czwartek, 10 stycznia 2013

Chora, chorsza, trup

Mści się stanie pod nawiewem na Luton, ale to było jedyne miejsce, gdzie można było oddychać. I znów miałam szczęście - syn koleżanki leciał z Luton we wtorek i... wylądował w Warszawie, po kilkugodzinnym koczowaniu, a ona jechala po niego we mgle i ślizgawicy do Poznania...
Wczoraj poszłam na siłę do pracy i po 2 godzinach się zwolniłam, myślałam, że umrę. W domu ległam na kanapie pod gruba kordłą i kocem i... trzęsłam się z zimna... Spałam 7 godzin, wstałam, posłałam łóżko i znów spałam do rana. Teraz chodzę jak robot, kark mam sztywny i bolący, każdy ruch sprawia mi ból. Ale już nie czuję się tak podle, choć od wczoraj zjadłam tylko jednego tosta, na sam widok jedzenia robi mi się niedobrze. Żeby już był weekend... Synowa chciała przyjechać z mała, ale nie wiem, czy w takiej sytuacji to ma jakikolwiek sens. No nic, zobaczymy,
Grypa to chyba nie jest, bo gorączki nie mam, choć momentami oblewa mnie pot.
Zimo, wypierdalaj, zdrowie, wracaj :)
Już wiem, co znaczy zwrot: "sztywny, jak kij połknął" :)

4 komentarze:

  1. malaczarna
    życzę powrotu do zdrowia
    na nic innego mądrego nie wpadłam, no może jeszcze to że każdy organizm jest inny i inaczej reaguje to może być grypa, oby szybko sobie poszła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwna ta grypa w tym roku, ale jej sie nie dam :D

      Usuń
  2. Współczuję i oby Ci szybko przeszło!

    OdpowiedzUsuń