wtorek, 31 grudnia 2013

Nie mam nawet czasu

na pisanie, czas leci jak Zatopek. Przyschło, ćmi jak niedoleczony ząb, ale cóż. Nie takie świat dramaty zna.
W niedzielę odwiedziła mnie Mała Wiedźma i myślę, że z tej mąki będzie niezły chleb, ale... Będę musiała zacisnąć zęby i pracować.  Wrócił też z kraju Postman i jako jedyny w pełni docenia moje sałatkowe wariacje i dzieli się ze mną szparagami z własnychz apasów, od ust sobie odejmując. Zatem atmosfera rodzinnego grobowca ociepla się z dnia na dzień.
Ale.. Wczoraj błahym świtem pitraszę Ci ja risotto starojędzowe i kolejną sałatkę, bo arbuza ci u nas dostatek, gdy wtem rączka jakaś wdzięcznie łupnęła w moją robotę, tak że omal wszystko na glebę nie poleciało i... na scenę wkroczyła piękna Helga von Graffen, dziewczyna Smerfa Marudy. Ojapierdole, pierze w kuchni leciało, jak zaczęła wszystkim miotać... I po nastroju rodzinnego grobowca. Chłopcy pojechali pozałatwiać, a tornado o nazwie Helga nieco osłabło, starając się wydobyć ze mnie sroczozaułkowe plotki, ale szpakami karmiona rozpływałam się nad moim remontem, omijając kłopoty i plany mieszkańców Sroczego Zaułka. Gdy wrócili chłopcy, raźno wskoczyliśmy do Kijanki (ja w charakterze balastu, bo Kijanka delikatna, chłopcy jak szparagi, a piździło i lało jak za cara) i pojechaliśmy do apartamentów Postmana do Northampton. Nie miałam czasu na fotki, co nieco pstryknęłam ajfonikiem, trudno. Northampton ładne jest, może kiedyś... Jeden budynek zrobił wrażenie ;)





Z Northampton skoczyliśmy do Rushden, gdzie... Maybe... Za niedługo... Ale cichosza, bo się wyda..Wracaliśmy do domu już o zmierzchu, ciepło było i P. swoim zwyczajem zwinął się w klębek i spał, a dla mnie nastąpiła najmilsza część każdej wycieczki. Tym razem tym milsza, że poleciały piosenki z początków naszej znajomości, a i Baran od czasu do czasu dał się skusić na śpiewanie, co mnie też zawsze bawi... Lubię, jak śpiewa prowadząc :) Pojechaliśmy opłotkami i... Fajnie minął ten dzień, tym fajniej, że Inżynier napisał, że Smerf i Helga idą gdzieś bez nas :) 
Wieczorkiem sączymy sobie piwko i winko, sami, bo Smerf z Helgą zabarykadowali się w swojej jaskini (Smerf tylko dzień dobry mruknął i słowa nie rzekł więcej, ona jak cień mykała z kolacją), understand, nie piją, bo ona mu nie pozwala, ale z herbatką mogli dołączyć i opowiedzieć, co w kraju słychać... I wtem zalatuje z góry Gadułka i...




Zostałam szczęśliwą posiadaczką zakrwawionego tasaka, zamówiła go zaraz po tym, jak wrzuciłam toto na FB :) Ale dopiero wczoraj doszło.
Rosołek pyrgoli, bo to nie wiadomo, jak będzie jutro ze zdrowiem. Kończył ię kolejny rok, myślałam, że ciulaty do bólu, ale nie. Prócz tej męki z remontem dał mi wiele pięknych chwil, spotkań z ludźmi bliskimi sercu, przyniósł wiele pięknych wspomnień. 
I oby nadchodzący był równie przyjazny, jak mijający, bo czeka mnie wiele zmian.
Zmiany są dobre.
Bez nich życie byłoby jałowe.
Wciąż się tego uczę.
Zatem spełnienia marzeń.
Szczęśliwego Nowego Roku :* 

3 komentarze: