środa, 25 marca 2015

W telegraficznym skrócie

będzie.
Baran dziś świętuje 35. urodziny. Stara dupa z Niego, ale co tam, niech żyje nam długo i szczęśliwie i niech mu się marzenia spełniają.

Z kijkami polecialam do pracy, w t-shircie od rana, i dobrze, bo badylki zdychały, nikt się o biedne nie zatroszczył. Zgodnie z przewidywaniami pracy było na 15 minut, więc pokrzepiwszy się drugim śniadankiem wylecialam znów w strone słońca, z ciężkim plecaczkiem, bo i chleb miałam, i jajka od zielononóżek, i inne takie tam.
8 kilometrów jak w pysk strzelił dziś zrobiłam, a czasowy rekord spsuło mi 10 minut czekania u lekarza i 3 razy zamknięte przejazdy kolejowe, i kolejka w aptece. Ale nic to.
W pracy mój wewnętrzny wkurw, Kochany Pamiętniczku, wkurw, który skrzętnie ukrywam nawet sama przed sobą (stąd pierdalec) osiągnął apogeum.
Mam koleżankę, D. Do rany przyłóż, życie mi uratowała jak wtedy komornik mnie zaatakował. Ale też kobieta wkurwiająca jest na maksa, bo wszystko wie lepiej i ma konika: leczenie i wyciąganie innych z chorób. Bo swoją mamusię już tyle razy ratowała, a i męża, któremu najchętniej nóż by w plecy wbiła też. Dzieci to tylko ona umie wychowywać, bo stosuje stare, dobre metody - suszy im dupę do bólu. Pannice 27 lat, z dwoma fakultetami i wciąż pod dyktando D. Truje tak długo, aż utruje. Truje też mi, że źle wychowałam swoje dzieci, że powinnam być bardziej stanowcza, zabronić im: wyjazdu, związków, ich decyzji... Mania dzieci, kotów, hobby, oddychania bez dyrygowania. "Bo ja bym sobie tak nie dała". A ja sobie, kurwa, dałam i dobrze mi z tym. Nieważne, czy mi się ich związki podobają, czy nie, dorosłam. To są ich związki. Nie moje. Miałam swoje. Czasami żałuję, że wyszłam za mąż tak a nie inaczej, ale to była moja decyzja, mój związek i moje życie. Z kimś innym może i byłoby lepiej, ale nie miałabym takich Paskudnych Bachorów. Miałabym może inne, ale nie te. A nie chcę innych, bo dobrze mi z tymi. Mimo że są Najpaskudniejsze na Świecie. Amen.
Dziś przyczepiła się mojego zdrowia. Że o nie nie dbam. Że goła latam. Kurwa, jak mam iść w kurtce, skoro gry wychodziłam z domu było w cieniu 10 stopni, żadnego wiatru, słońce grzało na maksa, na plecach miałam plecak i to ciężki i szłam szybkim krokiem z kijkami?? Ona jeździ samochodem, boi się przeciągów i jej zimno. No to niech chodzi w futrze, mi to rybka...
I że za dużo chodzę, bo to niezdrowo. Bo wysiądą mi biodra i kolana. No to będę zapierdalała na wózeczku, albo z balkonikiem, w domu mam windę, w pracy mam windę, jest cudnie... A tyle, ile chodzę to norma do utrzymania jakiejś formy. Inaczej rozlezę się do reszty i chuj bombki strzeli...
I odchyla sweterek i pokazuje, że ma aparat do holtera. Nie takie gówno, jak mi dali, ale superwypas nowoczesne... Zrobiłam kwadratowe oczy: D., po co ci to, przecież nie masz nadciśnienia?? Bo ja dbam o siebie. Nosz, kurwa, teraz wiem, dlaczego czekałam na tego holtera miesiącami, skoro kobieta, której nic nie dolega, poza wymyślaniem, kolęduje wszędzie. I to nie za kasę, na NFZ. Bo ona dba o siebie, bo jej mamusia już trzy zawały miała. A moja miała jeden wylew, ojciec dwa zawały i zmarli szybciorem. Mama mając 48, ojciec 56. A ja mam 60 i żyję na złość wszystkim.
Chuj bombki strzelił, świąt nie będzie...
Więc, Kochany Pamiętniczku, dałam dyla, żeby się więcej nie wkurwiać.
Bo i po co??
Na obiadek skombinowałam kotlety ziemniaczane i wyszły, że ojapierdolę :) Fotkę mam, ale nie chce mi się zgrywać. Zmieniaczki, seler, ugotowałam, zmiażdżyłam, doprawiłam dodając kurkumę, sól, pieprz i jajko, wpieprzyłam w tartą bułkę i... zeżarłam jednym klapnięciem paszczęki to, co miało być na dwa dni. Ale jestem uzależniona od pyr, a to było MLASK : ) Curry nie lubię, ale kurkumę tak.

Pod wieczór Kierownik Budowy pyta, czy może wlecieć. Dla Niego zawsze drzwi mam otwarte, więc piszę, że czekam i polazłam po piwo, bo w lodówce światło.
Wracam, a tu SMS, że babcia Jego trafiła do szpitala...
Pojechał. Okazuje się, że udar miała i ma poważne uszkodzenie pnia mózgu...
Biedny jest.
Dopiero co odszedł mu Ojciec, a teraz Babcia...
A ślub miał być, więc zupełnie nie wiem, co będzie,  biedny Kierownik Budowy....

I jeszcze dodatkowo mam zagwozdkę, bo zupełnie nie mam pojęcia, co będzie w razie wezwania chłopaków do wojska. Nie służyli, u Pierworodnego to zakręcone, ale po amnestii może już jeździć do kraju, przenieśli go do rezerwy. Inżyniera od razu. No ale co mam zrobić w razie gdy wezwanie będzie 4-godzinne??
Znów mam koszmarne sny...

Życie jest popierdolone na maksa...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz