Zegarek.
6.23.
Wzdech.
Wyjść spod kordełki.
Doczłapać do kompika.
Zmierzyć ciśnienie zanim się włączy.
Pokulać się do łazienki.
Poranna rutyna.
Kibelek, głowa, wanna, zęby...
Kuchnia.
Woda na herbatę.
Wyciągnąc wszystko z lodówki.
Szafka - tabletki.
Nastawić ekspres.
Zalać herbatę.
Zdjąć kawę.
Włączyć toster.
Obkład.
Śniadanie.
Zmywanie.
Łóżko.
Ubrania.
WC.
Tusz do rzęs.
Spakowanie prowiantu do pracy.
Pogłaskanie Miśków i kazanie.
Buty.
Płaszcz.
Torebka, szal, rękawiczki, player, klucze.
W międzyczasie "doskok' do kompika, jak zawsze, a jakże by nie...
Dzień jak co dzień.
Automatycznie...
Obkład?
OdpowiedzUsuńNo i niestety rutyna dopada każdego.
Ja budząc sie włączam tv,lubię rano ogladnąć wiaodmości,pogodę, i komputer,bo pare słow z J czasem zamieniam,albo on cos juz napisał do mnie przed pracą,
dopiero potem wychodzę z pokoju,kibelek/łazienka/kuchnia
Tak się w Wielkopolsce mówi na... hmmm... smarowidło na chlebek plus dodatki :) skibka chleba z obkładem ;)
UsuńDziękuję,nie wiedziałam:)
OdpowiedzUsuńWstajemy o tej samej-koszmarnej-porze! Ale ja już nie mam czasu ani na kompika ani na śniadanie...
OdpowiedzUsuńJa mam, jadę do pracy na 9, a jak się spóźnię, to nie ma żadnych konsekwencji, w sumie mogę jechać na którą chcę :D Ale wolę od rana, bo reszta dnia moja. I pomyśleć, że kiedyś chodziłam do pracy na 7 :|
Usuń