolę to przedszkole, i bławatki, i kąkole i aktywność ograniczyłam do zrobienia kotletów z kaszy jaglanej i ugotowania garu rosołku, z głodu więc nie zginę.
Potem omiotłam mieszkanie spojrzeniem, co oczywiście pomogło jak umarłemu kadzidło, no ale w sumie po ogarnięciu tych paru kotów, co się szwędały z kąta w kąt i umyciu łazienki, kto brudasowi zabroni gnić? :)
W międzyczasie zdobyłam ostatnią część Hobbita, trwa 2,5 godziny. Ojapierdolę. Dobrze, że oglądałam w domu, w kinie albo bym wyszła, albo zwariowała znienacka. Zdjęcia i efekty - cudne, ale treści żadnej. W sumie 2,5 godziny naparzania sie i efektów specjalnych, co w sumie można było zamknąć w góra 20 minutach. Jedyna scena warta uwagi to moment, gdy umarł Kili i gdy czarny charakter (pamięć do imion mam jak dziurawe sito) wieje w kobiecym przebraniu, a jego przeciwieństwo woła za nim: A...cośtam, halka ci wychodzi :)
Niechciej zaś, bojąc się przed wywaleniem na zimno i deszcz, donosił mi Krwawą Marry z selerem, a jakże i wachlował wachlarzem, patrząc czule w oczy... A ma te oczy, kurde, ma :)
W niedzielę rano umówiona byłam z Inżynierem, tradycyjnie i zacierałam łapki, jak zjadę nieboraka, bo to był angielski Dzień Matki :) Włażę więc na Skype, a dziecię me kochane życzenia mi składa na dzień dobry, no i cały pogrzeb na nic!!! Widać zapamiętał jojczenie sprzed roku :) Pogawędziliśmy mile i spadłam. Jako że padało dalej i piździło jak za cara, a Niechciej swój zgrabny tyłeczek podtykał, serwując tym razem herbatkę bez prądu wlazłam na moment na You Tube i... przepadłam.
On revient toujours a ses premiers amours...
Znów z Il Divo...
Trzęsąc się włączyłam ajfonika, nastawiając się na długą i zażartą bitwę, jak wczoraj na filmie, z przegraniem z PC na telefon.
I co?? Hyc, przegrało się, nie pytać mnie jakim cudem, ale przegrało się...
Omiotłam po raz wtóry chatę spojrzeniem, żeby wyprysk niesprzątania zmalał i pomogło.
Il Divo cuda czyni... I przenosi w lepszy świat...
Baran też pamiętał, że jest Dzień Matki.
Pierworodny też, ale w stosunku do swojej żony, bo wrzuciła na FB od dzieci.
Mnie nie ma. Widać to jednak prawda z tą pietruszką, w której go znalazłam...
Nic to.
Dziś budzę się, trę zaropiałe ślepka i tłumaczę Niechciejowi, jak czekista czekiście, że time to say goodbye, niestety, kopala w dupala dostał i poszedł. A dupala ma zgrabnego, nie to co ja...
Idę do pokoju, a tam...
więc... Odpaliwszy Il Divo, poszłam w świat bez plecaczka, za to z torbą z jedzeniem i...
Annndżelinaaa... :)
W pracy poszło mi błyskawicznie, co mnie aż dziwiło. Mamy grafika na zastępstwie i choć z "naszą" graficzką lata pracuję, ten jest "niedopodrobienia". No, ale to nie moja broszka :)
Ponieważ po 16 nie zanosiło się na rzeź niewinątek polazłam bez plecaczka w siną dal i zrobiwszy zakupy wróciłam do domu.
A tam. Na wycieraczce leży sobie zielona koperta i animrumra.
Ki diabeł.
Patrzę, Knorr.
Rachunek sumienia robię.
Pić piłam, ale nie aż tyle, żeby nie pamiętać sytuacji, w których serce klęka.
I że cały dzień leżała i nikt nie zajebał?
Ojapierdolę, takie numery to w UK, ale u nas?
Wpadam do chaty, rozrywam kopertę i jak myślicie, kto walnął mi taki numer?? :)
A że na kopercie stało jak byk "nie zgniatać", listowy kombinator zostawił ją na wycieraczce :)
Dziękuję, Zmorencjo :)
Przelazłam dziś 13 tysięcy kroków, więc nieźle. Czekam na moment zrzucenia płaszcza, będzie lżej. Il Divo to zapas na co najmniej trzy miesiące łażenia, zanim się znów osłucha...
Znów dzień przeminął, dał może mniej niż pragnął dać.
Ale dał więcej, niż obiecał.
I tego się trzymajmy :)
Zatem, Kochany Pamiętniczku, do następnego napisania :D Postaram się zaglądać do Ciebie częściej... Ale nic nie mogę obiecać...
PS Wciąż mi się Umarlaki śnią. Widać przeszkadza im bałagan na cmentarzu, choć nie powinien. I wiem, że tu nie wykpię się omieceniem spojrzenien. No dobra, tęsknię za Wami, ale... Nie popędzajcie mnie. Wiem, pamiętam, przymierzam się, ale nie obiecuję... I... chciałabym jeszcze trochę tu... Mogę??

hihihi wysyłałam tyle zgłoszeń że już nie pamiętam jak komu podpisałam ;-) ale moja szwagierka nie dostała , czekam czy dwie kumpele od pokala coś powiedzą i sąsiadka z góry
OdpowiedzUsuńte bulionetki dupy nie urywają ale sam fakt że coś się dostaje znienacka jest fajny ;-)
teraz biorę grasuję na stronach Wedla i Wawela ;-)
Grasowaczka :) W zyciu bym na to nie wpadła... :)
Usuńale gramatycznie napisałam "biorę grasuję " nasamprzód chciałam napisać biorę udział , zaś pomyślałam że napiszę grasuję i nie wykasowałam heh
UsuńZlituj się nade mną. Za darmo i po godzinach nie poprawiam. A już na pewno nie poprawiam przyjaciół, bo po co?? Oprócz PS bez kropek, ale to... zwykłe droczenie się, bo w listach sama tak pisałam, z kropkami, zanim nie zostałam korektorką i nie odkryłam, że PS jest bez kropek... Listów cała sterta na dowód w walizce leży... :)
UsuńPS Zmorko, po namyśle :) Między biorę a grasuję wstawiasz przecinek i szafa gra :D
UsuńJak pięknie tulipany rozkwitły, mój ładnie wyglądał nierozwinięty, później prawie zaraz oklapł. Pięknie chodzisz, ja dzisiaj prawie wcale, tylko tzw.małe kółko,zakupy i do domu.A tu niespodzianka w sensie ,że te okna teściowej były do mycia.
OdpowiedzUsuńKurde, też zawsze pisałam z kropkami!
Zmorko,Ty to niezła jesteś:)
Doro, to amarylis, nie pieścichłop :)
UsuńO ,ha,ha, faktycznie!:))))
UsuńAleż to się czyta! Chyba się rozgoszczę, choć bez zaproszenia...
OdpowiedzUsuńWitaj :) zapraszam, skoro bez zaproszenia niekomfortowo ;) Herbatkę?
UsuńWitaj, ach witaj droga Jedzo w ten piekny (u mnie) dzien. Co do poprawiania bledow, to ja poprosze usilnie o Twoje poprawki jako fachowca, albowiem zdarza mi sie takowe popelniac z wiadomych wzgledow. Moze nie takie ordynarne ortograficzne, ale juz co do kropki, przecinka czy dwuznacznika to roznie u mnie bywa, wiec smialo, wytykaj mi, jak tylko takowego (byka) spotkasz.
UsuńO bratki sie nie martw, one jak jest mroz opuszczaja labki i lodyzki, ale jak tylko sie ociepla, to znow staja na bacznosc i sa pieknie dekoracyjnie. Zakupilam wreszcie dzisiaj 2 korytka bratkow, z czego bardzo sie ciesze, juz posadzone na miejsce docelowe. Ale jak Ty maszerujesz przy tej Angelinie, ona taka powolna jest...
Kombinowalam juz, jak by tu omiesc wzrokiem chalupe na swieta i na tym poprzestac, ale nie wytrzymalam i przy okazji mycia Karcherem tarasu od ulicy umylam wielkie okno (2 x 2,20m), firanek nie piore teraz, zawsze piore po zakonczeniu sezonu grzewczego i mam poki co spokoj. Co bedzie dalej w tej kwestii - zobaczy sie, bo jak sie oziebi, to ja dam sobie spokoj ze sprzataniem. A co, kto leniwcowi zabroni...
Ps 1 (bez kropki, ciesze sie, ze dowiedzialam sie czegos nowego, bo za moich czasow, uczyli, ze stawia sie kropke i reszte zaczyna sie duza litera, he, he...) pisz jak masz ochote, bo co sie bedziesz zmuszac.
Ps 2 Czy wiesz jak sie zarejestrowac u Ciebie, zeby nie byl Anonimowy, tylko tak jak u Dorki na przyklad? Teresa
Widzisz, Tereso, to moje przekleństwo, ludzie np. nie komentują, bo boją się, że zrobią byka, a ja będę to wytykać. Dlatemu mam zasasę: nie pracuję po godzinach i w czynie społecznym :) Sama też literówki puszczam, bo nie zawsze chce mi się wszystko dokładnie sprawdzać, czasem mi coś umyka, bo nie należy poprawiać po sobie - żelazna zasada korekty :) Jak masz jakieś wątpliwości - zapytaj, odpowiem, ale poprawiała nie będę, wybacz :) A czlowiek całe życie się uczy, a głupi umiera. SA - spółka akcyjna piszemy bez kropek, a wszyscy nawet w nazwach firm piszą z kropkami. Poloniści żyją po to, żeby życie upierdzielać. Nie lubię ich, nie jestem sama polonistką :)
OdpowiedzUsuńNie wiem, jak u Dory logowanie, ja mam bloga na innej platformie. U mnie masz taką rubryczkę: komentarz jako i strzałeczka. Jeśli masz konto Google+ albo pocztę na gmailu, to tam się logujesz i już nie jesteś anonimowa. Inne z tego, jak Open ID itd. nie mam zielonego pojęcia, nie mam tam profilu. Angelina wystarcza, jestem stara i powolna, więc jest w sam raz... :) Nie chodzi o tempo muzyki, chodzi o to, żeby duszę rozdzierało i żeby myśli szybowały gdzieś tam :) Dobieram melodię do nastroju. Idę jak przeciętny piechur, 4 km mniej więcej w godzinę, nie biegam, nie biję rekordów. Zreszta jestem dziedzicznie obciążona, znaczy się, przeważnie siatę jakąś wlekę, a to już wysiłek dla mnie, do tego torba wieeelka, więc szybciej się nie da :D
Nie mam ogródka, tylko loggię i na początku otulałam bratki... kocem na noc ;)
Dorko, ja tez bratki sadze do donic (przytarganych zreszta z Polski, a co nasluchalam od Chlopa to moje) takich wiekszych, bo na sadzenie bratkow na klombie to mnie nie stac, zeby byla ladna kolorowa plama trzeba chociaz z 30 i wiecej roslinek, a w cenie jaka teraz wolaja ogrodnicy i sklepy ogrodnicze, to sensu wielkiego nie ma napychac im kieszenie, kiedy to nie ich praca tylko maszyny to robia: sianie, przesadzanie i reszta. Mowie Ci, wyprobowane u mnie, teraz juz przeciez 20stopniowych mrozow raczej nie bedzie, ale takie do -5°C w nocy to i owszem, wiec bratki tylko troche opadna, ale jak tylko temperatura sie zrobi na plus, one ladnie wracaja do formy. Kocham bratki, to takie male, dzielne zolnierzyki. Kupuje je co roku, zreszta jeszcze w najblizszym czasie mam zamiar jeszcze ich dokupic. A z przodu przed domem posadzilam dzisiaj 15 bratkow w starym kole od lokomotywy (Chlop kiedys pracowal przy odnawianiu starych lokolotyw i jak jak je wyrzucili on je przywiozl do domu). Oczyscilam z rdzy, pomalowalam specjalna farba i mam dekoracje przed chalupa bardzo stylowa i... elegancka. Sprobuje sie zalogowac na poczcie gmailowej, moze mi sie uda. Teresa
OdpowiedzUsuńPróbuj :) O, koła do lokomotywy zazdroszczę, to super :) U mnie bratki widzialam w kwiaciarni po 3,90, zgłupieli, u gościa na targu mam po 1,50, nie wiem jak na giełdzie kwiatowej, jeszcze nie byłam. Ale taniej jak za złotówkę nie będzie, a 30 zł (jak piszesz - 30 bratków) to już u mnie jest pieniądz. Jeszcze mi nigdy nie wymarzły i też je kocham :) Bo nie śmiecą platkami, jak pelargonie - od sąsiada wszystko ląduje u mnie... Klombu przed domem mimo wszystko zazdroszczę :D Taka już zazdrośnica ze mnie ;)
OdpowiedzUsuńOtwórz komentarz, wyciągnij Googla, zaloguj się i samo Cię zaloguje do komentarzy, z tym że jak masz pocztę na nazwisko, poda Twoje nazwisko (tzn. jak masz nazwisko w adresie poczty), ja na jednej tak mam :D
Usuń