za mną. Minął spokojnie, aczkolwiek pracowicie, emilek, wydruk, emilek, wydruk i tak dookoła Wojtek. Tylko Bossa unikam jak diabeł święconej wody, bo wlazł na odcisk wszystkim. Z przykrością stwierdzam, że to ani chybi wczesna andropauza, co jest gorsze od damskiej menopauzy o całe niebo... Wyznaczył na 17 zebranie, a teoretycznie ludzie kończą pracę o 16 niektórzy... Zebranie - moim skromnym, nic nie znaczącym zdaniem nic nie wnoszące w danym momencie, a robiące zamieszanie, tym bardziej, że jutro powinno wszystko iść do drukarni.
Nie mój cyrk, nie moje pchły.
Ja tam tylko sprzątam, ale jeżeli dziewczyna, która jest w ciąży, czuje się OK, chce pracować, stwierdza nagle, że jednak pójdzie na zwolnienie, bo do tanga trzeba dwojga - to coś jest na rzeczy, co nie??
Nic to, Michałku.
Wyczyściwszy biurko i pocztę (nienawidzę wychodzenia jak nie mam zrobionego wszystkiego, nabijają się ze mnie, ale co tam), poszłam w świat.
Wyszłam drugimi drzwiami i... Skręciłam tam, gdzie nigdy nie chciałam skręcać... I okazało się, że jestem gupia cipa :) I to jak gupia :) Hyc hyc i już byłam przy Panoramie, a stamtąd rzut beretem do chaupki. No byłby rzut, gdyby nie
rozbabrali :) Mieli skończyć do listopada tego roku, a okazuje się, że... No oczywiście, nie zmieszczą się w terminie. Jak sucho i ciepło da się tam przejść (inaczej muszę nadkładać i tak już nadłożonej że hohoho drogi), więc jak coś, godzinny spacerek i bez żadnego MPK i wąchania smrodów w bimbach i autobusach w tym samym tempie co przy jeździe jestem w domu :) W godzinkę niecałą, a i zakupy po drodze w Stokrotce zrobiłam, nadkładając co nieco. A tak się bałam tam iść. Fakt, że droga do Panoramy w zimowych warunkach, jak mrok szybko zapada raczej odpada, ale mamy wiosnę, więc jak dobrze wstać, skoro świt :D
W sumie przelazłam dziś 8 km, też pięknie :)
W nagrodę kupiłam sobie piwo, bo Słoneczko przypomniało mi SMS, że dziś świętego Patryka jest :D
Papryczek ma pewno imieniny, ale primo po pierwsze, nie mówili, a Papryczka kilka razy jest, primo po drugie mnoży mi się rodzina, a zasady są niezdrowe. Kiedyś obchodziło się tylko imieniny i tak było tu, w Wielkopolsce. Potem przyszła moda na urodziny, no i co cwańsi obchodzą oba święta. Tym sposobem mój kalendarz i portfel trzeszczą w szwach, więc mówię: pas... Anglosasi w ogóle nie wiedzą, co to imieniny, fajną zabawę mieliśmy w pubie w Nowy Rok, tłumacząc Anglikom (laska nebeska była z takim paskudnym harleyowcem, że tfu, tfu), co to są imieniny, bo Inżynierowi akurat wypadły. Mimo że Inżynier płynnie szprecha po ichniemu, nie zrozumieli. Więc skoro mieszkają na stałe w UK przyjęłam zasadę: chcecie urodziny, macie urodziny. I basta. Wyjątkiem są moje bachory, wyłamał się Baran, bo on Ślązak, a tam nie obchodzą imienin. Nie to nie :P :) Sama jestem w luksusowej sytuacji, jak ten szampon wash and go :) Więc mi to rybka i już. Ale piwko za świętego Patryka wypiję, czemu nie?? Miłe święto :) Slainte ;)
Pytanie za 50 zł polskich, Kochany Pamiętniczku :) Czy może mnie wziąć kurwica?? W sytuacji, że... Pracuję z pocie czoła. SMS. Odbierz emilka. Od kumpeli, która hmmm... zawsze dostosowuje wszystko do siebie, znamy się od studiów, widujemy raz na ruski rok. No ale może czegoś pilnie potrzebuje. Jest sama, schorowana (ja nie jestem sama i kwitnę). Odbieram emilka. Tłumaczy się, dlaczego nawaliła znów. OK. Prosi o spotkanie. OK. Odpisuję. Wysyłam SMS, że odpisałam. Za chwilę SMS: przeczytam emilka w domu. No do jasnego kutasa, też moglam tego emilka w domu przeczytać, co nie?? Tym bardziej, że proponuje spotkanie... za tydzień.
Kurwa mać.
Nie odbierać SMS.
Nie czytać emilków.
Nie bo nie, a co??
Czy ja jestem telefonem zaufania albo pogotowiem ratunkowym??
Nie znosze takich kolezanek, ktore innych maja w de.. Z taka jedna, z ktora sie znamy od pierwszego dnia podstawowki i jakies tam przerywane stosunki!!! mamy, ktoregos dnia stracilam do niej cierpliwosc, umawiamy sie na skypa, gadamy, gadamy cale 10 min i kolezusia mowi: poczekaj chwilke, bo mam rozmowe z Ameryka, no i dawaj mnie na laczach trzymac. Wreszcie wraca do mnie, gadamy z 5 min i znow poczekaj chwile, bo synek z Chin dzwoni. Synka jakos wybaczylam (sama mam dzieci, co nie?), ale do jasnej Anielki, niech sie umowi tylko ze mna, albo tylko z Ameryka, albo tylko z synkiem. A nie tak: z jedna dupa na 3 wesela sie wybiera. A wszystko to w czasie, gdy w tv moj ulubiony Downton Abbey leci... Sama rozumiesz, ze cholera ciezka mna trzesla. Teraz jak sie umawiamy, zapowiadam, ze tylko ze mna gada, moze byc krocej, ale z sensem, a nie tak od dupy strony... Teresa
OdpowiedzUsuńO, rozumiem jak najbardziej. Dlatego nie gadam z Pierworodnym, bo u nich TV chodzi na okrągło i wszyscy się gapią w TV, a ja na nich i tak rozmawiala gęś z prosięciem :D I bardzo często w trakcie rozmowy dzwoni teściowa Pierworodnego (wiem, że gadają parę razy w tygodniu) i Synowa siedzi jak na gwoździach, więc się żegnam. Szanuję rozmówcę i zajmuję się nim, a nie czymś innym. Czas to jest najcenniejsze, co możemy dać drugiej osobie. Downton Abbey bym nie darowała, o nie :) Z niecierpliwością czekam na nowy sezon...
UsuńSpotkalabym sie i powiedziala w oczeta to co mysle,o tych emilkach i w ogole.
OdpowiedzUsuńTaka szczerosc dziala,sprawdzilam na mojej kolezance.
Niezle forty masz kochana do pokonania,oby tylko nie lalo.