Stłukłam słoik, znaczy się, sam się stłukł, z mąką. Mam małą szafkę i co jakiś czas coś z niej wypada. Tym razem zesunęły się plastiki i wypchnęły słoik. Gdzie się tłucze i się leje, tam się bardzo dobzre dzieje, jak mawiały moje Babcie, te niespalone ;) I dobrze, że to nie lato, bo mam zwyczaj łazić na boso... A nawet nie mam kogo zawołać, żeby skorupy zgarnął. Już raz cudem uniknęłam pokaleczenia, jak złamała się półka i na boso wylądowałam w otoczeniu prawie całego serwisu (serwisu do dziś nie kupiłam, jadę na resztkach starych serwisów, a mam ich tyle, że... jak dla mnie OK, a gości nie miewam, zresztą zostały naczynia po sylwestrze, jednorazowe ;) Zatem zapisać w kajeciku: kupić przewiewne kapcie na lato, bo w tych kożuszkowych się ugotuję i nie wchodzić na boso do kuchni...
A za oknem wciąż śnieg, kupy na śniegu (te widzę) i siki też (tych z mojego piętra już nie)... Płatki wirują, takie wielkie jak w disneyowskim filmie, ale wiem, że za progiem czeka solno-śnieżna bryja i kałuże brei. Wczoraj na pzrejeździe kolejowym były akrobacje, bo tam jest niecka, stała w niej woda, jak dla mnie do pół łydki i ci nieszczęśnicy, co w nią wleźli lecieli do domu, jakby motorek mieli... Osobiście zastanawiałam się nad zrobieniem koła, przez kolejne dwa przejazdy kolejowe z chodnikiem już, ale... śpieszyłam się do cukrzycy, więc zostłam cyrkówką i przeskoczyłam śnieżne zaspy i dwie pary torów, cztery szyny, ach, w moim wieku i kondycji to wyczyn nie lada ;) Może na emeryturze mnie do cyrku wezmą??
I Wałęsa wczoraj plumkał, że tęskno mu już do wieczności, że walizke już pakuje. Nosz, a ja od Wałęsy rzut beretem, uświadomiłam sobie, że przecież to już prawie moja półka. Wiem, wiem, myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny (hmmm.... głowa umyta, wykąpana jestem jak zwykle rano, sztuczne cyce dopięte, zęby ze szklanki wyjęte, sztuczna noga dokręcona, tylko bryle mi się zaszwędały, aparaty w pogotowiu, skompletowana jestem do stanięcia na posterunku....aaaaaaaaaaa...... peruka jeszcze.... ufff, ile człowiek ma tych części zamiennych ;) , ale i tak zrobiło mi się łyso, jak sobie uświadomiłam, że to bliżej konca jak początku, że już niewiele Paryżów przede mną i niewiele tych dni zapierających dech... Tak jakoś żal, bo tak naprawdę to dopiero teraz zaczęło się życie, nie że przedtem było źle. Ale jestem z pokolenia, które za mało miało dla siebie, a teraz już szlus??
I dlatego navigare necesse est, vivere non est necesse...
Hmmm... filozofii nie kończyłam, zatem Aspergera mam??
Czy Obcy we mnie zamieszkał?
Do roboty, Stara Marudo :)
Niech będzie,ze na szczęście;))))
OdpowiedzUsuńU mnie mróz,śniegu nie ma,no i dobrze.
Ty nie patrz na Wałesę, Ty jesteś Jędza,więc się trzymaj długo i zdrowo i korzystaj ile wlezie.
U mnie i zaspy, i mróz, pierwszy raz tej zimy zmarzły mi ręce jak cholera... :|
UsuńNie mogę korzystać, bo będę miała remont :( I tu jest pies pogrzebany :(
kurde za dużo piszesz na raz nie ogarniam no
OdpowiedzUsuńmąka stłuczona ..skoki i
ech
szybkiej pracy ;-)
Piszę, bo lubię, to mój pamiętnik :) I na tym polega mój osobisty urok :D
Usuńa no tak,remont,no ale potem będzieszm iała super czysciutko i fajniutko:)))
OdpowiedzUsuńKiedy nie chcę "czyściutko i fajniutko", chcę w świat. A remont robię z musu, życie... Co mi z tego, że umrę w wyremontowanej chałupie, a nie gdzieś na włóczędze??? :)
Usuńto prawda,ale czemu z musu,bo odpada za dużo?:)
OdpowiedzUsuńBo wiesz,u nas jak już jest total mogiła i ja się nabuntuję i namarudzę to dopiero jest remont:)
Nie, nic nie odpada, wszystko gra, oprócz lenteksu. Ale muszę zlikwidować książeczki mieszkaniowe i żeby odzyskać kasę, nie mam innego wyjścia :)
Usuńa no to klops
UsuńAno, klops :) Z fałszowanej wołowiny ;)
UsuńKoziolkom poznanskim pozazdroscilas z tym skakaniem. U mnie tez zima i odsniezanie samochodu jak w styczniu. Dosc juz. Niech bedzie wiosna.
OdpowiedzUsuńGorzej, jak w styczniu, dziś mi ręce zmarzły!!!! No właśnie, i gradobicie w Rzymie, koniec świata, jak mawiał pan Popiołek ;)
Usuń