czwartek, 21 marca 2013

W czepku urodzona

Trafiłam po sznureczkach na bloga dziewczyny, która tak jak ja, zmaga sie z niedosłuchem i studiuje. Z odpowiedzi na mój komentarz wywnioskowałam, że ona ma aparaty, ale to tak do końca nie rozwiązuje sprawy. Fakt, że nie...
Ale...
Jestem w czepku urodzona.
Moja Mama nie pogodziła się nigdy chyba do końca z tym, że i ja, i brat mamy niedosłuch. O mnie walczyła jak lwica, na głowie stawała. W tamtych latach wyjazd do Poznania do kliniki, operacja i inne cuda wianki to były naprawdę wyczyny. A i potem, gdy okazało się, że lekarze nie są w stanie mi pomóc, nie skapitulowała. Nie pozwoliła mi się nigdy poczuć gorszą i zawsze dawała mi kopa w górę.
I tu muszę podkreślić urodzenie w czepku. Zawsze - przez całą edukację miałam szczęście do ludzi. A nie było wtedy akcji "niepełnosprawny też człowiek". Po prostu - otaczali mnie ludzie, tacy przez duże L. Nauczyciele wiedzieli, że mają nie chodzić po klasie - i nie chodzili. Zawsze siedziałam w pierwszej ławce i oswoiłam ją do tego stopnia, że choć trudno w to uwierzyć, czytałam pod ławką zakazane lektury. Nie zapomnę miny mojego polonisty z liceum, który bodaj w 2. klasie przyłapał mnie na czytaniu "Układu" Elii Kazana pod ławką. Wyciągnął - mimo moich protestów - książkę spod ławki, spojrzał na tytuł, zaczerwienił się po korzonki włosów (wtedy był "starym kawalerem") i powiedział: "SJ, poczekaj z czytaniem tej książki jeszcze kilka lat"... (oczywiście, nie byłam wtedy jeszcze SJ). Zrobił książce taką reklamę, że przeczytali ją wszyscy w klasie, nawet ci, którzy żadnej lektury nie tknęli...
I ściagałam w pierwszej ławce aż echo szło.
Jak mnie przesadzili na ruskim do ostatniej, to była moja jedyna gała z ruskiego, bo nic się w ostatniej nie da ściągać :)
A dyro, który historii uczył jeszcze moją Mamę w liceum pedagogicznym, jak Mama pojechała z prośbą, żeby mi uwag nie wpisywał: "odpisuje na lekcji" - czasem nie nadążałam z notowaniem i zaglądałam koleżance do zeszytu, jak dyktował, wyśmiał ją: Co mi pani bajki opowiada, ona nie słyszy?? Jeszcze pytania do końca nie powiem, a ona już rękę do odpowiedzi wyciąga. Dyro był wiekowy i przyciężki i nigdy nie chodził po klasie. Wobec tego pisałam notatki na brudno, skrótami, przepisując w domu. I już nie musiałam się historii uczyć :D A na balu maturalnym tenże Dyro, tańcząc ze mną, rzekł: SJ, ty mnie na litość i niesłyszenie chciałaś brać :)
I nauczyciele, którzy tłumaczyli mi, że polonistyka to nie jest wymarzony kierunek dla mnie, bo... brali pod uwagę, że po polonistyce ląduje się w szkole, a dzieci są okrutne. I znaleźli dla mnie nowo otwarte bibliotekoznawstwo i dzięki nim jestem kim jestem.
Dziękuję Wam wszystkim. Także moim Koleżankom i Kolegom, bo choć jako dziecko alkoholika, obecnie już dorosłe miałam zawirowania i zakręcenia, to jednak nikt z moich rówieśników mnie nie zranił. Oprócz jednego, który powiedział mojej przyjaciółce, że: jakby miał mieć taką głuchą żonę, to u niego w domu by garnki fruwały. No cóż, nie można mieć wszystkiego.
A z powodu słuchu obniżyli mi kiedyś stopień na studiach. Wykładał facet z zajęczą wargą, którą maskował sumiastym wąsem, tak że czasem "nie widziałam, co mówi". Na egzaminie masakra, rzeź niewiniątek, Sajgon i Armageddon. Proszę więc gościa (wchodziliśmy trójkami), żeby koleżanka mogła zanotować pytania dla mnie, bo niedosłyszę i nie chcę coś pokręcić. Facet się zgodził. Odebrałam pytania i odetchnęłam, bo znałam odpowiedź. Odpowiadam, facet zadaje pytanie dodatkowe, ale że już się nie denerwowałam, to spokojnie odpowiadam. Bierze indeks, mówi "piatka" i nagle zawiesza długopis i... "Pani mnie oszukała, mówiąc, że niedosłyszy, całkiem normalnie pani ze mną dyskutowała. Za branie na litość obniżam ocenę. Czwórka". Nawet nie dyskutowałam, wzięłam indeks i poszłam, Tego dnia tylko ja zdałam... :)
Długo tak mogę gawędzić, wiadomo, erotomanka gawędziarka ze mnie.
Co nie zmienia faktu, że są Ludzie i parapety.
Więcej spotkałam na drodze Ludzi.
Moja osobista teściowa kiedyś mi rzekła: jesteś złośliwa, jak wszystkie kaleki.
Ano jestem.
I dobrze mi z tym, nie ukrywam.
Złośliwość to moje drugie imię :D
A co?? :)

1 komentarz:

  1. Mądrą mamę miałaś,było Ci ciężko,ale wysiłek się opłacał!

    OdpowiedzUsuń