Nic nie robi cały dzień. Nie pójdę jednak nigdzie, na sam widok termometru zrobiło mi się przeraźliwie zimno, a na przypomnienie, ile warstw odzieży muszę na siebie założyć i ile potem piaseczku będę wysypywać, to już zupełnie nie chce mi się :) Zatem siedzę sobie z moim Niechcemisiem na fotelu i leniuchuje, tym bardziej, że od jutra będę musiała tyłek ruszyć.
Moja nienawiść do zimy rośnie z każdym dniem i nie pociesza mnie fakt, że z każdym dniem jest bliżej wiosny, bo jak wiadomo w naszym kraju wiosna nie równa się ciepłu...
No to kopię i kopię ten dołek, jednocześnie myśląc zapobiegliwie o kupnie drabiny, no bo jak potem z niego wyleźć?? Sznurkowa byłaby dobra, ale czy utrzyma mój ciężar??
Idę na włóczęgę po necie w poszukiwaniu czegoś, co mnie wciągnie. Bo marazm atakuje także moją mózgownicę...
ja dziś też się snuje cały dzień , przeczytałam troszkę książki , troszkę blogów napiłabym się czegoś w dobrym towarzystwie ale o to drugie ciężko ...szkoda że do Ciebie jedzie się 3 godziny !
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że nadal mogę czytać Twój blog. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDotarłam i ja:) Dziękuję za zaproszenie!
OdpowiedzUsuńA ja właśnie,że ruszam moją kubańską codziennie. Nie ma to tamto,dziś ju,już miałam zrezygnowac,ale nie, chociaz jedno okrazenie zrobiłam:)
Nogi bolą od chodzenia po takim śniegu,jak na plaży po piachu:)))))
Fajnie jest, błota nie ma tylko ślisko bywa:)
Ufff! Mogę do Ciebie wejść!:)))
OdpowiedzUsuńA ja cały dzień w piżamie! Tłumaczę się, że źle się czuję ale tak naprawdę NIC MI SIĘ NIE CHCE!