Wczorajsze zakupy, już ostatnie przedświąteczne były dla Barana pokutą, bo nie lubi tłoku, a ludzi było więcej, jak mrówek w mrowisku, buraczków zabrakło i biedny Inżynier będzie miał oszukany barszczyk ze słoikowych buraczków. Anglicy sprzedają gotowe, gotowane, ale nie lubię ich. Buraczków, nie Anglików ;)
A Karol (za ścianą mieszka Polska rodzina z trojgiem dzieci, patologia że ojapierdolę, latają wiązanki, gość do dzieci zwraca się wdzięcznie przez słowo na k, a do żony jeszcze wdzięczniej, więc mamy nowe słówko-wytrych - Karol) płot nam rozwalił, tak wiało, prawie jak Ksawery, więc pogoda nie nastrajała do włóczęg, Kijanka skoczyła tylko do centrum ogrodniczego, bo Inżynier zażyczył sobie... jemiołę. On, który mnie zawsze wyśmiewał za przesądy i zielsko. Niestety, jemiołę już wyprzedano co do gałązki i zdobyłam tylko jedną maciupeńką sztuczną. Ostatnią ;)
A potem wino, kobiety śpiew, ale rozsądnie, bo dopiero dziś będą mogli się odprężyć i odchamić, a i to nie wiadomo o której, bo Inżynier ma pracy po kokardę i nie wie, kiedy skończy, a potem jeszcze musi odwieźć brata z rodziną do domu, bo a jakże, oni zawsze na gotowe. No i wcześniej przyjadą, żebym się nimi mogła nacieszyć. Ojapierdolę :)
Rodzinnego, spokojnego dnia, bez padania przy kuchni.
Dzielę się z Wami opłatkiem i życzę łaski spokoju, zdrowia i miłości. Wszystko inne samo przyjdzie :)
no popacz a ja nie wiedziałam że można se chlapnąć kielonka z rańca !!! ale za rok nadrobię ;-)
OdpowiedzUsuńżyczę Ci zdrowia i radości , wspaniałego pobytu tam jak i szczęśliwego powrotu tu
buziak dla Sroczego zaułka :*