poniedziałek, 7 stycznia 2013

Koczowanie

No i znow w nocy koczuje, bo spac nie moge. Jak zwykle. Dlatego wolalabym loty w poludnie, no ale nie ma co marudzic. A i tak Inzynier chce pozniej wyjechac, a ze popijalismy wieczorem, a potem siedzial, to nic nie mowie, ale kolejne nerwy mam.
Jak dobrze pojdzie w poludnie zobacze Miski ;)
A potem normalny kolowrotek, bo ani nie wiem, czy chata jeszcze stoi (w zeznania dzieci naumialam sie nie wierzyc), a i sieciowke musze naladowac i prowiantu dokupic, bo zostawili mi tylko blok sera i litr chleba w plynie. Trudno ode mnie wymagac, zebyw wpieprzala zolty ser i zapijala zoladkowa gorzka, choc niektorzy sa moimi MISZCZAMI w jedzeniu zoltego sera ;)
To byly piekne dni...
Zapamietam je.
Musza mi wystarczyc teraz na baaaaaardzo dlugo, no coz, zycie :)

Jak nie dolece, to tradycyjnie: wspominac mnie dobrze, albo wcale ;)

2 komentarze:

  1. o sera bloczek to mój Kubuś potrafi wciągnąć ale musi mieć ketchup do tego odpowiedni hehe
    i dolecisz dolecisz :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkanie na swoim miejscu? Miśki grzeczne?:)
    klarka

    OdpowiedzUsuń