Nie ma letko... Znów wróciły stare sprawy i będę miała w lutym rozprawę z powództwa SKOK o pieniądze, które wziął od nich mój brat. Do głowy mi nie przyszło, że po człowieku, po którym nie zostało dosłownie nic trzeba odrzucać spadek. Nieznajomość prawa nie usprawiedliwia, ale... mogę się teraz obudzić z ręką w nocniku, lżejsza o ładnych kilka tysięcy. Trudno mi nie myśleć o tym, chociaż się bardzo staram. Ale wciąż świdruje i cały dzień boli mnie głowa. Nie będzie to tragedią, choć mocno skomplikuje mi życie, ale cóż. Nie takie świat dramaty zna. Czeka mnie kolęda u adwokata i takie tam. I... muszę rozmawiać z kimś, o kim sądziłam, że już nigdy nie wejdzie do mojego życiorysu. Życie... Nieprzewidywalne jest.
Próbując się nie dać ukochanej porze roku Zmorki zaczęłam zaklinianie, ale wg ostatnich wieści niewiele z tego wyjdzie. Nie będę się z nią kłóciła, widać, że starzeje się w zastraszającym tempie (Ona, nie ja), skoro osiągnęła już moc sprawczą przewyższającą moją z racji wieku. Cóż, bywa.
A to moje antidotum:
U mnie w domu już wiosna i chuj :)
Byłam dziś i wujka Mietka, jako że dziś Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu. No nic, wszystko zasypane śniegiem, pusto i głucho, przekopałam się przez śnieg i zapaliłam wujaszkowi świeczuszkę, niech wie, że pamiętałam i niech tam się za mną wstawi. Przy samym pomniku żywej duszy i złamanego badyla, pewno wszyscy oficjele zajęci pogrzebami matki Kaczyńskiego i prymasa Glempa. Nic im nie ujmując - zmarli po długim życiu. Ciężkim, ale życiu. A mój wujek miał 17 lat, jak go zagazowali w Mauthaussen. Za to, że był klerykiem, Polakiem i że jego ojciec nie chciał podpisać Volkslisty.... Też życie...
Szłam potem tętniącą kiedyś życiem ulicą Czerwonej Armii, a przepraszam, Świętym Marcinem i witały mnie na opustoszałych witrynach naklejki, że sklep do wynajęcia przez ZKZL. Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych. Główna niegdyś ulica Poznania, pusta, brudna i śliska była. Na miejscu salonu sukien ślubnych - lumpeks... A w reprezentacyjnym kiedyś wieżowcu, sławnej poznańskiej Alfie - Żabka czy inna Biedronka, po przeciwnej stronie Krecik... Ojaciepierdolę... No cóż, w dzisiejszych czasach i przy dzisiejszych cenach wynajmu utrzymać się mogą jedynie - jak to kiedyś rzekł prezio Kaczyński - sklepy dla ubogich... Salonów już nie stać na czynsz... Żal dupę ściska... Życie...
Zrobiłam fajne zakupy w P@P, a co, zanim mi grzechy mojego brata konto wyczyszczą, zaszalałam, wróciłam do domu i... zrobiłam sobie żurek, bo chodził za mną skubany, a że Dora narobiła mi ochoty na pęczak, zrobiłam też kotlety z kaszą perłową. Nie robiłam takich dotąd, robiłam normalne z bułką, albo z ryżem bądź z kaszą gryczaną. Te z pęczakiem wyszły jak poemat i... wejdą do repertuaru. Do tego trochę warzyw i już obiad całą gębą... :)
A że dziś
piękna pełnia, proszę Państwa, proszę zauważyć ten nieskazitelny krąg Księżyca - będę wyła. Do poduszki, za dużo się nazbierało...


Te spadkowe sprawy potrafią dać w kość, może jednak uda się od tego jakoś wymigać,cholera.
OdpowiedzUsuńMnie chyba ten pełny księżyc spać nie daje.
Nie robiłam nigdy kotletów w kaszy czy czegoś innego niż mięso mielone:)
Doro, to są kotlety z mielonego, ale zamiast tartej bułki dajesz kaszę. Reszta standardowo, jajko, cebula, przyprawy :) Miodzio ;) Polecam, Żaba kiedyś takie z ryżem opisała i odtąd bardzo rzadko robię z tartą bułką...
OdpowiedzUsuńa to rozumiem:) Ja dosypuję kaszę manną
OdpowiedzUsuńJa gotuję pęczak na sypko i dodaję jako wypełniacz.
UsuńJedza-odrzuca nie warto bo przechodzi na nastepne pokolenie..najlepiej (zazwyczaj) przyjmowac spadek z dobrodziejstwem inwentarza..a to dlatego, ze ew. dlugi zmarlego sa pokrywane z tego co zostawil i nic ponad to..najgorszym wyjsciem jest przyjecie wprost..wtedy sie odpowiada za wsio..a jak to bylo u Ciebie?
OdpowiedzUsuńTo historia sprzed 10 lat, teraz się uepomnieli :|
UsuńNijako, wiedziałam, że mam nie przyjmowac, bo ma długi, ale też nikt mi nie powiedział, że muszę sądownie odrzucić. Nic nie brałam, bo nic nie było. Zawikłana historia. A to chodzi o pozyczkę w SKOK.
OdpowiedzUsuńMi się wydaje,ze po tylu latach to jest przedawnienie i mogą Ci skoczyć.
OdpowiedzUsuńjak nie bylo postepowania spadkowego to co moga zrobic? no chyba,ze Skok przeprowadzil-tez mogl..tak czy siak idz do prawnika..porada nie taka najdrozsza a moze sie okazac,ze moga Cie w pompke pocalowac:D bo wielu wierzycieli sklada prosty pozew o zaplate i liczy ze trafi na idiote :D
OdpowiedzUsuńMam prawnika, ktory jest dobrej mysli. Najlepsza historia, ze oni słali mi wezwania na adres sprzed 25 lat, a znalazł mnie... komornik z zaocznym wyrokiem... Zakrecone to, ale nerwy żre. O mało zawału nie dostałam... To trzymajcie kciuki :)
Usuńpo pierwsze
OdpowiedzUsuńzima nie jest moją ulubioną porą roku a li i jedynie wiosna !!!
ja po prostu lubię jak zima jest zimą wiosna wiosną lato latem a jesień jest złota !!!
po drugie
Mama mi mówiła że nawet jak mnie na świecie nie było to była zima więc nie zrzucaj na mnie odpowiedzialności za nieudolność włodarzy Twojego miasta !!!!
po trzecie
to nie moja MOC zima po prostu trwa od grudnia do marca :-)
po czwarte
Dora ma rację po 10 latach a nawet chyba już po 7 jest przedawnienie nie wiem na pewno ale adwokat zapewne Ci powie
życzę powodzenia
A dziękuję Zmoreczko, wiem, wiem, 3may za mnie kciuki :)
UsuńAle tylko Ty jedna zimę chwalisz i się nią cieszysz...
Dla mnie zima jest zimą, jak jest ze 2-3 stopnie na plusie i nie pada to biale gówno.
A niestety, padało i było na minusie.
Włodarze mojego miasta nie są w stanie nic zrobić. Zima w mieście (taka, jaką Ty lubisz) jest okrutna.
Jak to nie masz mocy?? Niedawno się chwaliłaś, że masz.
Więc albo masz, albo nie... :)
Oj, kręcisz kochana w zeznaniach ;)
Ciekawe jakie kolory bedą miały Twoje hiacynty
OdpowiedzUsuńJa pół na pół lubię kiedy jest biało i z lekkim mrozem.Nie lubię jak jest slisko, no i nie lubię bo muszę płacić wysokie rachunki za ogrzewanie,no i żal mi marznących zwierzaków.
OdpowiedzUsuń