środa, 6 marca 2013

Ordinary day

Ale miło się zaczął. Krótką pogawędką z Inżynierem (siedzi w Anglii, jak wiadomo) i nieco dłuższą z Baranem (szlaja się po Meksyku, zwiedza piramidy). A ja, jak wiadomo, siedzę jeszcze w piżamie (oczojebnej, pomarańczowej) i sączę poranną miętę, bo kawę już wypiłam, w PL. Jaki ten świat zrobił się maleńki...
Słońce znów pięknie świeci i dzięki niebiosom za parę takich dni, bo pozwalają naładować akumulatory. Tak już jest, że jak mam ekstrapracę, to słońce świeci, jakby chciało skubane przeszkodzić w robocie :)
No nic, nie dam się :D

Trza być kwardym, a nie miętkim :)

Podróżującym wielu wrażeń, pracującym spokoju i zapału, wszystkim miłego dnia :)

PS Wiem, że nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca, ale w końcu Stara Jędza jestem ;)

5 komentarzy:

  1. i u nas następny dzień ślicznie :-)
    dziś znowu mam wolne ( nie podoba mi się to bo potrzebuję środków płatniczych no )
    pójdę albo pojadę na Helenie do Mamy
    jakoś przeżyję tą środę ...jakoś

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadnij do mnie, od 13 idę w Polskę... :) Przytulam mocno. I pozdrawiam Piękną Helenę (wiem, że to Twój rower) ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. WIELKI BUZIAK
    na dzień Kobiet :*

    ps udanego spotkania z Kotem :*

    OdpowiedzUsuń
  4. No dziewczyny,milutkiej randki:))))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. A dziękuję Paniom serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń