niedziela, 15 grudnia 2013

Wpisy

mnożą się dziś jak króliki, ale działo się, działo.
Odprawiona (na powrót też się odprawiłam, sama, HA) poleciałam do wujka Mietka, ostatni raz w tym roku zapalic Im świeczuszkę, a potem na Stary Rynek, bo pogoda taka, że rzeźby niedługo wytrzymają. Opisywać nie będę, koń jaki jest, kazdy widzi, fotki wrzucę. Więcej nie ma, bo... skończyła mi się karta, a ja gupia cipa nie wiem, jak usuwać, żeby wszystkiego nie schrzanić, może to i lepiej :P


Pomerdały się zdjęcia, to z okolicy domowej, nie zgłosiłam włamywacza, bo SMS nie można ;)



 Śnieg nie padał, ale skoro mi już tak opaprali fotkę, niech zostanie :)










 Pod tą choinką co niektórzy mnie wypatrywali, ale nawet w jej pobliże dziś nie dotarłam.
 Biedne te dzieci, wciąż muszą z rodzicami grać na rynku. Nie sądzę, żeby to było ich życiowe marzenie... Na chodniku leży jakaś grzechotka... Chociaż może się mylę??
 I jakiś cesarz rzymski stał, ale jako że za fotki płaci się takim staczom, a nie miałam drobnych, zatem fotka jest, jaka jest :D





 I żelazko przydaje się do rzeźbienia...


 Lampki, ale jeszcze nieświecące, więc w zamian moje :) Świecące, bo... dobrze się bawię :D




A juterko ostatni dzień w tym roku do pracy.
Wymieniałam też kasę i pan chytrze wciskał mi banknoty 50-funtowe. Zdziwiony był, że nie chcę, bo w żadnym sklepie tego nie przyjmują, trzeba z tym latać do banku i jeszcze się opowiadać, skąd się ma... Przerabiałam. Zaskoczony był bardzo, no ale ja tylko wyglądam na idiotkę ;) Hahahahaha, dobrze się maskuję i ludzie się nabierają.
A z daleka szedł jakiś bogoojczyźniany pochód, z białą ogromniastą flagą i obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Fotki nie ma, bo zaczynało nieźle padać, a i do domu chciałam szybko, bo połączenie było. W necie jeszcze nic nie ma, później się dowiem, co maszerowało... Bóg, honor, ojczyzna, groźnie było...
Ojapierdolę...

1 komentarz:

  1. Grzechotka,ale może taka do grania-instrument.

    Fajne te rzeźby,zimna robota.

    OdpowiedzUsuń