pogoda była idealna, pojechaliśmy z Inżynierem po zakupy, potem on wrócił do domu i pojechał na lotnisko po Gadułkę, a ja z Baranem poszliśmy na spacerek, pooglądać trochę świat. W Galerii dostałam ubranka dla Skubanego, ale czekam jeszcze na płaszczyk dla niego, Pierworodny ma kupić, bo kupił za mały :)
Jako że mieliśmy mieć gości - Sikorzy rodzice się zapowiedzieli, po raz pierwszy w życiu zrobiłam misę sałatki owocowej i wyszła mlask, że ojapierdolę. Właśnie wcinam na śniadanie resztki i stwierdzam, że to bardzo dobre śniadanie i takie będę sobie w PL robić. Nie dodałam nic, prócz owoców, choć kupiliśmy kremówkę i jest niebo w gębusi :)
Rankiem budzę się, chcę sprawdzić godzinę i co ja paczę. Messenger Barani: Co robisz? Odpisałem nader inteligentnie: Śpię :) inwigilator jeden ;)
A za oknem kolejny Karol, jeszcze nie wiem, jak dziada ochrzcili, zastanawiamy się tylko, czy płot wytrzyma kolejny atak. W sumie sama nie wiem, co lepsze - śnieg czy wicher, ale chyba wolę wiatr od tej brei. Przynajmniej w PL, gdzie domy są solidne. No i jak skończą budowę w moim sąsiedztwie, bo stoi tam olbrzymi dźwig.
Miłego dnia :)
A zupkę do pracy będę miała:
Już dawno uskuteczniam sałatki owocowe ;) Dobre są z jogurtem greckim :)
OdpowiedzUsuń