sobota, 12 stycznia 2013

Co o tym myślicie??

Umawiałam się z synową w UK, nalegała, że chce do mnie przyjechać, właśnie dziś. Pomijając animozję, jaką do niej żywię, żal mi wnuczki, która też do mnie miłością nie pała, co jestem w stanie zrozumieć, gdyż u drugiej babci robi co chce, a u mnie "NIE" znaczy NIE i ona już o tym dobrze wie, zna też nieustępliwe spojrzenie babci Yody, która nie nabiera się na żadne minki kota Shreka... Co nie znaczy, że Małą Wiedźmę skreślam, i z bólem serca zgodziłam się na wizytę, która burzyła moje plany, ale co tam. No i od wczoraj siedzę jak na gwożdziach i czekam. Cisza. Co ja, przeklęta jestem czy co?? O 12 zniecierpliwona piszę SMS, że przeżyję, że się nie zobaczymy, że mają w taką pogodę nie jechać (są jakieś 100 km od mojej wioski), że i tak mam jakieś grypopodobne i że zobaczymy się innym razem. I nic, cisza w eterze. Polecialam więc do SB, gdzie też przedstawienie zrobiłam w salonie SONy, pytając dwóch dryblasów o sgubiony kabelek (bo pół roku nie miałam SONY i... zapomniałam). Okazało się, że kabelek mam, to jest ten kawałek, co ładuje, tylko nie wkładam w cholera wie jak to się nazywa, ale w port USB i nie muszę zgrywać z karty, mogę bezpośrednio z aparatu. A dziurka o którą pytałam, to do wyświetlania zdjęć na TV (olśniło mnie, że Inżynier coś o tym plumkał, ale zapomniałam) i że kabelek chętnie mi sprzedadzą, a kosztuje li i jedynie 190 zł :) Mieli ze mnie niezły ubaw, ale przynajmniej bez czytania ponownie instrukcji wiem już co jest do czego i nie będę podchodzić od dupy strony. A kabelki wszystkie mam, oprócz tego za 190 zł, ale nie zamierzam go nabywać, bo taka sadomaso, żeby foty na TV oglądać to ja nie jestem :) Mają teraz przemili chłopcy temat do kawałów i dobrze :D
Polazłam potem po router i okazało się, że rezerwacja nie oznacza, że towar jest w sklepie i czeka, a fizycznie firma rzeczonego routera nie posiada w ogóle, a kiedy będzie - nie wiadomo.
No i w tym czasie dostaje od synowej SMS, że ona w ogóle nie myślała nawet o jechaniu dziś, bo jest chora i że może za tydzień??? A ja jej, KURWA, mówiłam w UK, że przełożę mój wyjazd z dziś na za tydzień!!!!! Rozumiem, jest chora, wszyscy chorują, ale czy nie powinna poczuwać się do potraktowania mnie serio i napisania: przepraszam, nie dam rady??? Co ja, sroce spod ogona wyleciałam i mam być dostępna dla niej, kiedy jej sie zapierdzi?? A moje plany?? Że jest wnuczka. Jest. Ale pokazuje mi ją od wielkiego dzwonu, babcią jest babcia Justyna, nie ja. Pierworodny jaki jest, każdy widzi i na to nie ma lekarstwa.
Co zrobilibyście na moim miejscu?
Bo ja na razie przyjęłam taktykę strusia.
Glowa w piasek. Nie odpisuję. Myślę - jak napisze, ze chce jechać - odpiszę - powinnaś pamiętać, że następny weekend mam zajęty. Jak nie napisze, jeszcze lepiej.
Tylko Małej żal.
No i co ja, kurwa, mam zrobić??
Zawsze będę pierdoloną teściową.
Ty się, Zmorko nie napalaj na synową, bo to zwykle zimne suki są.
A Ty nie jesteś i znów Cię ktoś porani.
Ja tam jestem gruba i mam już wyjebane.
I zamawiam, klnąc, 3. router, który jest na składzie i który miałam odebrać przed wyjazdem do UK...
Jak nie zima, to przemarsz wojsk radzieckich...
Mam żoładkową gorzką... Złotą :)

2 komentarze:

  1. szkoda gadać! Gupia ta synowa i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  2. no inteligentna to ona nie jest , grzeczna też nie jednak jakieś zalety musi mieć skoro oczarowała Pierworodnego
    ja bym zlała temat wizyty w następnym tygodniu i robiła swoje ktoś powinien jej pokazać że należy szanować czas i plany innych osób

    OdpowiedzUsuń