Jakbym nie poszła do pracy, dziury w niebie by nie było. Ale OK. Pożytek z tego taki, że mam przepisaną listę kontaktów, na piecu buzuje najdroższy rosołek w moim życiu (z rostbefu), a ja powoli odzyskuję chęć do życia. I zła jestem, bo Polityka nie chce mi się ściągnąć, choć na jej stronie mówi, że zapłaciłam. Oleję elektroniczną prenumeratę i będę miała co w kiblu czytać...
Tyle pożytku z gazety, że nie boję się jej wziąć do WC, bo nawet jak do wanny wpadnie, to przeżyje. Ja nie z tego pokolenia, co do łazienki z Iphonem wędruje...
zdrówka życzę
OdpowiedzUsuńja już nie pamiętam kiedy taką tradycyją gazetę kupiłam aaaaa
wszystko wyczytuje w necie tudzież słucham w tvn24
A dziękuję, Zmorko... Ale w necie nie ma pełnych wersji, a ja Polityce jestem wierna od szkoły średniej... Ileż to już lat :)
UsuńJa podobnie jak Zmorka.
OdpowiedzUsuńDobrze,że wracają Ci siły ,tylko uważaj,bo wróg czyha,by zaatakować,wiec nie przesilaj się!
Nie wiem jak to jest czytać w kiblu,mnie się to nie zdarza:)
OdpowiedzUsuńDoro, u nas to rodzinne :) Tylko mąż nie czytał, ale on w ogóle nie czytał :D :) I dziękuję za troskę, ale... muszę jutro do pracy... :(
Usuń