czwartek, 5 marca 2015

Nienawidzę zakupów

Powód prosty - jak sobie coś wymyślę i chcę coś kupić, to dupa wieloryba. Nie ma. Nawet tak prostej rzeczy jak słoik.
Wymyśliłam sobie słoik z pokrywką na takiej stalowej zawiasce, z gumką. Najzwyklejszy. Od groma ich. Mam takie, ale zajęte - a to mąka, a to cukier, a to inne tam przydasię.
A umyśliłam sobie, że nastawię imbirówkę.
Bo tak.
Bo mam fantazję, zachciankę, ideę, niepotrzebne skreślić.
I plan chytry uknułam, że wracając z pracy hycnę do Leclerca, bo po drodze mam, a tam mają słoiki.
Hycnęłam.
W Leclercu oczopląsu można dostać, ciasno jak cholera, wszystko potarasowane, jak nie trzy kumoszki debatujące czy wziąć coś o 10 gr taniej czy drożej, to wózki magazynowe... Ojapierdolę, czułam się jak w olbrzymim labiryncie. I ochroniarz za mną łaził krok w krok, bo ten typ, to znaczy ja tak ma, że wygląda jak wygląda.
Pani wskazała mi półki. Słoiki były, ale nie takie jak chciałam. Zwykłe. Twisty. Ruszyłam więc labiryntem do wyjścia, a ochroniarz za mną. Zakochał się, psiakrew. Miałam ochotę odwrócić się i wrzasnąć, ale jeszcze by pogotowie wezwali i w kaftanik.
Wyszłam.
I myślę.
IKEA.
Tam mają takie słoiki, tam ostatnio kupiłam.
Sruuu na tramwaj, jedynka akurat wypadła z kursu, ale co tam. Mam czas. W IKEA złażę na halę, omijając wystawy, i... Psiakrew. Nie ma sklepu. Rząd białych ścian, labirynt i wszędzie napisy: Zmieniamy się dla ciebie. No i po kiego grzyba?? Jednak ludzie chodzili, więc zaczęłam szukać wyjścia. Za niedługo patrzę: jest szkło. Ale słoików ani widu, ani dudu, ani kukuryku.
Wyszłam z IKEA zła jak osa, nie zarobili na mnie ani złotówki, dranie. Nie chcę zmian, chcę słoik!!!
Dojeżdżam do domu i IDEA :) W galerii co ją niedawno otworzyli jest i PEPCO, i KiK. Mają takie śmieci.
I słoiki takie w którymś z tych niedawno widziałam.
W KiK nie ma. Są słoiki butelkopodobne z korkiem. Kupiłam jeden.
Na złość zapłaciłam kartą :)
W PEPCO nie ma tego co szukam, ale jakieś słoikopodobne jest.
Kupiłam. Zapłaciłam kartą.
Polazłam do Biedronki.  Imbiru nie było.
Wódka mi nie odpowiadała. Nic mi nie pasowało, więc nic nie kupiłam :D
Zjadłam krupnik.
Poleciałam do Lidla.
Był imbir, świeżutki i nawet niedrogo. Kupiłam. W przepisie mam 0,75 l wódki, ale taka rozrzutna to ja nie jestem. Kupiłam litr Soplicy, bo w promocji był.
I tym sposobem za niedługo (jak wytrzymam tyle) będę właścicielką litra imbirówki, bo sprawiedliwie litr wyszedł na te dwa słoiczki. Dobrze, że nie kupiłam półtora litra, bo musiałabym pić :)

Tadam


I muszę od razu poszukac najbliższego mityngu AA. Coś trzeba na stare lata robić, co nie??
NA FB jest grupa sprzedająca książki. Dziś, z braku zajęcia siedzę i ktoś wrzucił pakiet książek dla dzieci. Jako że wnuczków mam na pęczki, kupiłam. Jutro mam odebrać. Chwilę później ktoś wrzucił komplet, który mi wpadł w oko, więc pytam o cenę. 150 zł. Podziękowałam, a gość na mnie z bluzgiem, że co ja sobie myślałam, że za 20 zł kupię?? Że to tanio, bo po 7 zł za tom. Fakt, ale nie dysponuję taką kwotą, więc dziękuję. Chciałam to napisać, a gość już... zlikwidował konto. To i dobrze, jak miałam się dostać w ręce jakiegoś oszusta. Ale są ludzie i parapety, przez moment czułam niesmak. Przecież wchodząc do sklepu mogę zapytać o cenę i nie muszę kupować towaru, o który zapytałam. Niedorobiony jakiś gość. Zobaczymy jeszcze jutro, czy dostanę te książki co chcę dla dzieci :)
I tyle Kochany Pamiętniczku, 12 tysięcy kroków dziś zrobiłam, łażąc za słoikiem.
Nie rozumiem ludzi, którzy lubią zakupy.
Osobiście nie cierpię i jak widać, moja niechęć jest uzasadniona :)

12 komentarzy:

  1. u Putina też wódka w słoikach ;-) Soplica w Lidlu za 35 zeta znowu jest ?
    a ja chcę wielką michę szklaną ,lekką z Ikea ( Miszel w programie swym ma takie , wiem wiem nie masz tv ale masz Ikea :D)
    koniecznie muszę wpaść do Ciebie na zakupy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. 36,99 :) michy jakieś widziałam, ale nie wiem, czy o taką ci chodzi, wlatuj, czekam :) ale ja słoik potrzebuję do nastawienia nalewki, potem przeleję do karafki, mam dwie. Odziedziczone :) Stoją puste od lat :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To sie nazywa determinacja! Dobra jestes :)
    Nie znosze zakupow! Do tej pory, z bab ktore nie lubia zakupow znalam tylko moja siostre. Na szczescie wiekszosc tego co mi do zycia potrzeba mozna kupic przez internet.
    No i narobilas mi smaka na nalewke. W zyciu nie robilam, a pretekst do kielonka by sie przydal. Tylko tu wodka nie tania...

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie też tania nie jest :) ale raz na rok? To się nazywa ośli upór :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale miałaś parcie , też tak czasami czegoś szukam i nagle diabeł ogonem przykrył i nagle nigdzie nie ma. Nigdy nie robiłam żadnej nalewki,ale zawsze brzmi smakowicie jak czytam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to masz szansę zadebiutować :D :) Tak mnie naszło przy okazji kuracji imbirowej, a sam imbir dobry też na nadciśnienie jest :D

      Usuń
  6. Jedzusiu, a co tam jeszcze oprocz imbiru do sloika dorzucilas, cytryne czy pomarancze? Ja zrobilam pare lat temu imbirowke cynamonowa, ale za mocna mi wyszla i tak stoi juz pare lat. Trzeba by ja czyms rozcienczyc, ale nie wiem czy woda sie na przyklad nadaje i ile jej dolac. Wiec trunek stoi i jeszcze - kurka wodna - mocnieje. Teresa

    OdpowiedzUsuń
  7. Imbir, cytrynę, miód i cukier brązowy. Nie powinno wyjść za mocne, bo to wódka, nie spirytus :) Nie wiem, co zrobić, nie robilam nigdy nalewek oprócz rabarbarówki w zeszłym roku,a i to na wódce. Na spirytusie robił zawsze Inżynier, ja nie mam dla kogo, sama piła nie będę przecież :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja ostatnio serwuje sobie raz w tygodniu przed emisja Downton Abbey kieliszeczek malinowki (ta mi sie bardzo udala, moze dlatego, ze ma idealny wiek dla nalewek -podobno 6 lat min.), Chlop sobie rumu dolewa do herbatki i tak sie alkoholizujemy. Osobiscie najbardziej lubie wisniowke z moich wisni (ale ta nie rodzi co roku ) i jezynowke (z pieknych, duzych jezyn bez kolcow). Ja mieszam pol na pol z chlodna przegotowana woda i zostawiam na min. 6 miesiecy w piwnicy, zeby sie "przegryzlo". Teresa














    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie 6 lat nic nie postoi. Nie ma gdzie ;) Zresztą wszystko muszę kupować, więc gdzie takie fanaberie ;)

      Usuń
  9. Nie masz piwnicy w bloku?
    Faktycznie, wodka albo spirytus sa drogie, a jeszcze jak owoce trzeba kupic, to juz w ogole ta impreza staje sie nieoplacalna, tym bardziej, gdy rodzina jest nieliczna. Moje dzieci wcale nie pija alkoholu, Mlodszy ew. piwo, Starsza rzadko wino do obiadu, a i to jak my pijemy, Zreszta postanowilam juz nic nowego nie dorabiac, starczy tego, co zostalo z mojego szalenstwa sprzed kilku lat. W tym roku, jak dobrze pojdzie, dorobie tylko soku malinowego , bo ten sie zawsze przyda, no i korci mnie jeszcze zrobic soku z czarnej porzeczki na przeziebienie albo syropu z kwiatow czarnego bzu na kaszel. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam, oddałam lata temu. Mój mąż był flejtuchem i trzymał za drzwiami zbitymi z desek na krzyż części do samochodu, wrzucając wszystko na kupę. W rezultacie mieliśmy wciąż włamania, a gdy już przestałam zmieniać kłódki, bo kosztowało majątek, zagnieździła się tam żuleria, a on palcem w bucie nie kiwnął. Oddałam więc piwnicę spółdzielni, tym bardziej, że stale do niej szambo wybijało (nadal wybija). Przeżyłam tu 20 parę lat bez piwnicy i tak odejdę :D Mam po prostu melodię na to, minie. Moja Ciocia od lat nastawia nalewki i jest koneserem, ale ja mogę bez tego żyć :) Po prostu zabawa :)

      Usuń